Pracowałeś w Niemczech lub Holandii? Możesz odebrać nawet 4000 zł. Ekspert o zwrocie podatku
„O pieniądze nasze zapłacone w podatkach trzeba walczyć zdecydowanie. Trzeba wyrwać z urzędów skarbowych wasze ciężko zarobione pieniądze. Ja uwielbiam wydzierać te środki od państwa, któregokolwiek państwa” — mówi w rozmowie z Biznes Info Maciej Wapiński.
- Gigantyczne kwoty do odbioru – „Średnia kwota zwrotu z tytułu nadpłaconych zaliczek dla pracowników w Niemczech i Holandii wynosi około 900 euro, a w przypadku studentów pracujących w wakacje jest to najczęściej około 600 euro” – wylicza Maciek Wapiński.
- Konieczność rozliczenia w Polsce – „My musimy również rozliczyć się w polskim urzędzie, składając PIT 36/ZG. To jest specjalny formularz, nawet jeśli jest zerowy” – podkreśla ekspert.
- Koniec z mitami o „czarnych listach” – „Bzdura, to są jakieś mity lat 90., może milenium, tej pierwszej fali emigracji. Dzisiaj mamy całkowicie inny system i profesjonalizację agencji pracy tymczasowej” – zauważa Wapiński.
Pułapka automatycznych zaliczek
Wielu Polaków wyjeżdżających do pracy sezonowej za granicę skupia się wyłącznie na bieżącej wypłacie, nieświadomie zostawiając w zagranicznych urzędach fortunę. Systemy podatkowe w Niemczech czy Holandii są zaprogramowane w sposób, który niemal gwarantuje nadpłatę przy krótkich kontraktach.
- Zagraniczni pracodawcy pobierają standardowe zaliczki na poczet zobowiązań podatkowych, zakładając w domyśle, że nowo zatrudniony pracownik spędzi w firmie pełny rok kalendarzowy – wyjaśnia Maciej Wapiński w rozmowie z Biznes Info.
Problem polega na tym, że sezonowy pracownik rzadko przekracza progi podatkowe, które obligowałyby go do oddania tak wysokich kwot.
- W systemie niemieckim dominuje relatywnie wysoka kwota wolna od podatku, która ukształtowała się na poziomie ponad 11 tysięcy euro. W przypadku krótkiego sezonowego wyjazdu najczęściej pozwala to na stuprocentowy zwrot wpłaconych uprzednio zaliczek – dodaje Wapiński.
Urzędy wiedzą o Tobie wszystko? Czasy ukrywania dochodów przed urzędem minęły
Czasy, w których można było ukryć zagraniczne dochody przed polskim fiskusem, bezpowrotnie minęły. Cyfryzacja administracji sprawiła, że przepływ informacji między krajami UE jest błyskawiczny i automatyczny.
- Doszliśmy do takiego momentu, gdzie nasze systemy finansowe urzędów skarbowych już są zsynchronizowane. Urząd skarbowy polski rozmawia, komunikuje się i wymienia danymi również z urzędami skarbowymi z zagranicy – mówi Maciek Wapiński.
Ignorowanie formalności nie jest więc strategią, a ryzykiem.
- My musimy również rozliczyć się w polskim urzędzie składając PIT 36/ZG. To jest specjalny formularz, nawet jeśli jest zerowy – przypomina ekspert.
Dopiero z takim potwierdzeniem w ręku można skutecznie ubiegać się o pieniądze od zagranicznej administracji.
- Pozyskując te zaświadczenia przez nowoczesne systemy cyfrowe, pracownik nie ponosi standardowej opłaty skarbowej w wysokości siedmiu złotych – zauważa Wapiński.
Konsekwencje i zamknięta droga do ponownego zatrudnienia? Strach ma wielkie oczy
Wśród pracowników sezonowych wciąż krążą legendy o rzekomych konsekwencjach ubiegania się o zwrot podatku. Niektórzy wierzą, że „upomnienie się o swoje” zamknie im drogę do ponownego zatrudnienia u danego sąsiada.
- Bzdura, to są jakieś mity lat 90., może milenium, tej pierwszej fali emigracji, gdzie każdy też bał się właśnie o te kontrole, naloty na różne miejsca pracy, żeby sprawdzić status migranta. Dzisiaj mamy całkowicie inny system już i profesjonalizację agencji pracy tymczasowej – uspokaja Maciek Wapiński.
Zamiast strachu, za granicą częściej można spotkać... zachętę.
- Administracja holenderska wykazuje się ogromną proaktywnością, regularnie wysyłając do zagranicznych pracowników powiadomienia w niebieskich kopertach o kwotach czekających na odbiór. Tylko w 2024 roku nadano blisko 420 tysięcy takich listów – dodaje Maciek Wapiński.
Zobacz całą rozmowę tutaj:
Jak odzyskać 4000 złotych? Ekspert: nie rób tego sam
Kwoty, o które toczy się gra, nie są symboliczne. Dla wielu osób to równowartość dodatkowej miesięcznej pensji, którą wystarczy po prostu podnieść z biurka urzędnika.
W przypadku typowego, trzymiesięcznego wyjazdu studenckiego do pracy tymczasowej, do odzyskania pozostaje średnio około 600 euro. Jeśli natomiast wziąć pod uwagę statystyki dla ogółu osób pracujących w Holandii i Niemczech, kwota ta wzrasta do blisko 900 euro – wylicza Maciek Wapiński.
Przy obecnym kursie walut mowa o blisko czterech tysiącach złotych. Co ważne, prawo pozwala nam na powrót do przeszłości.
- My możemy się starać o zwrot tych składek od czterech do pięciu lat wstecz. W Niemczech mówimy o czterech latach, w Holandii o pięciu – podsumowuje Maciek Wapiński.
Samodzielna walka z obcym językiem i zawiłymi formularzami często kończy się błędem, który blokuje wypłatę środków. Ekspert sugeruje, że czasem lepiej podzielić się zyskiem, by mieć pewność sukcesu.
- Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę – to jest takie motto, które trzyma mi się przez całe życie. Od tamtego momentu wiem, że zawsze potrzebuję kogoś, kto się lepiej na tym zna. Tak, są biura, które pomagają w tym procesie – przyznaje Maciek Wapiński.
Współpraca z profesjonalistami to nie tylko wygoda, ale przede wszystkim spokój ducha.
- To jest tak dużo pieniędzy, że ja bym te 20%, 15% czy 10% prowizji za taką usługę śmiało oddał, żeby mieć właśnie spokój, żeby mieć zaoszczędzony czas – kończy Maciek Wapiński.
Źródło: Biznes Info