Wielka akcyzowa improwizacja Ministerstwa Finansów
Ministerstwo Finansów od miesięcy zapowiada zdecydowaną walkę z szarą strefą oraz uszczelnienie systemu podatkowego na rynku e-papierosów. Sama deklaracja jest słuszna. Równość wobec prawa i ochrona dochodów budżetowych to fundamenty sprawnie działającego państwa. Problem polega jednak na tym jak ministerstwo chce to uregulować. Patrząc na projekty nowelizacji ustawy akcyzowej o numerach UD308 i UD363 widać, że resort finansów zamiast porządkować system sam wpędza się w chaos regulacyjny. Bowiem UD363 zawiera w sobie to co chce regulować UD308. Po co więc dwie takie same ustawy?
Wielka improwizacja
UD308 to projekt nowelizacji akcyzy, który koncentruje się na wąskim fragmencie rynku e-papierosów (1%) i jednej firmie, która produkuje konkretne urządzenia i dedykowane do nich wkłady, czyli Philip Morris (PMI). Wprowadza dodatkowe opodatkowanie, mimo że ten podmiot od początku płaci 40 zł akcyzę za urządzenia do waporyzacji (e-papierosy indukcyjne).
Z kolei UD363 to szersza i systemowa regulacja, której celem jest zamknięcie realnej luki akcyzowej poprzez objęcie podatkiem komponentów i „składanych” e-papierosów, dotychczas masowo sprzedawanych bez podatku akcyzowego na urządzenia (czyli omija 40zł).
W praktyce UD363 to UD308, ale na sterydach: powiela część rozwiązań z UD308, ale robi to w sposób kompleksowy i rynkowo uzasadniony, co rodzi pytanie o sens równoległego procedowania obu projektów. Brak jasności co do intencji ustawodawcy oraz rażąca niespójność terminów vacatio legis – 14 dni w UD308, a pół roku w UD363 sprawiają wrażenie wielkiej legislacyjnej improwizacji.
Na czym traci Skarb Państwa?
Podczas gdy urzędnicy w projekcie UD308 koncentrują się na wąskim wycinku rynku e-papierosów, obok trwa proceder unikania opodatkowania na masową skalę. Dotyczy on tzw. „składaków” i systemów otwartych, które stanowią przytłaczającą większość sprzedaży, szacowaną nawet na ponad 98 proc. rynku. Mechanizm unikania akcyzy jest prosty: zamiast gotowego e-papierosa podlegającego opłacie 40 zł, dystrybutorzy sprzedają osobno baterię, grzałkę i zbiornik na płyn. Dzięki temu formalnie nie sprzedają „urządzenia do waporyzacji”, co sprawia, że akcyza nie jest pobierana. Proceder ten znalazł nawet potwierdzenie w interpretacjach Krajowej Informacji Skarbowej, uznających te elementy za części zamienne niepodlegające opodatkowaniu.
Innym sposobem na ominięcie daniny są urządzenia wielokrotnego napełniania, gdzie opłata 40 zł – o ile w ogóle jest pobierana – dotyczy tylko pierwszego zakupu. Skutki dla budżetu są znaczące: wstępne dane wskazują, że wpływy z akcyzy na wyroby nikotynowe są o około 5 miliardów złotych niższe od założeń. Zamiast planowanych blisko 37 mld zł, do kasy państwa wpłynęło nieco ponad 32 mld zł. Mimo że we wrześniowym oświadczeniu Ministerstwo Finansów, które zapowiadało monitorowanie rynku, projektem UD308 pomija tę gigantyczną lukę, skupiając się na uszczelnianiu niewielkiego fragmentu rynku. Wskutek omijania opodatkowania przez branżę e-papierosów z budżetu ulatują setki milionów złotych. Nic dziwnego, że odpowiedzialny za akcyzę wiceminister finansów Jarosław Neneman próbuje jakoś uszczelnić ten rynek, choć nawet on już wie, że nie dowiezie obietnicy, którą złożył przed ministrem finansów Andrzejem Domańskim.
