biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Tyle zarabiają lekarze na SOR, ta kwota to nie żart. Gigantyczne stawki, a chętnych do pracy brak
Julia Bogucka
Julia Bogucka 08.02.2026 16:11

Tyle zarabiają lekarze na SOR, ta kwota to nie żart. Gigantyczne stawki, a chętnych do pracy brak

Tyle zarabiają lekarze na SOR, ta kwota to nie żart. Gigantyczne stawki, a chętnych do pracy brak
Fot. Hati royani/CanvaPro

Polski system ochrony zdrowia od lat boryka się z niedofinansowaniem i narastającym zadłużeniem szpitali. Jednocześnie na rynku pracy pojawiają się atrakcyjne oferty dla personelu medycznego, szczególnie w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Wiadomo, ile mogą zarabiać miesięcznie, przyczyny nie są optymistyczne.

  • Negocjacje między szpitalami a lekarzami w Polsce
  • Tak wygląda praca na SOR
  • Oferta pracy na SOR zaskakuje, na takie zarobki może liczyć lekarz

Negocjacje między szpitalami a lekarzami w Polsce

Aby zrozumieć mechanizm windujący stawki do tak astronomicznych poziomów, należy przyjrzeć się strukturze działania ochrony zdrowia, w której centralną rolę odgrywa Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ). To państwowy płatnik kontraktuje świadczenia i narzuca szpitalom rygorystyczne wymogi dotyczące personelu. Placówki systemu zabezpieczenia, które chcą spełnić wymogi tzw. sieci szpitali i otrzymać ryczałtowe finansowanie, w zależności od swojego profilu muszą posiadać funkcjonujący całodobowo SOR lub izbę przyjęć. Brak obsady lekarskiej to dla dyrektora szpitala nie tylko problem organizacyjny, ale przede wszystkim egzystencjalny, grozi problemami z realizacją kontraktu z NFZ, a w skrajnych przypadkach nawet jego rozwiązaniem, co w praktyce oznacza finansową śmierć jednostki.

Tyle zarabiają lekarze na SOR, ta kwota to nie żart. Gigantyczne stawki, a chętnych do pracy brak
Fot. ijeab/Getty Images/CanvaPro

Właśnie ten sztywny mechanizm stawia lekarzy na uprzywilejowanej pozycji negocjacyjnej. Wiedząc, że szpital jest "pod ścianą”, medycy mogą dyktować warunki finansowe, które często nie mają nic wspólnego z rynkową logiką czy możliwościami budżetowymi danej placówki. W efekcie znaczna część środków przeznaczonych na wynagrodzenia, zamiast na inwestycje w sprzęt czy poprawę infrastruktury, trafia do wąskiej grupy specjalistów pracujących na kontraktach. Sytuację pogarsza fakt, że polski system szpitalny jest mocno sfragmentaryzowany. Powiatowe szpitale rywalizują o tych samych lekarzy z dużymi klinikami uniwersyteckimi i placówkami wojewódzkimi, co napędza spiralę płacową. W małych ośrodkach, oddalonych od dużych aglomeracji, problem jest najostrzejszy, tam pieniądze są często jedynym argumentem, który może skłonić specjalistę do przyjazdu na dyżur.

Tak wygląda praca na SOR

Konkretne zarobki na SOR-ach nie biorą się jednak znikąd i często są nazywane przez środowisko lekarskie "dodatkiem za szkodliwość”. Praca na oddziale ratunkowym to jedno z najbardziej obciążających zajęć w całej medycynie, wymagające nie tylko szerokiej wiedzy interdyscyplinarnej, ale także stalowych nerwów. Lekarze na SOR nie zajmują się wyłącznie ratowaniem życia w spektakularnych akcjach, jak w serialach telewizyjnych. Codzienność to wielogodzinne kolejki, agresywni pacjenci pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, roszczeniowe rodziny oraz konieczność segregacji medycznej (triage), która zawsze budzi emocje społeczne.

