Celnicy zatrzymali taki towar. Chcieli wwieźć do Polski aż 6 ton z Azji
Polskie służby mundurowe i inspektorzy nie spuszczają wzroku z transportów żywności, które każdego dnia wjeżdżają do naszego kraju z najdalszych zakątków świata. Tym razem na celowniku znalazł się produkt, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie aromatycznych wypieków czy wieczornego relaksu z kubkiem gorącego napoju.
- Celnicy stanęli na wysokości zadania
- Czym zajmuje się Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych?
- Służby zatrzymały aż 6 ton
Celnicy stanęli na wysokości zadania
Zabezpieczenie polskiego rynku przed produktami, które nie spełniają rygorystycznych norm unijnych, to zadanie wymagające nie tylko ogromnej wiedzy, ale i niemal detektywistycznego nosa. Każdy transport towarów rolno-spożywczych z tzw. krajów trzecich, czyli spoza Unii Europejskiej, musi przejść przez gęste sito kontroli.
To właśnie tam, na styku granic i biurokratycznych procedur, decyduje się, czy dany produkt jest bezpieczny i – co równie ważne – czy nie jest zwykłym oszustwem. W dobie globalnego handlu, producenci nierzadko szukają oszczędności na każdym kroku, a pokusa, by „podrasować” skład tanim kosztem, bywa dla niektórych zbyt silna.
Czym zajmuje się Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych?
Warto w tym miejscu wyjaśnić, czym zajmuje się Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). To wyspecjalizowana służba, która pilnuje, aby to, co kupujemy w sklepach, było zgodne z opisem na etykiecie i posiadało odpowiednie parametry fizykochemiczne. Jeśli kakao ma być kakaem, nie może zawierać domieszek, które „udają” luksusowy produkt, będąc w rzeczywistości tanią podróbką. Kiedy inspektorzy mówią „stop”, oznacza to zazwyczaj, że wykryto nieprawidłowości, które mogłyby uderzyć w portfele konsumentów lub wprowadzić ich w błąd co do faktycznej wartości towaru.
Służby zatrzymały aż 6 ton
Najnowsze doniesienia z IJHARS nie pozostawiają złudzeń – polscy funkcjonariusze są wyjątkowo czujni. Mowa o partii proszku kakaowego o łącznej masie aż 6000 kilogramów. Sześć ton trefnego towaru to nie są przelewki; taka ilość mogłaby zalać lokalne rynki i trafić do setek partii produktów cukierniczych, psując ich jakość i reputację uczciwych producentów.
Co konkretnie wzbudziło tak duży niepokój kontrolerów? Okazuje się, że problem był wielowarstwowy. Po pierwsze, analiza składu chemicznego wykazała „zawyżoną zawartość tłuszczu oraz obecność niedozwolonych tłuszczów innych niż kakaowy”. W branży spożywczej takie działanie to klasyczny przykład fałszowania żywności – zastępowanie drogiego masła kakaowego tańszymi zamiennikami pozwala znacząco obniżyć koszty produkcji, zachowując jedynie pozory wysokiej klasy produktu.
Jakby tego było mało, inspektorzy dopatrzyli się również „licznych nieprawidłowości w oznakowaniu” indonezyjskiego kakao. Etykiety, które powinny być jasnym i rzetelnym źródłem informacji dla odbiorcy, w tym przypadku zawiodły na całej linii.