PKP sprzedaje mieszkania za bezcen. Najtańsze już za 36 tys. zł
Rynek mieszkaniowy w Polsce przypomina pędzący pociąg, z którego coraz więcej osób wypada na ostrych zakrętach cenowych. Gdy marzenie o własnym kącie staje się luksusem zarezerwowanym dla nielicznych, na horyzoncie pojawia się państwowy gigant ze swoimi historycznymi zasobami. Kolejowa spółka otwiera drzwi do inwestycji.
Zderzenie żelaznej misji z betonową rzeczywistością rynku
Polskie Koleje Państwowe w świadomości społecznej jednoznacznie kojarzą się z transportem pasażerskim, przewozem towarów oraz gigantycznymi inwestycjami w krajową infrastrukturę torową. Głównym celem i zadaniem tego potężnego państwowego przedsiębiorstwa jest przecież łączenie regionów oraz napędzanie gospodarki poprzez sprawną logistykę towarową. Mało kto jednak dostrzega, że ta strategiczna kolejowa spółka operuje ogromnym i mocno zdywersyfikowanym portfelem aktywów, które wykraczają daleko poza trakcje elektryczne, perony i zmodernizowane dworce.

W tym samym czasie polski rynek mieszkaniowy przeżywa jeden z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych okresów w najnowszej historii gospodarczej. Dynamicznie rosnące ceny, stymulowane przez dawne programy dopłat do kredytów oraz chroniczny, wieloletni brak podaży w największych miastach, skutecznie windują progi wejścia dla kupujących. Średnie stawki ofertowe w metropoliach dawno przekroczyły granice psychologiczne, a deweloperzy niezwykle ostrożnie i z rozmysłem dawkują nowe inwestycje, starając się maksymalizować swoje marże operacyjne.
Czy w tak niepewnym otoczeniu makroekonomicznym istnieje jeszcze jakakolwiek bezpieczna przystań dla poszukujących dachu nad głową? Podaż w Polsce od wielu lat nie nadąża za stale zgłaszanym popytem strukturalnym. Rynek cierpi na głęboki deficyt lokali, co zmusza potencjalnych nabywców do poszukiwania zupełnie alternatywnych i nieszablonowych ścieżek zakupu własnego m. To właśnie w tym krytycznym punkcie przecinają się tory wielkiej infrastruktury z codziennymi problemami zwykłych obywateli, tworząc niespodziewaną przestrzeń do potencjalnie zyskownych transakcji na niezwykle trudnym rynku nieruchomości.
Pokolenie najemców odkrywa zapomniane zasoby państwowej spółki
Rosnące w lawinowym tempie bariery finansowe uderzają przede wszystkim w młodych ludzi, którzy dopiero wkraczają w pełną dorosłość. Ich zdolność kredytowa, czyli w uproszczeniu maksymalna kwota, jaką bank komercyjny jest skłonny pożyczyć klientowi na podstawie jego bieżących dochodów i stałych wydatków, drastycznie spadła w obliczu wciąż restrykcyjnej polityki pieniężnej prowadzonej przez bank centralny. Młodzi Polacy mają obecnie bardzo ograniczone pole manewru na rynku pierwotnym i wtórnym. Najczęściej stają przed niezwykle trudnym wyborem pomiędzy wieloletnim najmem komercyjnym, który bezpowrotnie pochłania lwią część ich ciężko zarobionych miesięcznych dochodów, a przymusowym powrotem do domów rodzinnych i przedłużaniem mieszkania z rodzicami.

Brak perspektyw na własne mieszkania drastycznie opóźnia życiowe decyzje o zakładaniu rodzin i mocno hamuje mobilność zawodową młodego pokolenia. Gdzie w tym skomplikowanym równaniu popytu i podaży odnajduje się PKP? Odpowiedź kryje się w fascynującej historii i dawnych przywilejach pracowniczych tego potężnego niegdyś sektora. Przed dekadami kolej z rozmachem budowała osiedla i budynki wielorodzinne z myślą o zapewnieniu dachu nad głową swoim maszynistom, zawiadowcom stacji czy toromistrzom. Dziś ogromna część z tych rozsianych po całej Polsce obiektów bezpowrotnie straciła swoją pierwotną funkcję operacyjną.