Tyle zarabiają lekarze na SOR, ta kwota to nie żart. Gigantyczne stawki, a chętnych do pracy brak
Fot. gbk std/CanvaPro

Presja czasu i odpowiedzialność karna sprawiają, że wielu medyków omija te oddziały szerokim łukiem, wybierając spokojniejszą pracę w poradniach specjalistycznych lub prywatnych gabinetach. Na SOR trafia każdy przypadek, od zawału serca i ofiar wypadków komunikacyjnych, po błahostki, które powinny być leczone u lekarza rodzinnego. To sprawia, że ryzyko błędu medycznego, wynikającego ze zmęczenia i natłoku zadań, jest tu statystycznie najwyższe. Prokuratorskie postępowania wyjaśniające są dla lekarzy ratunkowych realnym widmem, co dodatkowo zniechęca do podejmowania pracy w tym trybie. W rezultacie, mimo że pieniądze na stole są ogromne, chętnych do ich podniesienia jest coraz mniej. To klasyczny przykład rynku pracownika, na którym podaż usług (liczba gotowych do pracy lekarzy) jest drastycznie niższa od popytu generowanego przez wymogi systemowe.

Zobacz też: Polacy rzucili się z wnioskami do ZUS-u. Wystarczy złożyć wniosek, by mieć dłuższy urlop

Oferta pracy na SOR zaskakuje, na takie zarobki może liczyć lekarz

Zarobki lekarzy pracujących na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych od lat budzą duże emocje i często pojawiają się w medialnych nagłówkach jako przykład “lekarskich kokosów”. Rzeczywiście, oferty pracy publikowane przez szpitale potrafią robić wrażenie. Jedno z ostatnich ogłoszeń Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, które wzbudziło emocje w sieci, przewiduje stawkę sięgającą nawet 450 zł brutto za godzinę pracy. Przy maksymalnym wymiarze czasu pracy, wynoszącym 240 godzin miesięcznie, daje to potencjalne wynagrodzenie rzędu 108 tys. zł brutto miesięcznie. O podobnych stawkach anonimowo była informowana ”Gazeta Wyborcza", gdzie biorąc pod uwagę możliwość wzięcia nawet 20 dyżurów miesięcznie może dawać zarobki na poziomie niemal 200 tys. złotych brutto.

Tak wysokie kwoty mają jednak swoją cenę. Praca na SOR-ze, jak wspomniano wcześniej, wiąże się z ogromnym obciążeniem psychicznym i fizycznym, ciągłą presją czasu oraz koniecznością podejmowania szybkich, często dramatycznych decyzji. Jak podkreślają eksperci, to właśnie warunki pracy, a nie poziom wynagrodzenia, są dziś główną barierą w pozyskiwaniu kadry medycznej. Liczba pacjentów trafiających na SOR-y jest ogromna i często przekracza realne możliwości personelu.

Liczba pacjentów na szpitalnych oddziałach ratunkowych w Polsce jest po prostu przytłaczająca. To nie pieniądze - małe czy duże - są tu największym problemem - mówił Medonetowi prof. Klaudiusz Nadolny, ekspert w dziedzinie medycyny ratunkowej.

Dane systemowe pokazują skalę problemu. W Polsce funkcjonuje około 250 Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, które w ciągu jednego roku obsługują ponad 4 miliony pacjentów. Mimo rosnących stawek i prób finansowego "zachęcania” lekarzy do wyboru tej ścieżki zawodowej, zainteresowanie specjalizacją z medycyny ratunkowej pozostaje niewielkie. W mediach społecznościowych Jakub Kosikowski, lekarz i rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, wskazał, że wiosną 2025 roku na 144 dostępne miejsca rezydenckie zgłosiło się zaledwie 22 lekarzy. W efekcie wysokie zarobki lekarzy na SOR-ach nie są dowodem komfortu pracy, lecz raczej sygnałem głębokiego kryzysu systemowego. Pieniądze coraz częściej pełnią funkcję rekompensaty za warunki, które wielu medyków uznaje za nieakceptowalne, niezależnie od wysokości oferowanego wynagrodzenia.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: