Alarm w służbie zdrowia. Od 1 kwietnia koniec nielimitowanych badań, ale to nie wszystko
Kolejki do specjalistów to stały element polskiej rzeczywistości medycznej, jednak najnowsze decyzje płatnika mogą sprawić, że dotychczasowe oczekiwanie wspominać będziemy z nostalgią. Od 1 kwietnia Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadził drastyczne zmiany w zasadach rozliczania tak zwanych nadwykonań, co bezpośrednio uderzy w dostępność kluczowych badań obrazowych i endoskopowych.
- Koniec nielimitowanych badań i pełnej refundacji
- Miliardowa dziura w budżecie - NFZ szuka oszczędności
- Kolejki na SOR-ach będą jeszcze dłuższe?
Koniec nielimitowanych badań i pełnej refundacji
System finansowania ochrony zdrowia w Polsce opiera się na kontraktach, które szpitale i przychodnie podpisują z Narodowym Funduszem Zdrowia na określony wolumen świadczeń. Gdy placówka przyjmie więcej pacjentów, niż zakładał pierwotny plan, mamy do czynienia z nadwykonaniami.
Przez ostatnie lata środowisko medyczne przyzwyczaiło się do pewnej stabilizacji w tym zakresie, ponieważ NFZ refundował te dodatkowe procedury w 100 proc. ich wartości. Pozwalało to dyrektorom szpitali na elastyczne zarządzanie grafikami i skracanie kolejek bez obawy o utratę płynności finansowej placówki. Niestety, ta era właśnie dobiegła końca, a nowe wytyczne wprowadzają mechanizm, który ekonomiści nazywają karaniem za efektywność.

Według nowych przepisów, fundusz nie zamierza już pokrywać pełnych kosztów badań wykonanych ponad limit. Za gastroskopię oraz kolonoskopię placówki otrzymają jedynie 60 proc. dotychczasowej stawki, natomiast w przypadku rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej zwrot kosztów wyniesie zaledwie 50 proc. Tak drastyczne cięcie wycen sprawia, że wykonywanie badań ponad kontrakt stanie się dla wielu szpitali po prostu nierentowne.
Placówki medyczne, które i tak borykają się z rosnącymi kosztami energii i wynagrodzeń, będą zmuszone do rygorystycznego przestrzegania limitów, co w praktyce oznacza zamykanie kalendarzy rejestracji na wiele miesięcy przed końcem roku kalendarzowego.

Warto jednak zaznaczyć, że system przewiduje pewne wyjątki, choć dotyczą one ograniczonej grupy osób. Zmiany w finansowaniu nie uderzą w diagnostykę dzieci i młodzieży do 18. roku życia oraz pacjentów onkologicznych posiadających kartę DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego). Ochroną objęto również osoby korzystające z programu profilaktyki raka jelita grubego.
Dla całej reszty pacjentów, szczególnie tych z podejrzeniami schorzeń neurologicznych czy kardiologicznych, sytuacja staje się jednak krytyczna. Eksperci, tacy jak dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, sugerują wprost: jeśli masz skierowanie, zrealizuj je teraz, bo jesienią zdobycie terminu może graniczyć z cudem
Miliardowa dziura w budżecie - NFZ szuka oszczędności
Przyczyną tak radykalnych kroków jest dramatyczna sytuacja finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia. Choć budżet instytucji nominalnie rośnie i w 2026 roku ma osiągnąć rekordowy poziom 221 mld zł, to potrzeby systemu rosną znacznie szybciej.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przyznaje, że mimo ogromnych nakładów, w tegorocznym planie finansowym powstała dziura szacowana na 23 mld zł. Korekty w nadwykonaniach mają przynieść funduszowi około 625 mln zł oszczędności, co w skali całego długu wydaje się kroplą w morzu potrzeb, jednak dla pacjentów oznacza rewolucję na gorsze.

Problem polega na tym, że oszczędności na diagnostyce ambulatoryjnej (czyli badaniach wykonywanych bez kładzenia pacjenta do szpitala) są czysto iluzoryczne. Gdy chory nie może wykonać tomografii czy rezonansu w rozsądnym terminie, jego stan zdrowia ulega pogorszeniu, co w konsekwencji zmusza go do szukania pomocy na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.
Tam, pod presją nagłych przypadków, badania i tak muszą zostać wykonane, tyle że w ramach znacznie droższej procedury hospitalizacji. Zamiast leczyć taniej i szybciej w przychodni, system wypycha pacjentów do szpitali, generując jeszcze wyższe koszty i paraliżując oddziały ratunkowe, gdzie czas oczekiwania już teraz wynosi często wiele godzin.

Działania te stoją w jawnej sprzeczności z założeniami Krajowego Planu Odbudowy, do których Polska zobowiązała się wobec Unii Europejskiej. Fundamentem reformy miało być tak zwane "odwrócenie piramidy świadczeń", czyli przesunięcie ciężaru opieki z drogiego lecznictwa szpitalnego na tańszą i bardziej dostępną Podstawową Opiekę Zdrowotną oraz Ambulatoryjną Opiekę Specjalistyczną.
Obecnie ponad 50 proc. wydatków NFZ wciąż pochłaniają szpitale, co jest wynikiem znacznie gorszym niż średnia w krajach zachodnich. Zamiast promować diagnostykę na wczesnym etapie, nowe zasady finansowania cementują stary, nieefektywny model, w którym pacjent trafia pod opiekę lekarza dopiero wtedy, gdy jego stan jest na tyle poważny, że wymaga interwencji chirurgicznej lub długiego pobytu na oddziale.
Zobacz też: Historyczny ścisk w nowym sondażu. Tyle brakuje opozycji do przejęcia władzy
Kolejki na SOR-ach będą jeszcze dłuższe?
Konsekwencje cięć będą odczuwalne niemal natychmiast, a najbardziej dotkliwą z nich będzie wydłużenie kolejek do kluczowych badań. Tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny to często jedyne narzędzia pozwalające na wykrycie zmian nowotworowych we wczesnym stadium lub zdiagnozowanie przyczyn przewlekłego bólu.
Opóźnienie tych badań o kilka miesięcy zmniejsza szanse na skuteczne wyleczenie i powrót do pełnej sprawności. Dyrektorzy placówek medycznych już teraz sygnalizują, że będą zmuszeni dostosować harmonogramy pracy do nowych realiów finansowych, co oznacza redukcję liczby przyjmowanych pacjentów wraz z wyczerpywaniem się kwot kontraktowych.
W tej chwili już są problemy, jeśli chodzi o funkcjonowanie szpitalnych oddziałów ratunkowych, gdzie pacjenci często kilka godzin w kolejkach czekają się na udzielenie świadczenia – podkreśla dr Jerzy Gryglewicz w rozmowie z Faktem.
Sytuacja ta budzi ogromny niepokój lekarzy rodzinnych, którzy obawiają się, że zostaną zmuszeni do wystawiania skierowań "na wyrost" do szpitali tylko po to, by ich podopieczni mogli przejść niezbędne badania. To z kolei doprowadzi do jeszcze większego zatłoczenia SOR-ów i wydłużenia czasu segregacji medycznej.
Pacjenci, którzy mogliby zostać zdiagnozowani w warunkach komfortowych, będą koczować na korytarzach, czekając na wolne miejsce w pracowni diagnostycznej. W ten sposób błędne koło niedofinansowania się zamyka: oszczędności na poziomie 600 mln zł mogą wygenerować miliardy złotych dodatkowych kosztów związanych z leczeniem powikłań i dłuższą absencją chorobową pracowników.