Ukraińscy kierowcy nie płacą mandatów za to wykroczenie. Luka w prawie sprawia, że mogą czuć się bezkarni
Krajowa sieć automatycznego nadzoru rejestruje tysiące zdarzeń, ale nie każde wykroczenie kończy się karą. Istnieje rosnąca grupa zmotoryzowanych, dla której żółte fotoradary są bezużytecznymi elementami krajobrazu. Luka w prawie sprawia, że wystawiony mandat masowo ląduje w koszu, a budżet państwa traci miliony.
Miliony starych aut i nowa rzeczywistość na krajowych trasach
Zanim zrozumiemy skomplikowane zasady omijania przepisów, warto najpierw spojrzeć na ogólny krajobraz motoryzacyjny w kraju. Obecnie po polskich drogach porusza się ponad 20 milionów pojazdów, a ich struktura wiekowa pozostawia sporo do życzenia. Z najnowszych publicznie dostępnych zestawień wynika, że średni wiek samochodów osobowych w Polsce wynosi około 14-15 lat. Oznacza to, że nasi rodacy polegają głównie na samochodach używanych pochodzących z importu. Wszystkie te samochody tworzą specyficzny miks technologiczny.

Dla porównania średnia wieku floty dla całej Unii Europejskiej wynosi 12 lat. Starsze maszyny to z reguły wyższa awaryjność oraz większe wyzwania diagnostyczne. Mimo tak zaawansowanego wieku floty statystyki bezpieczeństwa napawają optymizmem. Miniony rok zapisał się jako najbezpieczniejszy w historii nowoczesnych pomiarów, ponieważ w wypadkach zginęło 1651 osób. To zauważalny spadek o blisko 13 procent w ujęciu rocznym. Poprawa wskaźników to zasługa między innymi zaostrzonego taryfikatora, surowszego systemu punktów karnych oraz gęstniejącej sieci urządzeń rejestrujących, a także wprowadzanych zmian infrastrukturalnych i prowadzonych działań edukacyjnych.
W tym wielomilionowym tłumie posiadaczy prawa jazdy funkcjonuje jednak dynamicznie rosnąca grupa osób, która przybyła do Polski zza wschodniej granicy. Kierowcy z Ukrainy czy Białorusi wnieśli na drogi nie tylko swoje przyzwyczajenia, ale też własne środki transportu. Dane urzędowe wskazują, że legalne zatrudnienie cudzoziemców w naszym kraju przekroczyło już barierę miliona osób. Istotna część z nich znalazła zatrudnienie w sektorze logistycznym oraz w popularnych przewozach osób na aplikację.
Cyfrowy bat systemu CANARD uderza szybko, ale wybiórczo
Każdego dnia nad bezpieczeństwem podróżnych czuwają zaawansowane technicznie, zautomatyzowane urządzenia kontrolne. Obsługą całego systemu fotoradarów oraz coraz popularniejszych odcinkowych pomiarów prędkości zajmuje się wyspecjalizowana komórka CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym). Kiedy zmotoryzowany lekceważy obowiązujące limity, żółta skrzynka rejestruje zdarzenie, a algorytm błyskawicznie odczytuje tablicę rejestracyjną. Zgodnie z oficjalnymi wytycznymi resortowymi kamery stacjonarne wyzwalają migawkę w momencie, gdy dany pojazd porusza się o co najmniej 11 kilometrów na godzinę za szybko.

W skali całego roku system generuje setki tysięcy oficjalnych wezwań za zlekceważenie tego najniższego progu prędkości. Dla obywatela polskiego, którego dane personalne oraz adres zamieszkania widnieją w bazie CEPiK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców, czyli państwowy system informatyczny gromadzący dane o pojazdach i ich właścicielach), oznacza to nieuchronny mandat. Cała procedura weryfikacji tożsamości właściciela działa w pełni automatycznie. Druczek z karą finansową oraz informacją o punktach karnych rzadko jednak trafia bezpośrednio do skrzynki pocztowej sprawcy w zaledwie kilka dni, w praktyce procedura ta może trwać tygodnie, a nawet miesiące od popełnienia wykroczenia.
Mechanizm ten udowodnił jednak swoją ogromną skuteczność prewencyjną, skutecznie uspokajając ruch na najbardziej niebezpiecznych odcinkach dróg krajowych. Instalacja nowoczesnych kamer typu RedLight, monitorujących przejazd na czerwonym świetle, przyczyniła się do wyraźnego spadku liczby niebezpiecznych kolizji na wielu monitorowanych skrzyżowaniach. To techniczny majstersztyk, który codziennie ratuje ludzkie życie.
Zobacz też: Tyle emerytury dostaje Iwona Pavlović, można się zdziwić. “Należą mi się te pieniążki”
Dyplomatyczny immunitet z przymusu, czyli miliony ukryte w niszczarkach
W tym miejscu dochodzimy do fundamentalnego problemu, który od dłuższego czasu elektryzuje opinię publiczną oraz ekspertów z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Niektórzy kierowcy, zwłaszcza ci poruszający się na tablicach rejestracyjnych spoza Unii Europejskiej, popełniają rażące wykroczenia drogowe i często unikają za to konsekwencji finansowych. Dla wielu piratów drogowych zagranica staje się wręcz tarczą ochronną przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Dlaczego polski aparat państwowy wykazuje w tej materii tak rażącą bezradność?
Powód jest prozaiczny i tkwi w przepisach międzynarodowych. Unia Europejska posiada sprawnie działający mechanizm transgranicznej wymiany informacji o właścicielach pojazdów, jednak obejmuje on wyłącznie państwa członkowskie Wspólnoty. System ten całkowicie nie funkcjonuje w relacjach z krajami trzecimi, takimi jak Ukraina, Białoruś czy Rosja. Efekt tego stanu rzeczy jest porażający. W skali całego minionego roku, jak podaje “Rzeczpospolita”, polskie urządzenia rejestrujące udokumentowały ponad 120 tysięcy wykroczeń popełnionych przez samochody z rejestracjami spoza Unii Europejskiej. Służby zdołały wystawić zaledwie niespełna 4 tysiące prawomocnych grzywien.
W przypadku pojazdów zarejestrowanych poza Unią Europejską, w tym w Ukrainie, brak jest możliwości ustalenia właściciela pojazdu z uwagi na brak umów międzynarodowych - przekazał "Rzeczpospolitej" Główny Inspektorat Transportu Drogowego.
Przytłaczającą większość tej niepokojącej statystyki, bo aż ponad 80 tysięcy incydentów, wygenerowali użytkownicy aut na ukraińskich numerach. Urzędnicy CANARD nie mają możliwości prawnej, aby wysłać zapytanie do tamtejszych baz danych i ustalić personalia pirata drogowego. Oficjalny taryfikator mandatowy (urzędowy wykaz kar pieniężnych przypisanych do konkretnych przewinień drogowych) staje się w tym momencie bezużytecznym dokumentem. Wygenerowane wezwanie ostatecznie ląduje w niszczarce, ponieważ brakuje oficjalnego adresu doręczenia na terenie kraju. Jedyną metodą wyegzekwowania kary pozostaje bezpośrednie zatrzymanie przez patrol policji, ale szansa na to jest znikoma. Taki stan rzeczy uszczupla budżet państwa o miliony, a brak integracji baz sprawia, że bezkarność kwitnie.