Badania na NFZ nie dla wszystkich. Cięcia wizyt od 1 kwietnia, pacjenci będą odchodzić z kwitkiem
Narodowy Fundusz Zdrowia zamierza od 2026 roku zmniejszyć finansowanie części badań realizowanych ponad ustalone limity kontraktowe. Ministerstwo Zdrowia tłumaczy powstały deficyt i wyjaśnia, że w ramach ograniczeń przyjęć dostęp do lekarza może być utrudniony. Pacjenci powinni o tym wiedzieć.
- NFZ zmaga się z problemami. Fundusz dziurawy jak sito
- Nadwykonania dużym problemem dla placówek medycznych
- NFZ podjął decyzję. Od 1 kwietnia finansowania badań będzie mniej
NFZ zmaga się z problemami. Fundusz dziurawy jak sito
Narodowy Fundusz Zdrowia ma w teorii proste zadanie - jego głównym celem jest gromadzenie funduszy i opłacanie leczenia osób ubezpieczonych oraz wybranych grup szczególnych. W praktyce budżet od lat pęka w szwach, a kolejki do specjalistów to stały element krajobrazu. Zdecydowana większość pracujących Polaków odprowadza obowiązkową składkę zdrowotną, której nominalna stawka wynosi dziewięć procent podstawy, choć po wprowadzonych w ostatnich latach zmianach podatkowych jej faktyczna wysokość bywa zróżnicowana.
Zgodnie z oficjalnymi dokumentami, w 2026 roku wpływy ze składek wyniosą przeszło 184 miliardy złotych, a plan finansowy przekroczy 217 miliardów złotych. Zaledwie pięć lat temu kwota ta oscylowała w okolicach 100 miliardów. Gdzie zatem uciekają te środki? Mimo rekordowych wpływów brakuje kapitału na bieżące funkcjonowanie przychodni.

Rzetelne opłacanie obowiązkowej daniny powinno gwarantować natychmiastowy dostęp do lekarza, ale rzeczywistość bywa brutalna. Leczenie na NFZ to najczęściej wielomiesięczne oczekiwanie na wizytę u kardiologa czy neurologa. Rosnące koszty utrzymania placówek, galopująca inflacja medyczna oraz ustawowe podwyżki wynagrodzeń sprawiają, że powiększony budżet nie pokrywa potrzeb. Państwowa kasa świeci pustkami, a rząd dwoi się i troi, by łatać luki dotacjami. Zwykły obywatel coraz częściej musi sięgać do własnego portfela, by ratować zdrowie prywatnie.
Nadwykonania dużym problemem dla placówek medycznych
Kluczowym problemem, z którym borykają się publiczne placówki medyczne, są tak zwane nadwykonania. Ten branżowy termin oznacza sytuację, w której szpital lub miejska przychodnia przyjmuje więcej pacjentów i realizuje więcej procedur medycznych, niż przewiduje to umowa z urzędnikami na dany rok. Skąd wzięło się to zjawisko? Potrzeby zdrowotne starzejącego się społeczeństwa rosną szybciej niż możliwości budżetowe. Dodatkowo wciąż spłacamy dług zdrowotny zaciągnięty w czasie pandemii.
Jeśli lokalna przychodnia posiada odgórny limit na wykonanie dwustu rezonansów rocznie, a diagnozy wymaga trzystu pacjentów, dyrektor staje przed trudnym wyborem. Może odesłać chorych z kwitkiem lub przyjąć ich z nadzieją, że państwo pokryje wygenerowane koszty. Do niedawna zakładano, że urzędnicy po upływie każdego kwartału uregulują rachunki za nadprogramowe badania w pełnym wymiarze stu procent, co dawało pacjentom szansę na szybką diagnozę, a dyrektorom sygnał, iż opłaca się ratować ludzkie życie bez względu na zapisy w umowach. Taka polityka zaczęła jednak ciążyć na finansach po zniesieniu limitów na wizyty u specjalistów.

