Zapisują się do szkoły tylko dla statusu. MEN chce zmienić zasady, uczniom się to nie spodoba
Status ucznia albo studenta daje młodym osobom konkretne korzyści. Ministerstwo Edukacji Narodowej dostrzega jednak problem zapisywania się do szkół policealnych wyłącznie "dla papieru”. Szykują się zmiany, które nie każdemu będą na rękę.
Edukacja w Polsce. Od szkoły podstawowej po studia i szkoły policealne
Polski system edukacji obejmuje kilka etapów. Najpierw dzieci trafiają do przedszkola, a następnie do ośmioletniej szkoły podstawowej. Obowiązek szkolny dotyczy co do zasady dzieci od 7. roku życia i trwa do ukończenia szkoły podstawowej, nie dłużej jednak niż do 18. roku życia. Obowiązek nauki trwa do 18. roku życia i może być realizowany w szkole albo poza nią, np. przez przygotowanie zawodowe.
Po szkole podstawowej uczniowie wybierają szkołę ponadpodstawową. Może to być liceum ogólnokształcące, technikum albo szkoła branżowa. Liceum przygotowuje przede wszystkim do matury i dalszej nauki, technikum łączy kształcenie ogólne z zawodowym, a szkoła branżowa daje przygotowanie do konkretnego zawodu.
Po ukończeniu szkoły średniej część osób idzie na studia. Polski system szkolnictwa wyższego opiera się na studiach pierwszego stopnia, drugiego stopnia oraz jednolitych studiach magisterskich. Dodatkowo funkcjonują studia podyplomowe, szkoły doktorskie i różne formy kształcenia ustawicznego.

Osobne miejsce zajmują szkoły policealne. To placówki dla osób, które mają wykształcenie średnie, ale nie zawsze muszą mieć zdaną maturę. Umożliwiają zdobycie kwalifikacji zawodowych w krótszym czasie niż studia. Można uczyć się tam m.in. na kierunkach medycznych, kosmetycznych, administracyjnych, informatycznych, florystycznych albo opiekuńczych.
Szkoły policealne pełnią ważną funkcję, bo pozwalają szybko zdobyć zawód, przebranżowić się albo uzupełnić kwalifikacje. Problem pojawia się wtedy, gdy zapis do szkoły nie wynika z chęci nauki, lecz z chęci uzyskania statusu ucznia i związanych z nim korzyści. Właśnie ten mechanizm znalazł się teraz pod lupą Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Status studenta i ucznia. Do czego się przydaje?
Status studenta formalnie uzyskuje osoba przyjęta na studia. W praktyce oznacza to wpisanie na listę studentów uczelni. Status ucznia lub słuchacza przysługuje natomiast osobom uczącym się w szkołach, w tym także w szkołach policealnych. Choć to nie są pojęcia identyczne, w wielu obszarach dają podobne korzyści osobom do 26. roku życia.
Najbardziej odczuwalna korzyść dotyczy pracy na umowie zlecenia. ZUS wskazuje, że od umowy zlecenia ze studentem, który nie ukończył 26 lat, nie opłaca się składek. W szerszych zasadach ubezpieczeniowych podobnie traktowani są uczniowie i studenci do 26. roku życia wykonujący zlecenie u podmiotu innego niż własny pracodawca. Dla pracownika oznacza to często wyższą wypłatę netto, a dla pracodawcy niższy koszt zatrudnienia. To dlatego status ucznia albo studenta bywa tak atrakcyjny dla osób pracujących na zleceniach.
Przy tej samej stawce brutto młoda osoba może dostać więcej "na rękę” niż ktoś bez takiego statusu. Do tego dochodzi ulga dla młodych, czyli tzw. zerowy PIT. Obejmuje ona przychody do wysokości 85 528 zł rocznie z określonych źródeł, m.in. z pracy i zlecenia, u osób do ukończenia 26. roku życia. Nie jest to ulga wyłącznie dla studentów, ale w praktyce często łączy się z nauką i początkiem kariery zawodowej.

Status ucznia lub studenta może też pomóc w ubezpieczeniu zdrowotnym. Dziecko, które uczy się dalej w szkole, uczelni albo szkole doktorskiej, może być zgłoszone do ubezpieczenia zdrowotnego jako członek rodziny do ukończenia 26 lat. To ważne zwłaszcza wtedy, gdy młoda osoba nie ma własnego tytułu do ubezpieczenia. Są też zniżki na przejazdy, bilety, wydarzenia kulturalne, usługi i produkty kierowane do młodych osób.
Status ucznia albo studenta jest czymś więcej niż formalnym wpisem w dokumentach. Może realnie wpływać na codzienne pieniądze, koszty życia i warunki pracy. Problem polega na tym, że część osób zapisuje się do szkół policealnych albo na studia nie po to, aby rzeczywiście się uczyć, lecz po to, aby przedłużyć status ucznia lub studenta.
Zobacz też: Prawa jazdy do wymiany. Kierowcy masowo ruszą do urzędów, wszystko przez unijne przepisy
Szkoła policealna tylko dla statusu. MEN chce ukrócić proceder
“Wprost”, powołując się na "Gazetę Wyborczą”, opisał przykłady osób, które zapisywały się na kursy zawodowe głównie po to, aby nie płacić składek ZUS przy umowach zlecenia i korzystać z innych przywilejów. W artykule opisano m.in. 25-latkę, która w szkole policealnej pojawiła się tylko dwa razy. Po pół roku została skreślona z listy słuchaczy za brak obecności, ale przez ten czas mogła zawierać umowy zlecenia bez składek ZUS. Później miała powtórzyć ten mechanizm i straciła status dopiero w marcu 2026 r., choć pracę magisterską obroniła w grudniu 2024 r.
Według opisywanego mechanizmu problem dotyczy szczególnie szkół policealnych dla dorosłych. W dużych sieciach placówek, takich jak Żak czy Cosinus, nauka może pozostać bezpłatna przy spełnieniu wymogu frekwencji. Jak wskazuje “Wprost”, szkoły również mają w tym interes, bo przy określonym progu obecności otrzymują z samorządu dotację naliczaną za słuchacza.
Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewniło, że dostrzega problem finansowania szkół za frekwencję i pracuje nad zmianą ustawy o finansowaniu zadań oświatowych. Celem ma być ograniczenie sytuacji, w której dotacje dla szkół rosną automatycznie wraz z liczbą zgłoszonych, ale faktycznie nieobecnych słuchaczy. Na razie nie ma jeszcze gotowych przepisów, a resort mówi o pracach i zapowiedziach.
Możliwy kierunek zmian to większe powiązanie finansowania szkół z realnym uczestnictwem w zajęciach, efektami nauki albo bardziej szczegółową weryfikacją słuchaczy. Dla placówek mogłoby to oznaczać trudniejszy dostęp do dotacji za osoby zapisane tylko formalnie.