Marcin Lewandowski o pułapce faworyzacji. Dlaczego lokalny mały biznes tonie, ustępując korporacjom?
Gdy w studiu programu BiznesInfo.pl przytoczono tezy sugerujące, że to wielki zagraniczny kapitał stanowi główną siłę napędową polskiej gospodarki, doszło do ostrej wymiany zdań. W rozmowie na łamach serwisu BiznesInfo.pl, analityk gospodarczy Marcin Lewandowski, obnażył niewygodną prawdę. W systemie prawno-podatkowym stworzonym do masowego obciążania drobnej przedsiębiorczości, globalni giganci korzystają z ogromnych przywilejów. Ten niepokojący mechanizm powoli, lecz skutecznie, wykrwawia polską klasę średnią na rzecz potężnych, międzynarodowych holdingów.
Niesprawiedliwy model podatkowy
Narracja głównego nurtu nieustannie podpowiada, że to zamożne, ponadnarodowe spółki utrzymują państwo, stabilizują wzrost makroekonomiczny i tworzą realną wartość na rynku. Konfrontacja tego mitu z twardymi danymi obnaża jednak potężną lukę w obciążeniach fiskalnych. Brak transparentnych mechanizmów egzekucji prawa umożliwia masowe i niezwykle korzystne wyprowadzanie zysków poza strefę, w której faktycznie powstały. W efekcie międzynarodowe korporacje generują w Polsce rekordowe przychody, podczas gdy ich opodatkowanie pozostaje rażąco znikome.
– Ile ten obcy kapitał korporacyjny płaci w Polsce podatków? – pyta retorycznie w rozmowie z BiznesInfo Marcin Lewandowski. – Ich efektywne opodatkowanie wynosi zaledwie siedem procent, a czasami płacą wręcz w promilach. To jest po prostu chore.
Według eksperta ten stan rzeczy nie jest dziełem przypadku, lecz efektem brutalnie skutecznego lobbingu.
– Korporacje są faworyzowane, ponieważ mają ustawy pisane pod siebie – tłumaczy rozmówca BiznesInfo. – Nie robi tego jeden prawnik, lecz całe sztaby specjalistów, które doskonale wiedzą, że zmiana zaledwie jednego słowa otwiera furtkę do legalnego omijania systemu.
Opresja państwa wobec najmniejszych
Tymczasem polscy mikroprzedsiębiorcy systematycznie zderzają się z permanentnymi podejrzeniami ze strony urzędów oraz nakazem nieustannego, rygorystycznego raportowania każdego obrotu. Solą dobrze działającej i niezależnej gospodarki są właśnie najmniejsze firmy, lecz lokalny system prawny bezlitośnie dławi ich rozwój. W przeciwieństwie do państw azjatyckich, które aktywnie promują bogacenie się obywateli, europejski klimat legislacyjny narzuca małym biznesom surowy gorset karnoskarbowy.
– Azjaci doskonale rozumieją, że to mały i średni biznes wypracowuje lwią część PKB, a nie wielkie holdingi – zauważa na łamach BiznesInfo Lewandowski.
Jak podkreśla, nadmiar rodzimej biurokracji prowadzi do fizycznego i psychicznego wyczerpania.
– Ilość nowych przepisów jest tak przytłaczająca, że nie ma już prawników specjalizujących się we wszystkim. Chcemy uregulować każdy możliwy detal, co sprawia, że ludzie prowadzący tu działalność są po prostu coraz bardziej zmęczeni - dodaje wprost rozmówca.
Ekspert apeluje o natychmiastową zmianę rynkowej optyki państwa.
– Podstawą gospodarki jest uczciwie prowadzony mały biznes, który nie jest bezustannie dociskany obciążeniami, jak ma to miejsce obecnie w przypadku klasy średniej. Oczywiście, podatki trzeba płacić, ale przy pewnej skali działalności te nieopodatkowane środki i tak wróciłyby na rynek. Należy skończyć z tym ciągłym dokładaniem obowiązków – przekonuje.
Cichy przymus etatu
Narastający z każdym rokiem gąszcz unijnych i krajowych dyrektyw wykazuje wszelkie znamiona celowego monopolizowania bezpiecznych form zatrudnienia. Skomplikowane normy w Unii Europejskiej projektuje się w taki sposób, aby niemal całkowicie wyeliminować oddolną, drobną konkurencję rynkową. Utrzymywanie skrajnie trudnego i kosztownego w interpretacji prawa skutecznie zniechęca obywateli do podejmowania ryzyka, pozostawiając ich bezbronnymi wobec rynkowych gigantów. Wypracowanie tak zablokowanego środowiska sprawi, że praca u dominującego hegemona stanie się z przymusu ostatecznością.
– Uważam, że biznes w Europie będzie coraz bardziej kontrolowany po to, by zniechęcić ludzi do przedsiębiorczości i po prostu wypchnąć ich na etat – diagnozuje surowo Lewandowski w rozmowie z serwisem BiznesInfo.pl.
Ten mechanizm swoistego zniewolenia w imię "bezpieczeństwa" jest już wyraźnie zauważalny.
– System zdaje się nam narzucać określoną logikę: po co masz się zastanawiać nad VAT-em, ZUS-em czy marżami? Odrobisz swoje, pójdziesz do domu, podatki zostaną odhaczone i jest elegancko – ironizuje analityk, ostrzegając przed kolejnymi interwencjami państwa w swobodę zawierania umów. – Pytanie brzmi, co za chwilę będzie mogła zrobić inspekcja pracy chociażby z rynkiem B2B, by siłowo zmuszać ludzi do powrotu na etaty.
Źródło: BiznesInfo