Pokazali paragon z Krupówek. Tyle zapłacili za jajecznicę
Popularny lokal w Zakopanem od lat wzbudza duże emocje wśród turystów. Restauracja wielokrotnie trafiała do zestawień z tzw. paragonami grozy, a jej oferta była szczególnie popularna wśród zagranicznych gości z Bliskiego Wschodu. W tym sezonie sytuacja jednak wyraźnie się zmieniła - liczba tych turystów jest znacznie mniejsza niż w poprzednich latach.
Księstwo Góralskie od lat wyróżnia się na tle zakopiańskich restauracji nie tylko charakterystycznym wystrojem, ale również poziomem cen. To właśnie wysokie rachunki sprawiły, że restauracja wielokrotnie pojawiała się wśród przykładów tzw. paragonów grozy, przyciągając uwagę turystów i mediów.
Paragon grozy z Zakopanego obiegł Internet
Popularność Księstwa Góralskiego nie zawsze oznaczała jednak pozytywne skojarzenia. W ubiegłym roku lokal znalazł się w centrum zainteresowania po publikacji kolejnego tzw. paragonu grozy, który wywołał dużą dyskusję wśród internautów.
Na rachunku pokazanym przez turystę z Białegostoku znalazły się cztery pozycje: dwie jajecznice po 67 zł oraz dwie kawy cappuccino w cenie 40 i 44 zł. Zdjęcie szybko obiegło media społecznościowe, a komentujący szeroko dyskutowali o wysokości cen.
Do sprawy odniósł się również na łamach „Gazety Wyborczej” Kamil Sakałus, dyrektor zarządzający w grupie Tatry Wysokie, do której należy restauracja Schronisko Bukowina.
- Żeby było jasne, ta cena jest odjechana, jest oderwana od rzeczywistości, ale ten lokal jest tak pozycjonowany - tłumaczył.
Mniej gości z Bliskiego Wschodu w popularnej restauracji
Sprawa wysokich cen nie zniechęciła jednak właściciela lokalu, który przekonywał, że oferta restauracji odpowiada jej charakterowi i grupie klientów, do której jest skierowana. Wojciech Krzyściak stwierdził nawet, że ceny powinny być jeszcze wyższe.
- Takiego miejsca w Zakopanem nie ma. Wieczorami przesiadują tam cały czas Arabowie, wszystkie miejsca są zapełnione. Płacą za to. Ja im mam obniżyć teraz cenę? - powiedział przedsiębiorca.
W tym sezonie sytuacja w Księstwie Góralskim wygląda jednak inaczej. Jak zauważa „Gazeta Krakowska”, liczba turystów z Bliskiego Wschodu odwiedzających Zakopane spadła nawet o połowę. Dziennikarze odwiedzili lokal, aby sprawdzić, czy mniejszy napływ zagranicznych gości wpłynął również na popularną restaurację.
Podczas wizyty w czwartkowe południe sala miała świecić pustkami. Obsługa wyjaśniła, że największy ruch pojawia się dopiero późnym popołudniem i wieczorem, a klienci często zostają w lokalu do późnych godzin nocnych. Turyści z Bliskiego Wschodu nadal odwiedzają restaurację, ale zdecydowanie rzadziej niż w poprzednim sezonie.
Właściciel nie zamierza obniżać cen
Mniejsza liczba gości nie wpłynęła jednak na politykę cenową restauracji. Właściciel Księstwa Góralskiego nie planuje obniżać stawek, także za najbardziej rozpoznawalną pozycję w menu, czyli luksusową wersję zakopiańskiego śniadania.
Jego zdaniem odpowiednio przygotowana jajecznica, podawana z owczym serem, owocami i kieliszkiem szampana, jest warta nawet 200 zł. Przedsiębiorca przekonuje, że podobne ceny nikogo nie dziwią w warszawskich lokalach ani zagranicznych kurortach. Podkreśla również, że klienci płacą nie tylko za samo jedzenie, ale także za atmosferę miejsca, widoki i lokalny charakter restauracji.