W ostatnich kwartałach liczba ponadlimitowych procedur, takich jak diagnostyka obrazowa, wzrosła o kilkadziesiąt procent. Generuje to gigantyczne zobowiązania, liczone w miliardach złotych w skali gospodarki. Mechanizm zadziałał doskonale z punktu widzenia pacjenta, ale zrujnował państwowego płatnika. Dotarliśmy do grubej ściany, a dysponent publicznych środków powiedział "stop”.
Planowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia ograniczenie finansowania tzw. nadwykonań budzi coraz większe kontrowersje w środowisku medycznym oraz wśród organizacji pacjenckich. Zgodnie z przedstawioną propozycją, NFZ miałby płacić jedynie 40 proc. wartości świadczeń wykonanych ponad limit określony w kontrakcie, zamiast, jak dotychczas, 100 proc. Jak wskazują przedstawiciele środowiska lekarskiego, część placówek już teraz sygnalizuje, że w przypadku wejścia w życie nowych przepisów ich kontrakty szybko się wyczerpią, co może skutkować ograniczeniem przyjęć nawet od kwietnia.
Zobacz też: Karta płatnicza straciła ważność? Nigdy z nią tego nie rób, kłopoty przyjdą same
NFZ podjął decyzję. Od 1 kwietnia finansowania badań będzie mniej
Zmiana dotyczy m.in. badań diagnostycznych takich jak kolonoskopie, gastroskopie, rezonanse magnetyczne czy tomografie komputerowe i ma obowiązywać już w rozliczeniach za 2026 rok. Według szacunków Funduszu pozwoli to zaoszczędzić około 800 mln zł. Propozycja ta wpisuje się w szerszy kontekst trudnej sytuacji finansowej systemu ochrony zdrowia.
Ministerstwo Zdrowia szacuje, że luka w budżecie NFZ w 2026 roku wyniesie 23 mld zł, a już obecnie brakuje około 18 mld zł na finansowanie świadczeń. Jednocześnie resort wskazuje na rosnące koszty funkcjonowania systemu, w tym m.in. skutki podwyżek wynagrodzeń w ochronie zdrowia oraz przeniesienie w ostatnich latach części wydatków z budżetu państwa bezpośrednio na NFZ. W efekcie Fundusz zmuszony jest do poszukiwania oszczędności, a ograniczenie płatności za nadwykonania stało się jednym z rozważanych rozwiązań.
Zmiana oznacza istotne odejście od dotychczasowej praktyki, w której nadwykonania, choć formalnie nieobjęte kontraktem, były w dużej mierze refundowane. Mechanizm ten pozwalał placówkom przyjmować większą liczbę pacjentów niż przewidywały limity, co w praktyce zwiększało dostępność świadczeń. Nowe zasady znacząco ograniczają tę elastyczność.
Naczelna Izba Lekarska poinformowała, że kilkanaście podmiotów, w tym przychodnie, poradnie oraz ośrodki diagnostyczne, zgłosiło ryzyko szybkiego wyczerpania kontraktów. Jak podkreślają przedstawiciele Izby, placówki te początkowo otrzymały informację, że nadwykonania będą rozliczane, jednak w trakcie roku zasady te uległy zmianie, co w praktyce oznacza, że nie otrzymają pełnego finansowania za już wykonane świadczenia.
Przeciwko planowanym zmianom protestują również organizacje pacjenckie. Wskazują one, że oszczędności nie powinny być wprowadzane kosztem dostępności leczenia. Podnoszony jest także argument, że ograniczenie finansowania w sektorze publicznym może prowadzić do wzrostu wydatków prywatnych pacjentów, którzy, w obliczu dłuższych kolejek lub braku dostępnych świadczeń, będą zmuszeni korzystać z usług komercyjnych.
Na ten moment decyzja w sprawie wprowadzenia nowych zasad nie została jeszcze ostatecznie podjęta. Minister zdrowia podkreśliła, że projekt jest na etapie analiz po zakończonych konsultacjach. Jednocześnie przedstawiciele NFZ zapowiadają, że podobne mechanizmy ograniczania finansowania świadczeń ponad limit mogą w przyszłości objąć także ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, choć szczegółowe rozwiązania w tym zakresie nie zostały jeszcze opublikowane.