Czarnek już złożył obietnicę. Jest niemożliwa do zrealizowania
Scena polityczna w Polsce rzadko bywa wolna od radykalnych deklaracji, jednak ostatnie zapowiedzi kandydata Prawa i Sprawiedliwości na premiera wywołały wyjątkowe poruszenie. Przemysław Czarnek ogłosił plan powrotu do pełnego wydobycia węgla, co ma być fundamentem nowej "normalności" gospodarczej. Wizja ta, choć atrakcyjna dla części elektoratu, zderza się z brutalną rzeczywistością rynkową oraz unijnymi regulacjami, które od lat determinują kierunki rozwoju europejskich gospodarek.
- Zaskakująca wizja Przemysława Czarnka
- Trudna rzeczywistość polskiego górnictwa
- Eksperci wskazują na potrzebę kolejnych reform energetycznych
Zaskakująca wizja Przemysława Czarnka
Propozycja Przemysława Czarnka zakłada drastyczny zwrot w relacjach z Brukselą, opierający się na jednostronnym wypowiedzeniu systemu handlu uprawnieniami do emisji, czyli ETS (European Union Emissions Trading System). Według polityka Polska powinna po prostu przestać płacić za emisje dwutlenku węgla i skupić się na eksploatacji własnych bogactw naturalnych, ignorując założenia Zielonego Ładu.
Państwo ma pojechać do Brukseli i powiedzieć "nie mamy już ETS-u w Polsce, nie ma żadnego ETS-u. Wypowiadamy to. Nasze firmy nie będą tego płacić. Nie mamy żadnego waszego miksu energetycznego. Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych oze-sroze dofinansowanych z dopłatami. My mamy nasz miks węglowy, mamy nasze bogactwa naturalne i wara nam od nich. Mamy nasz węgiel - argumentował Przemysław Czarnek, kandydat z ramienia PiS na premiera, podczas sobotniego przemówienia w Krakowie.
Czarnek argumentuje, że każde “normalne państwo” wykorzystuje swój największy potencjał, którym w przypadku Polski jest właśnie węgiel kamienny i brunatny. W jego narracji wspieranie odnawialnych źródeł energii (OZE) jest przedstawiane jako zbędny balast finansowy, z którego należy zrezygnować na rzecz tradycyjnego miksu węglowego.
Takie postawienie sprawy budzi jednak fundamentalne pytania o prawną i ekonomiczną wykonalność podobnego manewru. Eksperci przypominają, że system ETS jest integralną częścią unijnego prawa, a jego odrzucenie wiązałoby się z gigantycznymi karami finansowymi i izolacją polskiego przemysłu na wspólnym rynku.
Co więcej, wewnątrz samego obozu Zjednoczonej Prawicy widać wyraźne pęknięcia w tej kwestii. Strategia "Powered by Poland" przedstawiona przez Mateusza Morawieckiego zakłada przecież coś zupełnie odwrotnego – rozwój energetyki jądrowej, małych reaktorów SMR (Small Modular Reactors) oraz dekarbonizację przemysłu, aby obniżyć koszty energii o 30 procent i zwiększyć konkurencyjność polskich firm.
Trudna rzeczywistość polskiego górnictwa
Zderzenie politycznych haseł z danymi Agencji Rozwoju Przemysłu obnaża głęboki kryzys, w jakim znajduje się polskie górnictwo. W 2025 roku wydobycie węgla kamiennego spadło do poziomu 42,8 mln ton, co jest wynikiem najniższym od czasów okupacji.
Polska od 2010 roku pozostaje importerem netto tego surowca, co oznacza, że krajowe kopalnie nie są w stanie zaspokoić popytu nawet przy spadającym udziale węgla w energetyce, który obecnie wynosi rekordowo niskie 52 procent. Sektor generuje ogromne straty – ubiegłoroczny minus na poziomie 8,2 mld złotych musiał zostać zasypany potężną pomocą publiczną, która tylko w tym roku wyniosła 5,5 mld złotych.

Najbardziej jaskrawym przykładem problemów jest sytuacja Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), kluczowego producenta węgla koksowego. Mimo strategicznego znaczenia dla hutnictwa gigant odnotował po trzech kwartałach 2025 roku stratę netto rzędu 2,9 mld złotych.
Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki i szef serwisu Energetyka24, wskazuje bez ogródek, że kreślenie świetlanych perspektyw przed sektorem węglowym jest po prostu mijaniem się z prawdą. Jego zdaniem każda próba sztucznego podtrzymywania wydobycia przy życiu skończy się jedynie "przepalaniem" publicznych pieniędzy, podczas gdy naturalny proces wypierania węgla przez tańsze źródła alternatywne jest już niemożliwy do zatrzymania.
Rzeczy, które słyszymy tylko w kampanii wyborczej, a w rzeczywistości mamy dosłowne wyrzucanie węgla z systemu przez hurtowo budowane źródła alternatywne i głębokie redukcje wydobycia. Co do ETS - zamiast wyjść z konstruktywną propozycją w kwestii potencjalnej reformy to widzę, że mamy dalej narrację o "odrzuceniu", co jest prawnie niemożliwe w UE. To już było tyle razy wałkowane, że nawet nie ma sensu tego ponownie tłumaczyć" - skomentował na platformie X Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki, szef serwisu Energetyka24.
Zobacz też: Polityk PSL uderza w Czarnka. Pokazał na wizji kontrowersyjne zdjęcie. “Czysty cynizm”
Eksperci wskazują na potrzebę kolejnych reform energetycznych
Zamiast radykalnego zerwania z unijnymi strukturami, Bruksela przygotowuje się do ewolucji dotychczasowych zasad. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała na trzeci kwartał tego roku reformę systemu ETS, która ma realnie wesprzeć europejskie firmy.
Nowe przepisy mają sprawić, że większa część dochodów z opłat emisyjnych trafi bezpośrednio do przemysłu, pomagając mu w transformacji. Planowane jest także wprowadzenie kryterium niskoemisyjności do zamówień publicznych, co ma premiować lokalne, ekologiczne produkty. Biorąc pod uwagę, że zamówienia publiczne stanowią około 14 proc. PKB Unii, jest to ogromna szansa dla nowoczesnych przedsiębiorstw.
W tym kontekście zapowiedzi Przemysława Czarnka o powrocie do "normalności" opartej na węglu wydają się nie tylko anachroniczne, ale wręcz niebezpieczne dla stabilności finansowej kraju. Forsowanie modelu gospodarczego, który wymaga miliardowych dopłat i ignoruje globalne trendy technologiczne, może doprowadzić do trwałego zacofania polskiej energetyki. Wydaje się, że jedyną realną drogą do taniej energii jest nie walka z systemem ETS, lecz jego mądra reforma oraz inwestycje w źródła, które nie obciążają budżetu państwa kosztownymi stratami wydobywczymi.