Polska przegrała z Pfizerem, do zapłaty miliardy. "Ten rachunek potencjalnie zapłaci każda polska rodzina"
Polska od miesięcy sądziła się z firmą Pfizer w sprawie kontraktu na szczepionki przeciw COVID-19. Teraz zapadł już wyrok pierwszej instancji i jest on niekorzystny dla naszego kraju. Rząd zapowiada jednak, że to jeszcze nie koniec sporu i zamierza sięgnąć po kolejne środki prawne.
- Wyrok sądu w Brukseli w sporze Polski z Pfizerem
- O co poszło w sporze z Pfizerem? Tło konfliktu o nieodebrane dawki szczepionek
- Taki zapadł wyrok. Polska zapowiada apelację, ale sprawa wcale nie jest całkiem jednoznaczna
Wyrok sądu w Brukseli w sporze Polski z Pfizerem
Dla większości Polaków pandemia jest już dziś przede wszystkim zamkniętym rozdziałem. Codzienne życie dawno wróciło do zwykłego rytmu, ale część decyzji podejmowanych w czasie kryzysu zdrowotnego nadal rodzi poważne skutki prawne i finansowe. Jedna z takich spraw właśnie doczekała się ważnego rozstrzygnięcia przed sądem w Brukseli. To właśnie tam toczył się spór między Rzecząpospolitą Polską a firmą Pfizer Export.
Bruksela nie była przypadkowym miejscem procesu, ponieważ tam zawarto umowę między Komisją Europejską a amerykańskim producentem, podpisaną w imieniu państw członkowskich Unii Europejskiej. Sąd pierwszej instancji wydał już decyzję, a jej skutki mogą okazać się dla Polski bardzo kosztowne. Sprawa od początku miała znaczenie znacznie szersze niż zwykły handlowy konflikt. Chodziło nie tylko o pieniądze, ale również o ocenę tego, czy państwo członkowskie mogło wycofać się z pandemicznego kontraktu, gdy realia zdrowotne i gospodarcze zaczęły się szybko zmieniać. To dlatego wyrok w tej sprawie jest bacznie obserwowany nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach UE.

O co poszło w sporze z Pfizerem? Tło konfliktu o nieodebrane dawki szczepionek
Źródłem konfliktu był kontrakt zawarty w 2021 roku przez Komisję Europejską z Pfizerem na dostawy szczepionek przeciw COVID-19 rozłożone na kilka lat. W ramach tego porozumienia Polska zobowiązała się do odbioru określonej liczby dawek według ustalonego harmonogramu. Sytuacja zmieniła się jednak w 2022 roku, gdy Warszawa odmówiła dalszego odbierania preparatów. Powodów tej decyzji było kilka.
Polska argumentowała, że warunki pandemiczne uległy zmianie, zainteresowanie szczepieniami spadło, a kraj miał już nadwyżki szczepionek, z których część sprzedawano lub przekazywano innym państwom. Dodatkowo rząd powoływał się na skutki wojny w Ukrainie i napływ uchodźców, próbując oprzeć swoją decyzję m.in. na klauzuli siły wyższej. W toku sporu podnoszono też argument o możliwym nadużyciu pozycji dominującej przez Pfizera.
Pfizer uznał jednak, że umowa nadal obowiązuje, a odmowa odbioru dawek nie miała wystarczających podstaw prawnych. Koncern pozwał Polskę pod koniec 2023 roku, domagając się wykonania kontraktu. Z perspektywy firmy chodziło o wyegzekwowanie zapisów uzgodnionych wcześniej na poziomie unijnym, które miały gwarantować stabilność dostaw w czasie pandemii. W praktyce był to więc spór o to, czy państwo mogło skutecznie wycofać się z bardzo dużego zamówienia, kiedy popyt na szczepionki wyraźnie osłabł.
Polska twierdziła, że realia diametralnie się zmieniły. Pfizer i sąd ocenili jednak tę argumentację inaczej. Francuskojęzyczny Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli orzekł, że Polska ma wykonać zobowiązania wynikające z umowy zawartej przez Komisję Europejską z Pfizerem. Jakie mogą być konsekwencje tej decyzji? Według komunikatu Ministerstwa Zdrowia chodzi o odbiór około 64 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19 oraz zapłatę zasądzonej kwoty wraz z odsetkami. Resort podkreśla jednak, że wyrok jest nieprawomocny, a Polsce przysługuje apelacja oraz dalsze środki prawne.

