Podatnicy mogą zyskać nawet 3600 zł. Senat wykreślił ważny zapis
Senat przyjął osiem poprawek do ustawy zmieniającej PIT, CIT i ryczałt. Jeżeli Sejm ich nie odrzuci, około 3,5 mln podatników może od 2027 roku płacić niższy PIT. Senatorowie usunęli jednak automatyczną waloryzację progów i przywrócili 22-procentowy CIT dla największych firm.
Nie jest to legislacyjna kosmetyka. Podatnicy zachowują obiecaną obniżkę, ale bez zabezpieczenia na kolejne lata, a największe przedsiębiorstwa ponownie mają dołożyć się do kosztów reformy. Ustawa nie jest jeszcze obowiązującym prawem.
Kto zyska? Najmocniej pracownicy w okolicach 15 tys. zł brutto
Obecnie stawka 12 proc. obejmuje dochód do 120 tys. zł, a od nadwyżki fiskus pobiera 32 proc. Ustawa podnosi pierwszy próg do 130 tys. zł. Dochód między 130 a 150 tys. zł ma być objęty nową stawką 24 proc., a 32 proc. obowiązywałoby dopiero powyżej 150 tys. zł.
Przy rocznej podstawie opodatkowania wynoszącej 130 tys. zł podatek spadłby o 2 tys. zł. Przy 140 tys. zł korzyść wzrosłaby do 2,8 tys. zł, a przy 150 tys. zł – do 3,6 tys. zł. Mowa o podstawie opodatkowania po odliczeniu składek społecznych i kosztów, nie o pensji brutto zapisanej w umowie.
Pracownik zatrudniony na jednej umowie o pracę, zarabiający około 15 tys. zł brutto miesięcznie i korzystający ze standardowych kosztów pracowniczych, znalazłby się blisko poziomu dającego maksymalną korzyść. Rocznie mógłby zapłacić około 3,6 tys. zł mniej PIT.

Senat skasował waloryzację. Podwyżka pensji znów wepchnie w próg
Sejm dopisał do ustawy automatyczne podnoszenie progów o inflację od 2028 roku. Senat ten mechanizm wykreślił. Kwoty 130 i 150 tys. zł mogą więc zostać zamrożone na lata, tak jak obecny próg 120 tys. zł.
To mechanizm nazywany pełzającą albo ukrytą podwyżką podatku. Pensja rośnie, bo pracodawca próbuje nadążyć za cenami, ale jej realna wartość niewiele się zmienia. Na papierze pracownik zarabia jednak więcej i stopniowo wpada w wyższą stawkę.
Ministerstwo Finansów wyliczyło, że waloryzacja kosztowałaby budżet około 4,1 mld zł w 2028 roku, 8,9 mld zł rok później i 13,8 mld zł w 2030 roku. Senat wybrał więc jednorazowe przesunięcie progów zamiast trwałej ochrony podatników przed skutkami inflacji.
Największe firmy z CIT 22 proc., ryczałt dla znacznie mniejszej grupy
Kolejna poprawka przywraca podwyżkę CIT z 19 do 22 proc. Nowa stawka ma objąć firmy, których przychody w poprzednim roku przekroczyły równowartość 50 mln euro, oraz część dużych grup kapitałowych. Próg dotyczy przychodu firmy, ale sam CIT nadal jest naliczany od dochodu. Według resortu finansów rozwiązanie może dać budżetowi w 2027 roku około 6,2 mld zł.
Ustawa ośmiokrotnie obniża również limit przychodów pozwalający wybrać ryczałt – z 2 mln euro do 250 tys. euro. Przedsiębiorca, który przekroczy nowy limit w 2026 roku, w kolejnym roku będzie musiał rozważyć skalę podatkową albo 19-procentowy podatek liniowy. Zmiana może być szczególnie istotna dla lepiej zarabiających samozatrudnionych, m.in. specjalistów IT, lekarzy i konsultantów.
Senat usunął za to planowaną stawkę 17 proc. od przychodów przekraczających w trakcie roku 300 tys. euro. Pozostawił podwyżkę daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. Danina jest naliczana od nadwyżki dochodu ponad 1 mln zł, a nie od całej zarobionej kwoty.
Sejm ponownie zdecyduje o poprawkach
Za ustawą wraz z poprawkami głosowało 62 senatorów, nikt nie był przeciw, a 23 osoby wstrzymały się od głosu. Ustawa wraca teraz do Sejmu, gdzie posłowie ponownie zdecydują o jej kształcie. Do odrzucenia poprawek Senatu potrzebna jest bezwzględna większość głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jeśli takiej większości nie będzie, poprawki pozostaną w ustawie. Konstytucja nie wyznacza Sejmowi osobnego terminu na podjęcie tej decyzji.
Po zakończeniu prac parlamentarnych dokument trafi do prezydenta. Będzie miał 21 dni na jego podpisanie, zawetowanie albo skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego. Planowany termin wejścia zmian w życie to 1 stycznia 2027 roku.