biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Szczere wyznanie eksperta: "Statystyki kredytowe to propaganda". Zapaść na rynku hipotek w Polsce
Anna  Badurska
Anna Badurska 03.03.2026 14:50

Szczere wyznanie eksperta: "Statystyki kredytowe to propaganda". Zapaść na rynku hipotek w Polsce

Szczere wyznanie eksperta: "Statystyki kredytowe to propaganda". Zapaść na rynku hipotek w Polsce
Polacy rezygnują z kredytów Fot. Canva

Rynek kredytów hipotecznych w Polsce wysyła obecnie sprzeczne sygnały, a oficjalne komunikaty często maskują głęboki spadek zainteresowania finansowaniem. Mimo że zdolność kredytowa przeciętnego Polaka wzrosła w ciągu roku, liczba faktycznie podpisanych umów znacznie spadła. Główną barierą nie są już wymagania banków, ale paraliżujący strach przed utratą pracy.

Na ten temat rozmawiamy z gościem - ekspertem kredytowym, Ronaldem Szczepankiewiczem.

  • Statystyki BIK o liczbie wniosków są mylące, wyjaśniamy dlaczego
  • Zdolność kredytowa przy dochodzie 10 tys. zł jest rekordowo wysoka
  • Liczba finalnie zawieranych umów kredytowych drastycznie maleje od jesieni 2025 roku

Magia liczb w BIK, czyli dlaczego statystyki wniosków to iluzja

Sytuacja na polskim rynku hipotecznym jest niezwykle złożona i nie poddaje się prostej analizie opartej na optymistycznych nagłówkach. W przestrzeni publicznej dominuje narracja o silnym popycie, poparta raportami o rekordowej liczbie zapytań w systemach bankowych. Prawda o naszych portfelach wygląda jednak zupełnie inaczej, co wynika z samej metodologii liczenia wniosków przez Biuro Informacji Kredytowej.

Ekspert w rozmowie z nami, zwraca uwagę na istotny szczegół, który tworzy sztuczną iluzję wzmożonego zapotrzebowania na mieszkania. Klienci, chcąc zwiększyć swoje szanse, często wnioskują o kredyt wspólnie z partnerem lub rodziną.

- Liczba wnioskodawców rośnie lawinowo, jest po prostu blisko rekordu i tak dalej. Ale nas nie powinno interesować, ile osób wnioskuje po kredyt, bo pamiętajmy, że jak na przykład do jednego wniosku podchodzi trzech wnioskodawców, trzy pesele, to BIK liczy jakby trzech wnioskodawców – tłumaczy Ronald Szczepankiewicz w rozmowie z BiznesInfo.

Zamiast patrzeć na "puste" zapytania, należy analizować wyłącznie sfinalizowane umowy, które kończą się wypłatą środków. Dopiero wtedy widać realną kondycję rynku.

Szczere wyznanie eksperta: "Statystyki kredytowe to propaganda". Zapaść na rynku hipotek w Polsce
Fot. Bigc Studio/Canva

Zarabiasz 10 tysięcy złotych? Twoja zdolność kredytowa wystrzeliła

Gwałtowny spadek aktywności klientów jest zaskakujący, bo parametry pozwalające na zaciągnięcie długu uległy w marcu 2026 roku wyraźnej poprawie. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu murem nie do przebicia były wyśrubowane wymagania dotyczące dochodów netto. Dziś ten problem praktycznie zniknął dzięki korzystniejszym warunkom makroekonomicznym i wyhamowaniu cen nieruchomości.

Przeciętna osoba, która zarabia "na rękę" 10 000 zł, może dziś pożyczyć z banku kwotę o ponad 100 000 zł wyższą niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spadają raty, a ceny mieszkań w największych aglomeracjach przestały rosnąć w szaleńczym tempie. Mimo to, w biurach sprzedaży deweloperów nie widać kolejek.

Potężny zjazd w bankach – liczba umów spadła o 40 procent

Teoretycznie Polaków stać na kredyt bardziej niż rok temu, jednak ogólna tendencja rynkowa jest silnie zniżkowa. Nie da się tego wytłumaczyć zwykłą sezonowością zimową. Skala odwrotu od okienek bankowych jest bezprecedensowa i świadczy o strukturalnym pęknięciu w popycie.

- Liczba umów kredytowych spada od powiedzmy października, listopada 2025 do teraz. Jest to 40% mniej – podkreśla Ronald Szczepankiewicz.

Taki wynik w miesiącach, gdy tradycyjnie realizuje się noworoczne plany o własnym "M", dobitnie pokazuje, że Polacy przestali ufać stabilności finansowej. Nawet tańszy kredyt nie jest w stanie przekonać nas do zadłużenia się na 25 czy 30 lat w obliczu niejasnej przyszłości.

Co powstrzymuje Polaków przed zakupem? Oto główne powody

Skoro matematyka bankowa daje "zielone światło", przyczyna marazmu musi leżeć w psychologii i sytuacji na rynku pracy. Choć oficjalne dane o bezrobociu mogą uspokajać, nastroje w kuluarach biznesowych są dalekie od optymizmu. Przedsiębiorcy, zwłaszcza w sektorze produkcyjnym, wysyłają sygnały ostrzegawcze.

Dlaczego dziś boimy się brać kredyt? Oto kluczowe czynniki:

  • Obawa o stabilność zatrudnienia: To główny powód wstrzymywania decyzji. Polacy boją się, że za rok mogą nie mieć z czego spłacać raty.
     
  • Brak nowych miejsc pracy: Firmy nawet jeśli nie zwalniają masowo, to nie tworzą też nowych etatów w tempie z poprzednich lat.
     
  • Pamięć o zmienności: Po latach turbulencji z inflacją i stopami procentowymi, podchodzimy do deklaracji o "tanim kredycie" z dużą rezerwą.

Jak diagnozuje ekspert, obecne nastroje różnią się od entuzjazmu sprzed lat, gdy rządowe programy napędzały rynek. 

- Ludzie się obawiają swoją sytuację finansową, o pracę – dodaje Szczepankiewicz. 

Dopóki to poczucie zagrożenia nie zniknie, rynek nieruchomości pozostanie w zawieszeniu.

Źródło: BiznesInfo

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: