Emerytury dzisiejszych 30- i 40-latków. Prognoza mówi o około 30 proc. średniej pensji
Jeśli przepisy się nie zmienią, dzisiejsi 30- i 40-latkowie osiągną wiek emerytalny głównie w latach 2046–2061. Prognoza Komisji Europejskiej wskazuje, że w tym okresie przeciętne świadczenie przyznawane nowym emerytom może odpowiadać zaledwie 27–32 proc. średniego wynagrodzenia. To prognoza dla całego systemu, a nie gotowe wyliczenie dla konkretnej osoby.
Czterdziestoletnia kobieta osiągnie powszechny wiek emerytalny około 2046 roku, a jej rówieśnik pięć lat później. W przypadku dzisiejszych trzydziestolatków będzie to odpowiednio około 2056 i 2061 roku. Do tego czasu polski system będzie musiał poradzić sobie ze starzeniem społeczeństwa i malejącą liczbą osób pracujących. Właśnie dlatego prognozy obejmujące lata 2050–2060 są tak istotne dla tych dwóch pokoleń.
ZUS wypłaci emerytury. Problemem może być ich wysokość
ZUS opublikował prognozę finansów funduszu emerytalnego sięgającą 2080 roku. Wynika z niej, że system nadal będzie wymagał dopłat z budżetu państwa, ale zachowa zdolność do wypłacania świadczeń.
W 2030 roku emerytury z funduszu ma pobierać 7,9 mln osób, a w 2060 roku już 10,6 mln. Jednocześnie będzie zmniejszała się liczba Polaków w wieku produkcyjnym. Składki coraz mniejszej grupy pracujących nie wystarczą więc na pokrycie wszystkich wypłat.
Brakującą część może uzupełniać budżet państwa, tak jak dzieje się to obecnie. Pytanie nie brzmi zatem, czy ZUS będzie wypłacał emerytury, ale jak wysokie będą te świadczenia w porównaniu z zarobkami.

Około 30 proc. średniej pensji. Co właściwie prognozuje Komisja?
Komisja Europejska porównuje przeciętne świadczenie ustalane osobom przechodzącym na emeryturę w danym roku ze średnim wynagrodzeniem w całej gospodarce. W 2022 roku taka emerytura odpowiadała 58 proc. przeciętnej pensji. W 2040 roku ma to być już 32 proc., a od 2050 roku około 27 proc.
Nie oznacza to, że każdy pracownik dostanie 27 proc. swojej ostatniej wypłaty. Wynagrodzenie konkretnej osoby może być wyższe albo niższe od średniej krajowej. Różna będzie również wartość składek zgromadzonych przez poszczególnych ubezpieczonych.
Najprościej pokazać ten wskaźnik na umownym przykładzie. Gdyby średnie wynagrodzenie brutto wynosiło 10 tys. zł, poziom 27 proc. oznaczałby przeciętne nowo przyznane świadczenie w wysokości około 2700 zł brutto.
Utrzymanie dotychczasowego poziomu życia po zakończeniu pracy może więc wymagać dodatkowych oszczędności lub innych źródeł dochodu niż sama emerytura z ZUS.
Co dzieje się z emeryturą po jej przyznaniu?
ZUS oblicza miesięczną emeryturę w chwili, gdy ubezpieczony składa wniosek o świadczenie. Jeżeli ustalona kwota wyniesie 2700 zł brutto, kolejne miesięczne wypłaty będą co do zasady takie same. ZUS nie wylicza emerytury od początku przed każdym przelewem.
Kwota zmienia się przede wszystkim podczas corocznej waloryzacji. Wskaźnik waloryzacji uwzględnia wzrost cen z poprzedniego roku oraz co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia.
Przykładowo, przy waloryzacji wynoszącej 4 proc. świadczenie w wysokości 2700 zł brutto wzrosłoby do 2808 zł brutto. W następnym roku zostałoby podniesione według kolejnego wskaźnika. Nie można go jednak przewidzieć z kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem, ponieważ zależy m.in. od przyszłej inflacji i wzrostu płac.
Waloryzacja podnosi nominalną kwotę emerytury, ale nie gwarantuje, że świadczenie będzie rosło równie szybko jak wynagrodzenia. Emeryt może zatem otrzymywać z roku na rok więcej pieniędzy, a jednocześnie jego dochód może stanowić coraz mniejszą część przeciętnej pensji.
Cała kariera zdecyduje o wysokości wypłaty
Wysokość emerytury zależy przede wszystkim od składek zapisanych na koncie i subkoncie w ZUS. Zgromadzona kwota jest regularnie powiększana według ustawowych wskaźników, a następnie dzielona przez przewidywaną liczbę miesięcy dalszego życia.
W praktyce oznacza to, że liczy się niemal cała kariera. Długie okresy bez składek, praca bez ubezpieczenia emerytalnego oraz prowadzenie firmy przy opłacaniu składek od niskiej podstawy zmniejszają przyszłe świadczenie.
Znaczenie ma także moment zakończenia pracy. Każdy kolejny rok oznacza dodatkowe składki, a zgromadzony kapitał zostaje później podzielony przez mniejszą liczbę miesięcy. ZUS wskazuje, że w niektórych przypadkach rok dłuższej aktywności zawodowej może podnieść emeryturę nawet o kilkanaście procent.
W gorszej sytuacji są zazwyczaj kobiety. Mogą przechodzić na emeryturę pięć lat wcześniej niż mężczyźni, a więc krócej gromadzą składki i statystycznie dłużej pobierają świadczenie.
Skutki niskich składek i zbyt krótkiego stażu ubezpieczeniowego widać w danych ZUS. W grudniu 2025 roku wypłacano 459,3 tys. emerytur z nowego systemu niższych od ustawowego minimum. Kobiety stanowiły 76,3 proc. osób otrzymujących takie świadczenia.
Najwięcej o swojej przyszłej emeryturze można dowiedzieć się po zalogowaniu do eZUS. W „Panelu ubezpieczonego” należy wybrać „Informacje o stanie konta” i otworzyć najnowszy dostępny dokument. Osoby, które ukończyły 35 lat, znajdą tam również symulację przyszłej emerytury.
Nie jest ona obietnicą konkretnej wypłaty, ale opiera się na składkach rzeczywiście zapisanych na indywidualnym koncie. Dzięki temu mówi o sytuacji danej osoby znacznie więcej niż prognoza dotycząca całego systemu.
Dodatkowym zabezpieczeniem mogą być oszczędności gromadzone poza ZUS, m.in. w PPK, IKE lub IKZE. Mogą one uzupełnić publiczną emeryturę i ograniczyć spadek dochodów po zakończeniu pracy.
Dzisiejszy trzydziestolatek ma jeszcze około trzech dekad, a czterdziestolatek mniej więcej dwie dekady na zwiększenie przyszłego kapitału. Prognozy nie zapowiadają końca systemu emerytalnego, lecz wyraźny spadek dochodów po zakończeniu pracy.