Masowe zwolnienia w tej branży. Praca znika w kolejnych częściach kraju
Kolejna duża firma zapowiada zwolnienia, a sytuacja w jednej z kluczowych branż polskiej gospodarki wyraźnie się pogarsza. Redukcje etatów w przemyśle motoryzacyjnym przestają być pojedynczymi przypadkami i coraz wyraźniej układają się w niepokojący schemat. Związkowcy ostrzegają, że to dopiero początek, a skutki odczują nie tylko pracownicy dużych fabryk, ale także tysiące osób zatrudnionych u kooperantów w całych regionach przemysłowych.
- Kto zapowiada zwolnienia i jak duża jest ich skala?
- Dlaczego problemy jednej fabryki uderzają w całą branżę?
- Czy w motoryzacji uruchomił się już efekt domina?
Efekt domina. Jedna fabryka pociąga kolejne
Coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że w motoryzacji działa już efekt domina. Problemy jednego producenta szybko przenoszą się na dostawców części, podwykonawców i firmy okołoprodukcyjne. Spadek produkcji samochodów oznacza mniej zamówień na komponenty, a to bezpośrednio przekłada się na decyzje kadrowe kolejnych przedsiębiorstw.
Dane branżowe pokazują, że europejska motoryzacja straciła ponad 150 tys. miejsc pracy od 2019 roku, a problemy nie dotyczą wyłącznie Polski. Branża zmaga się jednocześnie z mniejszą produkcją aut spalinowych, wolniejszym wzrostem elektromobilności, rosnącymi kosztami pracy i energii oraz coraz silniejszą konkurencją ze strony producentów z Chin.

Kolejna duża firma ogłasza zwolnienia. Adient wygasza zakład
Zapowiedź zwolnień dotyczy Adient, jednego z kluczowych dostawców dla sektora motoryzacyjnego. Spółka Adient Poland ogłosiła plan wieloletnich zwolnień grupowych w zakładzie Metal w Skarbimierzu (woj. opolskie). Fabryka zatrudnia obecnie około 593 osoby, a zgodnie z harmonogramem działalność zakładu ma zostać całkowicie wygaszona do 2029 roku, co oznacza redukcję 455 etatów.
Największa fala zwolnień przewidywana jest w latach 2026–2027, jednak proces będzie rozłożony w czasie. Firma tłumaczy decyzję globalną optymalizacją kosztów, spadkiem produkcji oraz rosnącą presją kosztową w całej branży motoryzacyjnej. Dla pracowników to szczególnie trudna informacja, ponieważ zakład przez lata uchodził za stabilnego pracodawcę w regionie.
Stellantis w Tychach. Setki etatów zagrożone, znikają zmiany
Zwolnienia w Adient nie są odosobnionym przypadkiem. Redukcje zapowiedział również Stellantis w swoim zakładzie w Tychach. Fabryka ogłosiła likwidację trzeciej zmiany produkcyjnej od marca 2026 roku, co bezpośrednio przekłada się na zatrudnienie. Według związków zawodowych pracę może stracić nawet 740 osób, choć ostateczna liczba będzie zależna od przebiegu programów dobrowolnych odejść.
Redukcje obejmują nie tylko pracowników etatowych, ale także osoby zatrudnione przez agencje pracy tymczasowej oraz na krótkoterminowych umowach. Przedstawiciele firmy wskazują na spadający popyt na samochody spalinowe i trudną sytuację rynkową, natomiast NSZZ Solidarność domaga się korzystnych odpraw i realnego wsparcia dla zwalnianych pracowników.
„Cichy” kryzys rynku pracy. Zwolnienia to nie wszystko
Związkowcy zwracają uwagę, że poza oficjalnymi zwolnieniami grupowymi coraz częściej dochodzi do „cichego” zmniejszania zatrudnienia. Firmy nie ogłaszają kolejnych redukcji, ale nie uzupełniają wakatów, nie przedłużają umów czasowych i pozwalają, by liczba pracowników malała stopniowo. Ten proces jest szczególnie dotkliwy dla firm kooperujących z motoryzacją – od producentów podzespołów po logistykę i usługi. W efekcie jedno cięcie etatów w dużej fabryce może przełożyć się na utratę tysięcy miejsc pracy w całych regionach Śląska i Opolszczyzny, które są silnie uzależnione od przemysłu samochodowego.
Najtrudniejsze miesiące dopiero przed branżą
Eksperci rynku pracy ostrzegają, że obecna fala zwolnień może być dopiero początkiem głębszych zmian. Motoryzacja mierzy się jednocześnie ze spowolnieniem gospodarczym, transformacją technologiczną i niepewnością popytu na rynkach zagranicznych. W takich warunkach firmy coraz częściej decydują się na restrukturyzację i ograniczanie zatrudnienia, zanim sytuacja pogorszy się jeszcze bardziej. Dla pracowników oznacza to rosnącą niepewność, a dla regionów przemysłowych realne ryzyko wzrostu bezrobocia. Coraz częściej pada pytanie nie o to, czy kolejne zwolnienia nastąpią, ale gdzie i kiedy.
Źródło: Biznes Info