Wiceprezes ZUS: Koniec wolnej amerykanki na rynku B2B. Nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy
Lipcowe zmiany w przepisach zwiastują prawdziwe trzęsienie ziemi dla części polskich przedsiębiorców. Państwowa Inspekcja Pracy, zbrojna w potężne bazy danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz Krajowej Administracji Skarbowej, rusza na łowy. O tym, że skończyły się czasy wyrywkowych kontroli i działania na ślepo, rozmawiał na łamach serwisu BiznesInfo.pl Paweł Jaroszek, były członek zarządu ZUS nadzorujący pion finansów. Teraz weryfikacja tego, czy umowa cywilnoprawna lub kontrakt B2B nie są jedynie wygodną przykrywką dla klasycznego etatu, będzie opierać się na zaawansowanej analityce i ścisłej współpracy międzyresortowej. Komu grożą konsekwencje, a kto może spać spokojnie?
Wielka koalicja instytucji państwowych
Nadchodząca reforma to ostateczny koniec ery, w której państwowe organy kontrolne działały niczym odizolowane od siebie wyspy. Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) zyskuje nowe uprawnienia, ale przede wszystkim – potężnych informacyjnych sojuszników. Jak wynika z rozmowy przeprowadzonej z Pawłem Jaroszkiem, machina państwowa ostatecznie integruje swoje zasoby.
– Z mojego punktu widzenia ta ustawa już funkcjonuje. Dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oznacza ona konieczność ścisłego współdziałania z inspekcją pracy, ale też z Krajową Administracją Skarbową – wyjaśnia rozmówca BiznesInfo.
Przedstawiciel ZUS podkreśla, że cała procedura typowania firm do kontroli zostanie rygorystycznie usystematyzowana.
– Ustawa nakłada na nas obowiązek powołania międzyresortowego zespołu, który będzie przyglądał się procesom zachodzącym na rynku pod kątem analizy ryzyka – dodaje ekspert.
W praktyce oznacza to stworzenie wyspecjalizowanego państwowego centrum analitycznego.
– Powołamy do życia swoisty think tank, w ramach którego będziemy obserwować obszary charakteryzujące się niewłaściwymi zachowaniami, wymagającymi naszej większej uwagi – precyzuje.
Algorytmy zamiast inspektorskiego nosa
Kluczową i wręcz rewolucyjną zmianą w architekturze systemu kontrolnego jest diametralne odejście od metody typowania podmiotów „na chybił trafił”. Do tej pory inspektorzy terenowi nierzadko musieli opierać się na pojedynczych sygnałach, donosach lub własnym przeczuciu. Teraz ich działania zyskają twarde, cyfrowe fundamenty. Fundusz ubezpieczeń społecznych udostępni PIP swoje potężne zbiory informacji, co pozwoli na błyskawiczne wyłapywanie rynkowych anomalii poprzez odpowiednie algorytmy.
– Ustawa nakłada na nas obowiązek podzielenia się częścią danych z inspekcją pracy – zaznacza w rozmowie z BiznesInfo.pl Jaroszek.
Przejście z systemu manualnego na zautomatyzowany ma kolosalne znaczenie dla efektywności urzędów.
– Ta regulacja ma na celu dostarczenie inspekcji pracy nowych instrumentów. Dzięki temu kontrolerzy nie będą działać już tylko w oparciu o analogowe analizy, informacje z rynku czy własne przeczucia, ale na podstawie twardych danych i oceny ryzyka występowania nieprawidłowości – tłumaczy.
To jasny i stanowczy sygnał dla rynku: kontrole nie będą już przypominać strzelania na oślep, lecz precyzyjne cięcie skalpelem.
– Inspekcja pracy na pewno nie będzie działała w ciemno. Dzięki danym ZUS-u precyzyjnie wytypuje podmioty, gdzie ryzyko niewłaściwego kontraktowania pracy, a nie faktycznych usług, jest bardzo wysokie. To tam inspektorzy w pierwszej kolejności skierują swoje kroki – podsumowuje ten wątek Jaroszek.
Zobacz także:
Uczciwy biznes bez powodów do obaw
Choć wizja połączonych sił i zintegrowanych kontroli PIP, ZUS i KAS może budzić na rynku popłoch, intencją ustawodawcy nie jest uderzenie w przedsiębiorczość. Ostrze nowych regulacji wymierzone jest punktowo w patologie – przede wszystkim w zjawisko wypychania pracowników na fikcyjne samozatrudnienie wyłącznie w celu agresywnej optymalizacji kosztów podatkowych i ubezpieczeniowych. Sytuacje ewidentne, w których pod płaszczykiem wystawianej co miesiąc faktury kryje się klasyczne podporządkowanie wobec szefa, narzucony czas, miejsce oraz sposób wykonywania obowiązków, będą tępione z pełną surowością.
Jednak dla wolnych strzelców, ekspertów i firm korzystających z zewnętrznych usługodawców w sposób rzetelny i zgodny z duchem prawa, nowe przepisy nie powinny stanowić powodu do nerwowych ruchów. Prawdziwe B2B charakteryzuje się biznesową niezależnością, ponoszeniem osobistego ryzyka gospodarczego i faktyczną swobodą działania.
W tym właśnie tonie uspokaja również sam przedstawiciel Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, kładąc nacisk na elementarną uczciwość w relacjach gospodarczych.
– Jeżeli gramy fair, a nasz kontrakt B2B opiera się na faktycznym świadczeniu usług i nie występuje w nim klasyczne podporządkowanie, typowe dla umowy o pracę, to myślę, że możemy być spokojni – konkluduje rozmawiając z BiznesInfo Paweł Jaroszek.
Źródło: BiznesInfo