Taki zapadł wyrok. Polska zapowiada apelację, ale sprawa wcale nie jest całkiem jednoznaczna
Choć sam wyrok jest dla Polski niekorzystny, sprawa nie jest całkiem jednoznaczna. Z jednej strony producent może argumentować, że poniósł realne koszty związane z organizacją produkcji i zabezpieczeniem dostaw w ramach wieloletniego kontraktu, więc niewykonanie umowy oznacza dla niego stratę. Z drugiej strony Polska od początku twierdziła, że sytuacja pandemiczna radykalnie się zmieniła: popyt na szczepienia spadł, pojawiły się nadwyżki preparatów, a wcześniejsze zobowiązania powinny zostać odpowiednio zmodyfikowane. Problem polega na tym, że sąd w Brukseli tej argumentacji nie podzielił.
Sąd uznał bowiem, że Polska nie wykazała podstaw do skutecznego rozwiązania umowy ani do podważenia jej zapisów. W ocenie belgijskiego sądu nie potwierdzono też, by kluczowe klauzule kontraktu, dotyczące ceny, liczby dawek czy odpowiedzialności, świadczyły o nadużyciu pozycji dominującej przez Pfizera. To oznacza, że sąd spojrzał na sprawę przede wszystkim przez pryzmat obowiązującej umowy, a nie przez zmianę realiów zdrowotnych i politycznych po zakończeniu najostrzejszej fazy pandemii.
Po ogłoszeniu wyroku sprawa natychmiast stała się także elementem bieżącego sporu politycznego. Premier Donald Tusk napisał w serwisie X, że to efekt decyzji poprzedniego rządu Mateusza Morawieckiego, który zamówił szczepionki, których później nie odebrał i za które nie zapłacił. Dodał, że Polska będzie musiała zapłacić za tę „skrajną głupotę PiS” ponad 6 mld zł, a sam wpis szybko stał się szeroko komentowany w mediach i serwisach informacyjnych.
Tę decyzję podjął rząd PiS-u, rząd Mateusza Morawieckiego. W efekcie Polsce zostanie wystawiony rachunek na kwotę niemal 6 miliardów złotych. Ten rachunek potencjalnie zapłaci każda polska rodzina, każdy polski emeryt - mówił z kolei minister Andrzej Domański podczas konferencji prasowej poświęconej wyrokowi w sprawie Pfizer Export.
W tle tej sprawy pozostaje jeszcze jeden ważny wątek, który od lat budzi emocje w debacie publicznej. W różnych krajach pojawiały się pozwy i oskarżenia wobec Pfizera dotyczące sposobu komunikowania skuteczności i bezpieczeństwa szczepionki przeciw COVID-19. Reuters opisywał m.in. pozew stanu Kansas, w którym zarzucono firmie wprowadzanie opinii publicznej w błąd przez ukrywanie części ryzyk i wyolbrzymianie skuteczności preparatu, ale Pfizer odrzucił te oskarżenia i podkreślał, że jego przekaz był zgodny z nauką i regulacjami.
Warto jednak zaznaczyć, że te zarzuty nie są tożsame ze sporem Polski z Pfizerem w Brukseli i nie przesądzają automatycznie o wyniku tej konkretnej sprawy. Dodatkowo Europejska Agencja Leków nadal podkreśla, że szczepionki przeciw COVID-19 dopuszczone w UE są bardzo uważnie monitorowane, a ich profil bezpieczeństwa oceniany jest jako zasadniczo uspokajający, choć jak przy każdym produkcie leczniczym możliwe są również rzadkie działania niepożądane.
Na tym etapie rząd koncentruje się na ścieżce odwoławczej i analizie skutków orzeczenia. Ministerstwo Zdrowia zapowiada sprawdzenie m.in. sposobu wykonania wyroku, modelu rozliczeń finansowych oraz ewentualnego harmonogramu dostaw. To oznacza, że mimo bardzo niekorzystnego rozstrzygnięcia w pierwszej instancji, sam spór Polski z Pfizerem wciąż nie został jeszcze definitywnie zamknięty.