Takich przelewów Polacy więcej nie zrobią. Sejm podjął decyzję
Polski sektor bankowy czeka istotna modernizacja, która bezpośrednio wpłynie na portfele klientów oraz stabilność systemu finansowego. Choć w medialnym przekazie dominują kwestie szybkości transferów pieniężnych, nowelizacja dotyka znacznie głębszych fundamentów funkcjonowania instytucji kredytowych w Polsce. Czy jesteśmy gotowi na bankowość, która nie zasypia w weekendy i nie wyciąga ręki po pieniądze podatników w razie kryzysu?
- Koniec z czekaniem na przelewy i drogie transfery w unijnej walucie
- Bankowa restrukturyzacja bez obciążania portfeli podatników
- Kontrole BFG i parlamentarna jedność w obliczu nowych przepisów
Koniec z czekaniem na przelewy i drogie transfery w unijnej walucie
Przez lata klienci banków w Polsce przyzwyczaili się do tego, że przelewy zagraniczne w euro, realizowane zazwyczaj w systemie SEPA (Single Euro Payments Area), trwają co najmniej jeden dzień roboczy i często wiążą się z dodatkowymi, nie zawsze jasnymi opłatami. Sejm postanowił ukrócić te praktyki, uchwalając przepisy, które wymuszają na sektorze finansowym pełną dostępność usług płatniczych w unijnej walucie przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Oznacza to, że przelew wysłany w sobotni wieczór powinien trafić do odbiorcy w innym kraju strefy euro w ciągu zaledwie kilku sekund, a nie dopiero w poniedziałkowe popołudnie. Co kluczowe dla przeciętnego użytkownika, ustawodawca zagwarantował, że takie operacje nie będą mogły być droższe niż ich odpowiedniki w walucie krajowej, czyli złotówkach.
To potężny impuls nie tylko dla osób prywatnych, ale przede wszystkim dla małych i średnich przedsiębiorstw operujących na rynkach międzynarodowych, które dotychczas traciły czas i kapitał na przestarzałych mechanizmach rozliczeniowych. Nowe przepisy uderzają również w monopol bankowy, otwierając drzwi do systemów płatności instytucjom płatniczym, co drastycznie zwiększy konkurencyjność na tym rynku.
Bankowa restrukturyzacja bez obciążania portfeli podatników
Równolegle z rewolucją w płatnościach, posłowie zajęli się kwestią bezpieczeństwa systemowego, wprowadzając zmiany w procedurach przymusowej restrukturyzacji (resolution). Jest to specyficzne podejście do zarządzania instytucjami finansowymi, którym grozi upadłość, mające na celu eliminację potrzeby angażowania pomocy publicznej.
W klasycznym modelu upadłości banku skutki finansowe często rozlewały się na całe społeczeństwo, teraz jednak zasada jest prosta: odpowiedzialność i koszty błędnych decyzji zarządczych mają ponosić akcjonariusze oraz wierzyciele danej instytucji.

Nowelizacja wprowadza w tym zakresie bardzo konkretne, techniczne zmiany dotyczące minimalnych wymogów funduszy własnych i zobowiązań kwalifikowanych, znanych w żargonie finansowym jako MREL (Minimum Requirement for own funds and Eligible Liabilities).
Wskaźnik ten określa, ile kapitału bank musi posiadać „w zapasie”, aby w razie problemów móc samodzielnie pokryć straty i przeprowadzić rekapitalizację bez sięgania do budżetu państwa. Wyłączone z tych restrykcyjnych wymogów mają być jedynie podmioty, wobec których nie planuje się restrukturyzacji, lecz standardową likwidację w drodze postępowania upadłościowego. To sygnał dla rynku, że każda duża grupa bankowa musi być samowystarczalna w obliczu ewentualnego kryzysu płynności.
Kontrole BFG i parlamentarna jedność w obliczu nowych przepisów
Jednym z najbardziej intrygujących narzędzi wprowadzonych przez nową ustawę jest tzw. wizyta sprawdzająca. Będą ją mogli przeprowadzać pracownicy Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czyli instytucji odpowiedzialnej za stabilność sektora depozytowego. To uprawnienie ma na celu realne usprawnienie przygotowań do procesu resolution – urzędnicy zyskają wgląd w faktyczny stan przygotowania banku do ewentualnego przejęcia lub podziału, zanim dojdzie do krytycznej sytuacji.
Taka prewencyjna kontrola ma zapobiegać chaosowi, który towarzyszył historycznym upadkom banków w Europie. Co ciekawe, mimo zazwyczaj silnej polaryzacji na polskiej scenie politycznej, reforma ta spotkała się z niemal całkowitą zgodą parlamentarną. Podczas głosowania ustawę poparło aż 413 posłów, przy zaledwie jednym głosie przeciw i 19 wstrzymujących się.

Tak silny mandat dowodzi, że zarówno rządzący, jak i opozycja dostrzegają konieczność dostosowania polskiego prawa do unijnych dyrektyw, które mają uczynić europejski rynek finansowy bardziej spójnym i odpornym na wstrząsy makroekonomiczne. Nowe regulacje są bezpośrednią odpowiedzią na potrzeby nowoczesnej gospodarki, w której czas przepływu pieniądza stał się równie ważny jak sam kapitał.
Wdrożenie tych przepisów to kamień milowy dla polskiej bankowości. Z jednej strony klient otrzymuje narzędzia do błyskawicznego zarządzania swoimi środkami w euro bez obaw o zawyżone prowizje, z drugiej – państwo zyskuje silniejsze mechanizmy nadzorcze, które chronią obywateli przed finansowaniem błędów prywatnych korporacji finansowych.