Myślała, że oszczędza na ogrzewaniu. Dopłaciła niemal 500 zł
Pomysł, by ściąć rachunki za ogrzewanie przez zakręcenie kaloryferów na zero, może się zemścić i skończyć słoną dopłatą. Z doniesień mediów i regulaminów spółdzielni mieszkaniowych wynika, że zarządcy coraz śmielej obciążają finansowo lokatorów, którzy w praktyce grzeją się ciepłem sąsiadów.
W prawie spółdzielczym mówi się w takich sytuacjach o pasożytnictwie cieplnym. W blokach ciepło wędruje przez ściany i stropy, więc zero na podzielniku wcale nie oznacza zerowego rachunku. Problem w tym, że przez pasożytnictwo cieplne pozostali lokatorzy ponoszą wyższe koszty, bo ich grzejniki muszą pracować intensywniej, by utrzymać właściwą temperaturę. Zarządcy sprawdzają zużycie w poszczególnych mieszkaniach, a ci, którzy celowo wychładzają lokale, muszą liczyć się z dodatkowymi opłatami wyrównawczymi lub ryczałtem.
Blisko 500 zł dopłaty za zakręcone grzejniki w Gdyni
Boleśnie przekonała się o tym mieszkanka Gdyni. Kobieta sama przyznała się, że wychodząc z domu, regularnie zostawiała zakręcone kaloryfery, traktując to jako sposób na niższe wydatki. Efekt? Spółdzielnia dopisała do jej rachunku 496,18 zł. Zarządca tłumaczył decyzję wewnętrznym regulaminem rozliczania ciepła, który przewiduje dopłatę dla lokatorów utrzymujących zbyt niską temperaturę albo w ogóle niegrzejących mieszkań w sezonie.
Powód jest prosty. Koszt ogrzewania bloku składa się z dwóch części. Pierwsza to opłata stała, zależna od metrażu i utrzymania wspólnej instalacji. Druga to opłata zmienna, czyli realne zużycie ciepła. Zerowe wskazanie podzielnika nie zwalnia więc z udziału w ogrzewaniu całego budynku.
Od 2027 roku zapłacą wszyscy. Koniec z zerowym rachunkiem
Dotąd podstawą takich dopłat były regulaminy spółdzielni oraz art. 45a prawa energetycznego, a spółdzielnie mogą walczyć z pasożytnictwem cieplnym przynajmniej od końca 2021 roku. Wkrótce to się jednak ujednolici.
Na mocy nowelizacji ustawy o efektywności energetycznej od 1 stycznia 2027 roku w budynkach wielorodzinnych zacznie obowiązywać minimalna opłata za ogrzewanie, wynosząca co najmniej 15% kosztów zmiennych, a także zdalne liczniki ciepła. Oznacza to, że nawet przy całkowicie zakręconych kaloryferach lokatorzy będą musieli pokryć część kosztów ogrzewania całego budynku.

Przepisy określają zalecane temperatury w mieszkaniach
Zarządcy nie działają przy tym w próżni. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 12 kwietnia 2002 roku o warunkach technicznych budynków wskazuje, że w pomieszczeniach do stałego pobytu ludzi temperatura powinna wynosić co najmniej 20°C, a w łazienkach 24°C. Są to jednak zalecenia, a nie sztywny nakaz, i to spółdzielnie zwykle określają minimalną temperaturę do utrzymania, najczęściej w okolicach 16°C.
Ten próg nie jest przypadkowy. Poniżej 16°C rośnie ryzyko rozwoju pleśni i poważnych problemów z wilgocią. W niedogrzanym mieszkaniu para wodna osiada na zimnych ścianach, a stąd prosta droga do zawilgocenia i grzyba. Do tego wychłodzone mury ciągną ciepło z sąsiednich lokali, więc osoby zza ściany muszą grzać mocniej. Dochodzi jeszcze jeden paradoks − ponowne nagrzanie wyziębionego mieszkania pochłania więcej energii niż stałe utrzymywanie umiarkowanej temperatury.
Proste nawyki obniżają koszty bez ryzyka dopłat
Rachunki można zbić legalnie, ale przez ograniczanie strat ciepła, a nie wyłączanie ogrzewania. Zacznij od przestawienia okien na tryb zimowy kluczem imbusowym, co mocniej dociska uszczelki do ramy. Szczelność sprawdzisz w kilka sekund, wkładając między ramę a skrzydło kartkę papieru. Jeśli bez trudu da się ją wyciągnąć przy zamkniętym oknie, ciepło ucieka tą samą drogą.
Warto też odsunąć meble od grzejników i wsunąć za nie ekrany z folii aluminiowej, które odbijają ciepło do pokoju. Pomaga również odpowietrzanie kaloryferów, bo zimne plamy i bulgotanie zdradzają powietrze w instalacji, które obniża jej sprawność. W słoneczne dni odsłaniaj okna i łap darmowe ciepło, a po zmroku zasłaniaj rolety, które tworzą dodatkową barierę.
Liczy się też sposób wietrzenia. Zamiast godzinami trzymać uchylone okno, otwórz je szeroko na pięć minut, wcześniej skręcając termostaty. A wychodząc z domu, nie wyłączaj ogrzewania do zera, wystarczy obniżyć zawór o dwa, trzy stopnie. Oszczędność jest, a ryzyko dodatkowych kosztów znika.
