Uważaj na to, kupując letnie opony. Skarbówka od razu zwróci na ciebie uwagę
Zbliża się sezon wiosenny, a wraz z nim czas na przygotowanie pojazdów do cieplejszych dni. Wielu kierowców poszukuje oszczędności, decydując się na zakup ogumienia w sieci. Taka z pozoru niewinna transakcja może jednak wiązać się z bardzo nieprzyjemną niespodzianką ze strony fiskusa, o czym boleśnie przekonują się zapominalscy.
- Liczba kierowców w Polsce stale rośnie
- Zbliża się czas na zmianę opon. Przybywa ofert "z drugiej ręki"
- Na to musza uważać kierowcy, fiskus szybko się zainteresuje
Liczba kierowców w Polsce stale rośnie
Polska pozostaje jednym z najbardziej zmotoryzowanych państw w Europie, co rodzi potężny rynek usług motoryzacyjnych. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK), w naszym kraju zarejestrowanych jest łącznie ponad 27 milionów samochodów osobowych. Szacuje się jednak, że w rzeczywistości po drogach aktywnie porusza się nieco ponad 20 milionów pojazdów, ponieważ reszta to tak zwane "martwe dusze”, czyli maszyny dawno wyrejestrowane.
Z kolei uprawnienia do prowadzenia pojazdów posiada przeszło 22 miliony obywateli. Większość z nich w najbliższych tygodniach ruszy do warsztatów, by po wymagającej zimie przygotować maszyny do sezonu letniego. Wiosenne porządki to dla właścicieli spory wydatek, który mocno drenuje domowe budżety.

Czyszczenie podwozia z zalegającej soli, mycie karoserii, uzupełnienie płynów eksploatacyjnych czy obowiązkowy przegląd układu klimatyzacji potrafią uszczuplić portfel o kilkaset złotych. Do tego dochodzi kwestia fundamentalna dla bezpieczeństwa, czyli letnie opony. Z raportów wynika, że Polacy jeżdżą starymi pojazdami, średni wiek auta nad Wisłą przekroczył 15 lat.
Właściciele leciwych maszyn rzadziej decydują się na zakup drogich, nowych części, wskazuje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego w raporcie z lutego 2026 roku. Szukając ratunku dla finansów, kierowcy masowo przenoszą się do wirtualnej przestrzeni, by tam kompletować wyposażenie. To właśnie w internetowym gąszczu ofert najłatwiej wpaść w biurokratyczne sidła fiskusa.
Zbliża się czas na zmianę opon. Przybywa ofert "z drugiej ręki"
Komplet pełnowartościowego ogumienia w popularnym rozmiarze to obecnie wydatek rzędu od półtora do nawet ponad trzech tysięcy złotych, co dla wielu gospodarstw domowych stanowi trudną do przeskoczenia barierę. Uporczywa inflacja oraz potężny wzrost kosztów utrzymania samochodu sprawiają, że kierowcy starają się racjonalizować absolutnie wszystkie wydatki wokół swoich pojazdów. Zamiast inwestować w fabrycznie nowe letnie opony kupowane prosto z salonu, setki tysięcy osób przeglądają każdego dnia internetowe portale aukcyjne w poszukiwaniu atrakcyjnych ofert z drugiej ręki.
Nabycie opon używanych, zwłaszcza tych pozbawionych uszkodzeń i charakteryzujących się głębokim bieżnikiem, pozwala zatrzymać w portfelu pieniądze nierzadko przekraczające tysiąc złotych. Zazwyczaj są to transakcje zawierane pomiędzy dwiema osobami fizycznymi, z których żadna nie prowadzi działalności gospodarczej. Wydawać by się mogło, że incydentalna sprzedaż używanych części to sprawa prywatna. Nic bardziej mylnego.

W polskim porządku prawnym każda umowa kupna-sprzedaży zawarta między osobami prywatnymi podlega ścisłym regulacjom i opodatkowaniu. Nabycie drobnych przedmiotów zazwyczaj umyka skarbówce, jednak transakcje na wyższe kwoty trafiają pod lupę urzędników. Popularne platformy sprzedażowe są dziś precyzyjnie monitorowane przez organy podatkowe, które dysponują algorytmami wyłapującymi niezgłoszone umowy. Platformy te mają obowiązek okresowego raportowania danych użytkowników, dlatego kierowcy muszą zachować szczególną ostrożność.
Zobacz też: Wielka zmiana w świadczeniach od 5 marca. Dla tych obywateli dostęp został ograniczony
Na to musza uważać kierowcy, fiskus szybko się zainteresuje
Całe finansowe sedno problemu tkwi w podatku od czynności cywilnoprawnych, który w urzędowym żargonie nazywany jest skrótem PCC. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeżeli kupujemy od innej osoby prywatnej jakąkolwiek rzecz ruchomą, której rynkowa wartość przekracza próg 1000 złotych, z mocy prawa powstaje po naszej stronie obowiązek podatkowy. Stawka tej budżetowej daniny wynosi dokładnie 2 procent wartości rynkowej nabywanego mienia. Co jest w tym zjawisku najbardziej zdradliwe?
Prawny obowiązek terminowego rozliczenia się z państwem ciąży wyłącznie na barkach kupującego, a sprzedawca nie musi dopełniać żadnych formalności. W praktyce rynkowej oznacza to, że znajdując w sieci letnie opony wycenione na kwotę 1200 złotych i dobijając targu, musimy samodzielnie zadbać o rozliczenie.
Nabywca musi poprawnie wypełnić i złożyć deklarację na druku PCC-3, wyliczyć należny podatek (w tym przypadku 24 złote), a następnie przelać pieniądze na mikrorachunek podatkowy. Przewidziano na to zaledwie 14 dni liczonych od momentu zawarcia umowy. Urząd Skarbowy dysponuje jednak orężem w postaci aż pięciu lat na przeprowadzenie kontroli. Jeżeli systemy teleinformatyczne resortu finansów wyłapią brak wpłaty, kara finansowa może wynieść od 10 proc. wartości transakcji aż do 20-krotności minimalnego wynagrodzenia.
W skrajnych przypadkach celowego uchylania się od opodatkowania grzywna może sięgnąć kilkudziesięciu tysięcy złotych. Co gorsza, podstawą wymiaru opodatkowania jest obiektywna wartość rynkowa towaru. Jeśli nabywca zadeklaruje zakup opon za 900 złotych dla uniknięcia podatku, a urzędnik wyceni je na 1500 złotych, kupujący zapłaci zaległą kwotę z odsetkami oraz grzywnę za zatajenie prawdy.