Skarbówka prześwietla przelewy BLIK. Takie ruchy na koncie to pewna kontrola
Coraz częściej w przestrzeni publicznej pojawiają się niepokojące doniesienia o tym, że polskie urzędy skarbowe zaczęły baczniej przyglądać się użytkownikom popularnego systemu płatności mobilnych. Czy faktycznie mamy do czynienia z nową falą kontroli wymierzoną w osoby przesyłające pieniądze na numer telefonu? Choć wizja fiskusa zaglądającego do naszych smartfonów budzi emocje, rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i dotyczy fundamentalnych zasad rozliczania dochodów, które obowiązują każdego podatnika bez względu na wybraną technologię.
- System płatności to narzędzie w rękach fiskusa
- Darowizny i pożyczki wysłane w ten sposób mogą zainteresować Urząd Skarbowy
- Niezarejestrowana działalność pod lupą inspektorów
System płatności to narzędzie w rękach fiskusa
Wielu Polaków uległo złudnemu przekonaniu, że płatności mobilne, ze względu na swoją szybkość i nieformalny charakter, pozostają poza zasięgiem wzroku organów kontrolnych. To błąd, który może słono kosztować. Eksperci finansowi zwracają uwagę, że dla administracji skarbowej BLIK jest takim samym kanałem przepływu kapitału jak tradycyjny przelew bankowy czy przekaz pocztowy.
Kluczowa dla urzędników nie jest sama technologia, lecz kontekst ekonomiczny realizowanych operacji. Skarbówka nie dysponuje co prawda algorytmem, który w czasie rzeczywistym flaguje każdy obiad opłacony wspólnie ze znajomymi, ale ma prawo i narzędzia, by weryfikować regularność wpływów na nasze rachunki.

Zasada jest prosta: liczy się przepływ pieniędzy oraz ich zgodność z deklarowanymi dochodami w rocznych zeznaniach podatkowych. Jeśli na konto osoby, która wykazuje minimalne zarobki, regularnie wpływają kwoty przekraczające jej oficjalne możliwości finansowe, systemy analityczne banków, a w konsekwencji urzędnicy, mogą nabrać podejrzeń.
Banki mają ustawowy obowiązek raportowania do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej transakcji podejrzanych oraz tych przekraczających określone progi kwotowe. W dobie postępującej cyfryzacji administracji publicznej, przepływ danych między instytucjami finansowymi a organami państwa jest coraz płynniejszy, co drastycznie zawęża pole do ukrywania nieopodatkowanych przychodów pod płaszczykiem drobnych rozliczeń między znajomymi.
Darowizny i pożyczki wysłane w ten sposób mogą zainteresować Urząd Skarbowy
Przesyłanie pieniędzy między osobami prywatnymi za pomocą BLIK‑a bardzo często jest interpretowane przez użytkowników jako czynność neutralna podatkowo. Tymczasem z punktu widzenia prawa, każdy taki wpływ może zostać zakwalifikowany przez urzędników jako darowizna, pożyczka lub – co najgorsze – nieujawniony przychód. W przypadku darowizn kluczowe są limity kwotowe oraz stopień pokrewieństwa między stronami.
Jeśli otrzymujemy od znajomego kwoty, które w ciągu pięciu lat przekroczą limit dla trzeciej grupy podatkowej (wynoszący obecnie 5733 zł), pojawia się obowiązek zgłoszenia tego faktu i zapłaty podatku. Fiskus może z łatwością zsumować drobne wpłaty z dłuższego okresu, co dla wielu osób bywa bolesnym zaskoczeniem podczas ewentualnego wyjaśniania źródeł pochodzenia środków.

Jeszcze poważniejsze konsekwencje wiążą się z sytuacją, w której przelewy na telefon są formą pożyczki. Brak odpowiedniej dokumentacji i niedopełnienie obowiązków związanych z podatkiem od czynności cywilnoprawnych może skutkować nałożeniem sankcyjnej stawki podatku. Największym ryzykiem obarczone są jednak sytuacje, w których podatnik nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego otrzymuje środki od osób trzecich.
Wówczas urzędnicy mogą uznać takie wpływy za dochody z nieujawnionych źródeł, co wiąże się z koniecznością zapłaty ryczałtowego podatku w wysokości aż 75 proc. wartości spornej kwoty. Warto zatem pamiętać, że każdy „tytuł przelewu”, nawet ten żartobliwy, zostaje w systemie i może być dowodem w sprawie.
Niezarejestrowana działalność pod lupą inspektorów
Największe ryzyko kontroli dotyczy osób, które wykorzystują BLIK do prowadzenia ukrytej działalności gospodarczej. Sprzedaż ubrań na platformach second-hand, korepetycje czy drobne usługi rzemieślnicze rozliczane wyłącznie „na telefon” to obszary, które skarbówka monitoruje z wyjątkową starannością.
Regularne wpływy od wielu różnych osób, które nie są ze sobą powiązane rodzinnie, to dla fiskusa jasny sygnał, że może dochodzić do omijania przepisów o rejestracji firmy. W takim przypadku konsekwencje wykraczają daleko poza sam podatek dochodowy. Urząd może nakazać zapłatę zaległego podatku wraz z odsetkami, ale na tym nie koniec problemów podatnika.
Wykrycie niezarejestrowanej działalności skutkuje zazwyczaj powiadomieniem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, co wiąże się z koniecznością opłacenia składek wstecz wraz z karnymi odsetkami. Dodatkowo, jeśli obroty przekroczyły ustawowe limity, może pojawić się obowiązek rozliczenia podatku VAT. Urzędnicy coraz częściej korzystają z tzw. białego wywiadu, łącząc dane z kont bankowych z aktywnością użytkowników na portalach sprzedażowych i w mediach społecznościowych.
Eksperci radzą, aby każdą powtarzalną formę zarobkowania, nawet tę o niewielkiej skali, konsultować z doradcą podatkowym lub korzystać z możliwości prowadzenia działalności nierejestrowanej, która pozwala na legalne przychody do połowy płacy minimalnej bez konieczności opłacania składek ZUS, ale przy zachowaniu obowiązku rozliczenia z fiskusem.