Takich popielniczek z PRL szukają kolekcjonerzy. Przeszukaj szafki, są warte setki złotych
Przedmioty, które przez dekady uznawano za zwyczajne domowe dodatki, wracają dziś w zupełnie nowej roli, budząc emocje wśród kolekcjonerów i przedstawicieli domów aukcyjnych. Niektóre egzemplarze z okresu PRL potrafią zaskoczyć nie tylko swoją historią, ale i wartością. Dla wielu osób ozdobne popielniczki są już tylko reliktem minionej epoki, trzymanym „na wszelki wypadek”, a tymczasem rynek patrzy na nie zupełnie inaczej.
- Codzienność, która przeszła do historii
- Design, który dziś przyciąga kolekcjonerów
- Popielniczki z PRL osiągają setki, a nawet tysiące złotych
Codzienność, która przeszła do historii
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu trudno było wyobrazić sobie polski dom bez charakterystycznych elementów wyposażenia, które towarzyszyły spotkaniom rodzinnym, wizytom gości czy wieczornemu odpoczynkowi. Były obecne na stołach, parapetach i komodach, traktowane jako coś absolutnie oczywistego. Nikt nie zastanawiał się nad ich przyszłą wartością ani statusem kolekcjonerskim.
W realiach tamtej epoki palenie papierosów było powszechne, a świadomość zdrowotnych konsekwencji znacznie mniejsza niż współcześnie. Nikogo nie dziwiło, że dym unosił się w mieszkaniach, restauracjach czy miejscach pracy. Elementy związane z tym nawykiem stanowiły więc naturalną część domowego krajobrazu.
Co istotne, wiele z tych przedmiotów nie powstawało przypadkowo. W czasach, gdy estetyka i forma miały ogromne znaczenie, dbano o to, by nawet najprostsze akcesoria pasowały do wystroju wnętrza. Dobierano je pod zastawy stołowe, dekoracje czy meble, a ich wygląd bywał tematem rozmów i ocen ze strony gości. Czy ktoś wtedy przypuszczał, że po latach staną się obiektem aukcyjnej rywalizacji? Coraz więcej wskazuje na to, że zainteresowanie polskim designem z drugiej połowy XX wieku dopiero się rozpędza.

Design, który dziś przyciąga kolekcjonerów
Z biegiem lat coraz większą uwagę zaczęto zwracać na wzornictwo użytkowe z okresu PRL. Przedmioty, które przetrwały dekady w niezmienionej formie, zaczęły być postrzegane nie tylko jako sentymentalne pamiątki, ale również jako przykład wysokiej klasy designu.
Wiele z nich powstawało według projektów uznanych artystów plastyków, współpracujących z hutami szkła, zakładami ceramicznymi czy manufakturami fajansu. Ich celem było połączenie funkcjonalności z estetyką, która miała odpowiadać ówczesnym trendom, a jednocześnie wyróżniać się na tle masowej produkcji.
Dziś to właśnie autorstwo projektu, jakość wykonania oraz stan zachowania decydują o zainteresowaniu kolekcjonerów. Rynek coraz uważniej przygląda się detalom: kolorystyce szkła, technikom produkcji, charakterystycznym formom czy sygnaturom twórców. W efekcie przedmioty, które jeszcze niedawno trafiały na pchle targi lub do piwnic, zaczynają pojawiać się w katalogach aukcyjnych.

Popielniczki z PRL osiągają setki, a nawet tysiące złotych
Największe emocje budzą dziś popielniczki z okresu PRL, które na aukcjach osiągają zaskakująco wysokie ceny. Z danych serwisu aukcyjnego Onebid wynika, że kolekcjonerzy płacą za nie od około 360 zł do nawet 1000 zł, choć zdarzają się również znacznie droższe transakcje.
W grudniu 2025 roku jedna z popielnic zaprojektowanych przez Reginę Włodarczyk-Puchałę dla Huty Szkła Julia została wylicytowana za 360 zł. Charakterystyczne „bąbelkowe” obramowanie oraz barwienie szkła tlenkami metali ciężkich sprawiły, że egzemplarz wyróżniał się na tle innych ofert.
Wśród popularnych modeli znajdują się także gabinetowe popielnice z tzw. czeskiego kryształu. Jeden z takich egzemplarzy sprzedano trzy lata wcześniej za 192 zł. Choć podobne przedmioty były niegdyś bardzo powszechne, dziś ich kompletność i stan techniczny mają kluczowe znaczenie.
Znacznie wyższe ceny osiągają projekty autorstwa Julii Keilowej. W 2022 roku srebrna popielnica w stylu art déco z około 1960 roku została sprzedana za 1500 zł.
Rekordowe kwoty dotyczą jednak wyrobów Zakładów Fajansu „Włocławek”. Popielnica zaprojektowana przez Elżbietę Piwek-Białoborską osiągnęła cenę 3360 zł, co pokazuje, jak duże znaczenie ma zarówno autor projektu, jak i renoma manufaktury. Na listach poszukiwanych obiektów nie brakuje również prac Jana Sylwestra Drosta. Egzemplarz z kultowej serii Radiant sprzedano za 1440 zł, a popielniczka w kształcie ryby ze szkła prasowanego znalazła nabywcę za 660 zł.
Kryształowe popielniczki w popularnych modelach można łatwo znaleźć w sieci, a ich cena zwykle sięga kilkudziesięciu złotych, choć bogato zdobione egzemplarze kosztują nawet 300 zł. Dla kolekcjonerów PRL-owskiego dizajnu prawdziwym rarytasem są takie przedmioty jak nieużywana popielniczka optyczna Jan Sylwester Drost z Ząbkowic (dostępna w cenie 500 zł) czy popielniczka projektu Josefa Hospodki z Huty Szkła Chribska („Murano” „Rumunia”), bardzo poszukiwana wśród miłośników kolorowego szkła, którą właściciel planuje sprzedać za 780 zł.

Historia popielniczek z PRL pokazuje, jak zwykłe przedmioty codziennego użytku mogą z czasem zyskać zupełnie nową wartość. Dziś liczy się nie tylko sentyment, ale również design, autorstwo i kontekst historyczny. Dla wielu osób to sygnał, że warto ponownie zajrzeć do domowych schowków – bo to, co przez lata leżało zapomniane, może okazać się cennym obiektem kolekcjonerskim.