Ważne wieści dla kredytobiorców. Zapadła decyzja ws. stóp procentowych
Listopadowe posiedzenie decydentów z polskiego banku centralnego przyniosło rozstrzygnięcie, na które z niepokojem czekały setki tysięcy posiadaczy kredytów hipotecznych. Choć presja na domowe budżety wciąż nie maleje, to najświeższy komunikat z ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie przynosi przynajmniej chwilowe uspokojenie nastrojów.
Rada Polityki Pieniężnej po raz siódmy z rzędu postanowiła nie zmieniać parametrów polityki monetarnej. To oznacza, że główny wskaźnik, czyli stopa referencyjna (podstawowa stawka wyznaczająca rentowność bonów pieniężnych emitowanych przez NBP i wpływająca bezpośrednio na raty pożyczek), nadal wynosi dokładnie 3,75 procent w skali roku.
Jest decyzja ws. stóp procentowych
Stopa lombardowa pozostała na pułapie 4,25 procent, a stopa depozytowa, określająca oprocentowanie jednodniowych depozytów składanych przez banki komercyjne, wynosi niezmiennie 3,25 procent.
Pozostałe parametry również nie drgnęły - stopa redyskontowa weksli to wciąż 3,80 procent, a dyskontowa kształtuje się na poziomie 3,85 procent. Dla milionów polskich rodzin oznacza to utrzymanie dotychczasowej wysokości comiesięcznych zobowiązań bankowych, bez nagłych skoków w harmonogramach spłat.

Warto przypomnieć, że jedyne tegoroczne poluzowanie miało miejsce podczas posiedzenia w marcu, kiedy to gremium zdecydowało się na obniżkę.
Od tamtego momentu obserwujemy swoiste zawieszenie broni, a decydenci wolą cierpliwie obserwować napływające ze szpitala polskiej gospodarki wskaźniki, zamiast wykonywać gwałtowne ruchy przy sterach.
Ulga na sklepowych półkach ułatwiła zadanie bankierom
Dzisiejszy werdykt nie wywołał szoku wśród rynkowych obserwatorów, ponieważ idealnie wpisał się w dominujące oczekiwania ekonomistów. Kluczowym argumentem, który związał ręce zwolennikom podwyżek, okazały się opublikowane zaledwie kilka dni temu szacunki dotyczące dynamiki wzrostu cen.
Główny Urząd Statystyczny podał, że inflacja konsumencka w ubiegłym miesiącu wyhamowała do poziomu 3,5 procent w ujęciu rocznym. To zauważalny i bardzo wyraźny spadek w porównaniu z wrześniowym odczytem, kiedy tempo drożyzny wynosiło jeszcze 4,1 procent.

Taki wynik sprawił, że dynamika cen znalazła się dokładnie na górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od oficjalnego celu inflacyjnego polskiego banku centralnego.
Analitycy mBank Research zauważyli wprost, że choć przedostatnia w tym roku decyzja wisiała na ostrzu noża, to niższy odczyt zepchnął rynkową dyskusję w stronę łagodniejszego podejścia do kosztu pieniądza.
Z kolei eksperci ING Economics Poland podkreślili, że spadek cen paliw i żywności oraz wyhamowanie inflacji bazowej, czyli miary wykluczającej najbardziej zmienne elementy koszyka zakupowego, dały władzom monetarnym doskonały pretekst do zachowania status quo i przeczekania do publikacji pełnej projekcji makroekonomicznej.
Trudniejszy moment dla kredytobiorców może nadejść z nowym rokiem
Spokój kredytobiorców może mieć jednak bardzo kruche fundamenty, a perspektywa kolejnych kwartałów wcale nie rysuje się w różowych barwach. Część rynkowych analityków, w tym ekonomiści Banku Handlowego oraz zespoły prognostyczne czołowych domów maklerskich, ostrzega przed nadchodzącym zwrotem w polityce pieniężnej.
Z najnowszych wyliczeń wynika, że rynek wycenia łączną skalę podwyżek stóp procentowych o 1 punkt procentowy w 2027 roku. W praktyce oznaczałoby to marsz stopy referencyjnej z obecnych 3,75 procent w kierunku 4,75 procent. Dla przeciętnego posiadacza kredytu hipotecznego ze zmiennym oprocentowaniem taki scenariusz byłby bolesnym ciosem.
Wzrost wskaźników rynkowych natychmiast przekłada się na wysokość stawki WIBOR, która stanowi bazę do wyliczania comiesięcznych należności wobec banku. W przypadku zobowiązania opiewającego na 400 tysięcy złotych zaciągniętego na ćwierć wieku, podwyżka o pełen punkt procentowy podbija ratę nawet o kilkaset złotych każdego miesiąca, zmniejszając dochód rozporządzalny gospodarstw domowych.
Chociaż dzisiejsze popołudnie przyniosło wyczekiwane wytchnienie, wstrzymany oddech kredytobiorców może jeszcze długo nie zamienić się w swobodny oddech ulgi.