Państwowa spółka, w ramach trwającej restrukturyzacji, sukcesywnie i metodycznie pozbywa się tego zbędnego balastu z bilansów, aby skutecznie optymalizować wysokie koszty utrzymania pustostanów i podatków od nieruchomości. Pozyskany w ten sposób kapitał zasila w teorii modernizację taboru. Te zapomniane nieruchomości, zlokalizowane często w nieco mniejszych miejscowościach, na przedmieściach lub w bezpośrednim sąsiedztwie węzłów komunikacyjnych, trafiają ostatecznie na szeroki rynek wtórny. Ich sprzedaż przebiega w pełni transparentnie, co oznacza zupełnie nowe otwarcie dla osób odrzuconych przez współczesny rynek deweloperski.
Zobacz też: Wiadomo, ile w 2026 kosztuje granitowy nagrobek. Ceny u kamieniarzy zaskoczą niejednego
Licytacje ukrytych perełek, czyli własne M za ułamek ceny rynkowej
PKP regularnie wystawiają na sprzedaż mieszkania znajdujące się w swoich zasobach. Chodzi zarówno o puste lokale, jak i nieruchomości, których dotychczasowi najemcy nie zdecydowali się wykupić w ramach programu mieszkań pracowniczych. Ceny wywoławcze są ustalane na podstawie operatów przygotowywanych przez rzeczoznawców majątkowych i mają odpowiadać aktualnym realiom rynkowym.
W praktyce oznacza to, że w ofertach PKP można znaleźć zarówno niewielkie lokale wymagające generalnego remontu za kilkadziesiąt tysięcy złotych, jak i droższe mieszkania w dużych miastach. Jedna z tańszych propozycji przywołana przez portal WP Finanse dotyczy mieszkania w Kamieńcu Ząbkowickim na Dolnym Śląsku. Lokal ma 23,52 mkw., jeden pokój oraz kuchnię przechodnią, a jego cena wywoławcza wynosi 36 tys. zł. W ogłoszeniu zaznaczono jednak, że nieruchomość wymaga generalnego remontu. Niewiele droższe mieszkanie oferowane jest w gminie Lubawka. Za lokal o powierzchni 36,40 mkw., położony na parterze, PKP oczekują 46,5 tys. zł. Mieszkanie składa się z dwóch pokoi, kuchni oraz łazienki z WC, ale również w tym przypadku przyszły właściciel musi liczyć się z koniecznością remontu.
Oferty obejmują także lokale w województwie warmińsko-mazurskim. W Mrągowie na sprzedaż trafiło mieszkanie o powierzchni 32,92 mkw. z dwoma pokojami, kuchnią i WC. Cena wywoławcza wynosi 84 tys. zł. Z kolei w Działdowie za lokal o powierzchni 35,50 mkw. trzeba zapłacić od 92 tys. zł. PKP informują przy tym, że nieruchomość znajduje się w Gminnej Ewidencji Zabytków. W zasobach kolejowej spółki można znaleźć również mieszkania w większych miastach. W Inowrocławiu wystawiono lokal o powierzchni 45,10 mkw. za 65 tys. zł. Znacznie wyższe stawki pojawiają się natomiast w Gdańsku, gdzie mieszkanie przy ul. Sandomierskiej o powierzchni 51,80 mkw. ma cenę wywoławczą 345 tys. zł. W Szczecinie pod młotek trafi z kolei duży, 161-metrowy lokal z trzema pokojami, łazienką i przedpokojem. Jego cena wywoławcza wynosi 270 tys. zł.
Co istotne, brak rozstrzygnięcia przetargu nie zawsze oznacza koniec szans na zakup. Jeżeli dwa kolejne postępowania nie przyniosą nabywcy, PKP mogą sprzedać nieruchomość w drodze negocjacji. Cena nie może być jednak niższa niż dwie trzecie pierwotnej wartości wywoławczej.