Iran nie składa broni, teraz grozi uderzeniem w Europie. Wskazano konkretny kraj
Relacje między Teheranem a Tiraną od lat przypominają tykającą bombę, jednak ostatnie komunikaty służb prasowych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej - elitarnej jednostki wojskowej Iranu - nadały temu sporowi nową, niepokojącą dynamikę. Iran, nie ograniczając się już tylko do retoryki wymierzonej w Izrael, otwarcie grozi przeniesieniem działań odwetowych na grunt europejski. Reżim zapowiada odwet na kraju NATO.
- Punkt zapalny na terenie europejskim
- Napięcie narosło już w 2020 roku
- Czy Europa ma się czego obawiać?
Punkt zapalny na terenie europejskim
Iran udowodnił już swoje zdolności militarne, uderzając, chociażby w brytyjską bazę Akrotiri na Cyprze, co ma stanowić swoisty pokaz siły przed ewentualną operacją na Bałkanach. Stąd sugestie o możliwości przeprowadzenia ataku rakietowego lub dronowego na terytorium Albanii nie są jedynie czczą pogróżką w próżni. Dlaczego jednak mocarstwo z Zatoki Perskiej interesuje się akurat tym niewielkim krajem? Kluczem do zrozumienia tej nienawiści jest baza Aszraf-3, zlokalizowana strategicznie między stolicą kraju, Tiraną, a portowym Durres. To właśnie tam schronienie znalazło około 3 tysięcy członków Ludowej Organizacji Mudżahedinów Iranu (MEK).
Dla teokratycznego reżimu w Teheranie MEK to nie tylko opozycja, ale przede wszystkim „zdrajcy” i terroryści, którzy od dekad dążą do obalenia obecnych władz. Obecność tak licznej i zorganizowanej grupy przeciwników politycznych na terytorium państwa członkowskiego NATO jest dla ajatollahów solą w oku, którą postanowili usunąć siłą, nie zważając na konsekwencje międzynarodowe.

Napięcie narosło już w 2020 roku
Napięcie osiągnęło punkt krytyczny już w 2020 roku, tuż po amerykańskiej operacji, w której zginął generał Kasem Sulejmani (dowódca sił Al-Kuds). Wówczas sam ajatollach Ali Chamenei, faktyczny przywódca Iranu, nazwał Albanię „małym, ale diabelskim krajem”, w którym Amerykanie spiskują z irańskimi zdrajcami.
Reakcja Tirany była natychmiastowa i stanowcza – rząd Ediego Ramy nie tylko poparł działania USA, ale szybko wydalił irańskich dyplomatów podejrzewanych o działalność szpiegowską i terrorystyczną. To tylko utwierdziło Teheran w przekonaniu, że Albania jest kluczowym sojusznikiem „Wielkiego Szatana” w regionie.
Jest taki mały, ale diabelski europejski kraj, w którym Amerykanie wraz ze zdrajcami Iranu spiskują przeciwko Islamskiej Republice – mówił wówczas ajatollach Ali Chamenei, faktyczny przywódca Iranu. Wypowiedź ta miała miejsce zaraz po zabiciu generała Kasema Sulejmaniego przez Amerykanów w styczniu 2020.
Historia obecności MEK w Albanii sięga 2013 roku, kiedy to na mocy specjalnego porozumienia z Waszyngtonem, Tirana zgodziła się przyjąć mudżahedinów uciekających z Iraku przed irańskimi rakietami. Premier Edi Rama wielokrotnie podkreślał, że pomoc ta jest dla Albanii zaszczytnym ryzykiem, nawiązując do tradycji ratowania Żydów podczas II wojny światowej. Jednak to zaszczytne ryzyko ma swoją wymierną cenę – albańskie służby regularnie wykrywają na swoim terytorium grupy terrorystyczne sterowane bezpośrednio przez Gwardię Rewolucyjną, których jedynym celem jest eliminacja członków MEK i destabilizacja kraju.
Czy Europa ma się czego obawiać?
Mimo eskalacji gróźb eksperci wojskowi zachowują powściągliwy sceptycyzm co do realności zmasowanego ataku powietrznego. Logistyka takiej operacji byłaby karkołomna – każda rakieta lub dron musiałyby naruszyć przestrzeń powietrzną Turcji, Iraku lub przemieścić się nad Morzem Śródziemnym, które jest pod nieustannym nadzorem Szóstej Floty USA oraz systemów wczesnego ostrzegania NATO.
Atak na Albanię, która od 2009 roku jest pełnoprawnym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, oznaczałby de facto uruchomienie Artykułu 5. (zasada kolektywnej obrony) i otwartą wojnę z całym Zachodem. Nie oznacza to jednak, że Albania może spać spokojnie.
Ekspert Redion Qirazi ostrzega, że zagrożenie staje się coraz bardziej realne, a Iran może uciekać się do działań asymetrycznych – od cyberataków po zamachy punktowe. Inni analitycy, jak Behzdad Saffari, wskazują na długofalową strategię Teheranu, w której Bałkany mają stać się „bramą dla islamskiego fundamentalizmu” w Europie.
Choć amerykański generał Michael Barbero zapewnił w Tiranie o pełnym wsparciu NATO, sytuacja pozostaje napięta. Iran gra va banque, a Albania, mimo swojej niewielkiej skali, stała się kluczowym poligonem w globalnym starciu o wpływy, gdzie jeden błąd może podpalić nie tylko Bałkany, ale i całą Europę.