Po co ta nadprodukcja prawa?
Najbardziej zadziwiający jest pomysł legislatorów, by stworzyć przepisy, które obejmują jedną firmę na rynku (UD308). Prawa nie tworzy się pod jeden konkretny podmiot ani pod jedną technologię, bo rolą ustawodawcy jest regulowanie rynku jako całości, a nie punktowe reagowanie na pojedynczych graczy. Legislacja szyta na miarę jednego przypadku zawsze prowadzi do wypaczeń, rodzi zarzuty o nierówne traktowanie i podważa zaufanie do państwa. Dobre prawo powinno być abstrakcyjne, neutralne technologicznie i odporne na zmiany modeli biznesowych. Inaczej zamiast stabilnych reguł gry powstaje system doraźnych interwencji, który premiuje spryt zamiast uczciwości. To założenie wprost wynika z prawa rzymskiego, które od dwóch i pół tysiąca lat stanowi fundament europejskiej kultury prawnej. Dlatego tym przepisom sprzeciwia się cała branża tytoniowa, a jedynym podmiotem branżowym popierającym UD308 jest Związek Pracodawców Branży Vapingowej, którego podmiot członkowski (firma Evapify) oferuje w sprzedaży e-papierosy sprzedawane na części, a więc bez 40 zł podatku.
Mając na uwadze, że prawo powinno tworzyć normy generalne projekt UD363 jawi się jako rozwiązanie potrzebne i co do zasady słuszne. To właśnie ta nowelizacja faktycznie zamyka lukę akcyzową, z której korzystało do tej pory wiele podmiotów. Dotychczasowe praktyki polegały na sprzedaży e-papierosów w częściach: osobno baterii, grzałek i zbiorników, co pozwalało formalnie ominąć definicję urządzenia i uniknąć podatku. UD363 tę lukę eliminuje i porządkuje rynek.
Problem w tym, że regulacja ta zawiera już w sobie rozwiązania, które wcześniej próbowano wprowadzić w UD308. Skoro więc UD363 mówiąc kolokwialnie „załatwia temat”, to po co było tworzyć osobny projekt, który adresuje marginalny wycinek rynku? Zamiast klarownego procesu legislacyjnego mamy mnożenie regulacji i rozbijanie jednego problemu na dwa akty prawne.
Jedna firma ma 14 dni na zmianę, inne pół roku
Najbardziej niezrozumiały i najtrudniejszy do obrony jest jednak rozdźwięk w okresach przejściowych. Firmy, które od początku płaciły akcyzę, w projekcie UD308 dostają zaledwie 14 dni na dostosowanie się do nowych przepisów. Tymczasem podmioty, które korzystały z luki i podatku nie płaciły, w projekcie UD363 otrzymują aż sześć miesięcy vacatio legis.
Czy to równe traktowanie podatników? Państwo w praktyce karze tych, którzy działali zgodnie z prawem, a premiuje czasem i elastycznością tych, którzy system omijali.
Rażąca asymetria vacatio legis w UD308 i UD363 wygląda na bardzo czytelny ukłon w stronę producentów i importerów „składanych” e-papierosów. Krótkie vacatio legis w UD308 szybko zamyka furtkę dla niektórych urządzeń, ale długie vacatio legis w UD363 daje całe miesiące na przestawienie się na sprzedaż komponentów, które pod inną nazwą produktową łatwo spod akcyzy wypadną. To właśnie w tym długim okresie przejściowym najbardziej elastyczni gracze mogą spokojnie przeprojektować ofertę, zmienić nazwy produktów i rozbić je na części tak, aby po wejściu nowych przepisów dalej funkcjonować na starych zasadach. Zamiast uszczelnienia systemu, mamy więc zachętę do kreatywnego obchodzenia prawa i to w pełni legalnie, ze strony samego regulatora.