Maciej Orłoś osiągnął wiek emerytalny. Wyjawił, ile może dostać z ZUS. "Nie zamierzam się skarżyć"
Muzycy, aktorzy oraz popularni dziennikarze na starość zderzają się z minimalnymi kwotami świadczeń emerytalnych, które w żaden sposób nie korespondują z ich statusem i rozpoznawalnością. Taki stan rzeczy nie jest jednak błędem w systemie, lecz prostą konsekwencją specyfiki pracy artystycznej w Polsce. O swoich doświadczeniach i przewidywanej wysokości świadczenia opowiedział prowadzący "Teleexpress” Maciej Orłoś.
Jak ZUS wylicza emeryturę? Logika ukryta w algorytmie
1 stycznia 1999 r. w Polsce weszła w życie reforma systemu emerytalnego. Nowe rozwiązania nie zostały jednak wprowadzone w identyczny sposób wobec wszystkich ubezpieczonych, co wynikało zarówno ze skali zmian, jak i kosztów całej reformy. Dziesięć lat później, od 1 stycznia 2009 r., rozpoczęto wypłatę pierwszych świadczeń w ramach nowego systemu opartego na zasadzie zdefiniowanej składki. W praktyce oznacza, że wysokość przyszłego świadczenia zależy bezpośrednio od sumy zgromadzonych funduszy.
Kluczowym elementem tej układanki jest kapitał początkowy - odtworzona wartość składek na ubezpieczenie emerytalne za okresy zatrudnienia przed 1 stycznia 1999 roku, którego ustalenie wymaga skrupulatnego zgromadzenia dokumentacji z dawnych lat pracy. Tym sposobem wysokość emerytury zależy przede wszystkim od sumy składek odprowadzonych przez daną osobę w trakcie aktywności zawodowej. Świadczenia finansowane są z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i wypłacane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Nowe przepisy umożliwiły także tworzenie dodatkowych, dobrowolnych form oszczędzania na przyszłość, takich jak Pracownicze Programy Emerytalne, Indywidualne Konto Emerytalne oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, które mają uzupełniać powszechny system emerytalny.

ZUS wylicza ostateczną kwotę, dzieląc sumę zwaloryzowanych składek oraz kapitału początkowego przez średnie dalsze trwanie życia, wyrażone w miesiącach. Taki mechanizm promuje osoby zatrudnione na etatach przez całe życie zawodowe, odprowadzające regularne opłaty od pełnego wynagrodzenia. Dla osób, które przez wiele lat pracowały w różnych miejscach, wykonywały zlecenia, pracowały w oparciu o umowę o dzieło, prowadziły działalność gospodarczą lub miały przerwy w opłacaniu składek, taki sposób wyliczania świadczenia potrafi okazać się wyjątkowo surowy. System nie bierze bowiem pod uwagę rozpoznawalności, dorobku zawodowego ani liczby przepracowanych lat w potocznym rozumieniu.
Bieda w polskiej kulturze. Głodowe emerytury "na własne życzenie"?
Można by przypuszczać, że osiągnięcie wieku emerytalnego oznacza dla większości osób zakończenie zawodowej aktywności i czas na spokojniejszy etap życia. W przypadku polskich gwiazd mediów i estrady wygląda to jednak zupełnie inaczej - emerytura często staje się dla nich motywacją do jeszcze większego zaangażowania w pracę. Za decyzją o dalszej karierze nie zawsze stoi wyłącznie pasja, lecz przede wszystkim realia finansowe i mechanizmy systemu emerytalnego.
Czytaj więcej: Polaków czeka praca aż do 68. roku życia? Eksperci mówią o niepokojącym trendzie
Zgodnie z aktualnym systemem nawet osoby z wieloletnim doświadczeniem i bogatą karierą mogą otrzymać świadczenie znacznie niższe od swoich oczekiwań, jeśli przez część życia zawodowego pracowały w niestandardowych formach zatrudnienia lub osiągały nieregularne dochody. Toteż w mediach regularnie wybuchają dyskusje na temat zaskakująco niskich, wręcz groszowych świadczeń, jakie z państwowego systemu otrzymują ikony polskiej kultury.
Przez dekady standardem w branży rozrywkowej były umowy o dzieło, które nie podlegały oskładkowaniu, lub prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej z opłacaniem minimalnych, ryczałtowych stawek ZUS. Gdy przychodzi moment podsumowania konta emerytalnego, okazuje się, że zgromadzony kapitał pozwala zaledwie na wypłatę świadczenia na poziomie ustawowego minimum.
Czytaj więcej: Taką emeryturę ma Irena Santor. Śpiewała przez 70 lat, a dzisiaj dostaje taką kwotę
Przed takim samym dylematem stanął Maciej Orłoś, wieloletnia twarz kultowego programu informacyjnego, który w lipcu ubiegłego roku oficjalnie świętował 65. urodziny. Choć osiągnięcie tego daje mężczyznom pełne prawo do pobierania świadczeń, dziennikarz otwarcie przyznaje, że nie zamierza rezygnować z aktywności zawodowej. Sytuacja ta rzuca światło na finanse osób przez lata funkcjonujących jako tak zwani wolni strzelcy.
Maciej Orłoś już osiągnął wiek emerytalny. Za takie pieniądze z ZUS nie zamierza zrezygnować z pracy
Maciej Orłoś przez ponad ćwierć wieku, od 15 czerwca 1991 r. do 31 sierpnia 2016 r., był gospodarzem programu informacyjnego Teleexpress emitowanego w Telewizja Polska. Z telewizją publiczną rozstał się w okresie rządów Prawo i Sprawiedliwość. Choć na przestrzeni lat program prowadziło ponad 30 dziennikarzy, to właśnie Orłoś stał się najbardziej rozpoznawalną twarzą tego serwisu.

W wywiadach z Plejadą prezentem ujawnił, że jest na etapie finalizowania formalności związanych z kapitałem początkowym w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Jego przewidywania co do ostatecznej decyzji urzędników są jednak bardzo stonowane. Jak sam zaznacza, wieloletnie prowadzenie własnego biznesu i praca na kontraktach sprawiają, że jego świadczenie prawdopodobnie zamknie się w okolicach emerytury minimalnej.
Jestem na etapie zbierania kapitału początkowego. To znaczy, już kończę to robić. Złożę to w ZUS i zobaczę, ile wyjdzie. Zdaje się, że jest coś takiego jak minimalna emerytura, która jest na poziomie bodajże 1,5 tys. zł, więc prawdopodobnie tyle będę miał - wyjaśnił i dodał. - Nie zamierzam ani o tym mówić, ani się na to skarżyć. Po prostu tak to działa. Może nie jest to fair, ale nic na to nie poradzimy.
Prezenter ucina jednak wszelkie narzekania, podkreślając, że wiek to jedynie stan umysłu, a posiadanie własnych, alternatywnych źródeł przychodu pozwala mu ze spokojem i dużą energią realizować kolejne projekty medialne.