Strajk w sklepach Dino tuż przed majówką. Polacy nie zrobią zakupów. Podano wstępny termin
Widmo paraliżu handlowego nad Polską staje się coraz bardziej realne, a wszystko za sprawą narastającego konfliktu w jednej z najszybciej rosnących sieci handlowych w kraju. Pracownicy Dino Polska zapowiadają drastyczne kroki. W tle zarzuty o o łamanie przepisów prawa i żądania podwyżek. Jeśli mediacje nie przyniosą przełomu, klienci mogą zastać zamknięte kasy w jednym z najbardziej gorących okresów zakupowych roku.
- Pracownicy mówią "dość". Coraz większe pęknięcia w Dino Polska
- Burza po zwolnieniu pracownicy Dino. Poszło o wizytę Zandberga
- Strajk w Dino Polska. Zakupy przed majówką staną pod znakiem zapytania
Pracownicy mówią "dość". Coraz większe pęknięcia w Dino Polska
Sieć Dino Polska, której twórcą jest Tomasz Biernacki, przedsiębiorca dysponujący majątkiem szacowanym na oszałamiające 28 mld złotych, stała się fenomenem polskiego rynku kapitałowego. Pod koniec 2025 roku firma zarządzała już liczbą 3033 sklepów, lokalizując swoje punkty głównie tam, gdzie wielka konkurencja nie zawsze dociera: na wsiach i w mniejszych ośrodkach miejskich. Zatrudniając około 55 tysięcy osób, spółka stała się jednym z największych pracodawców w kraju. Jednak za fasadą dynamicznego wzrostu i rekordowych wyników giełdowych kryje się coraz silniejszy opór załogi, która czuje się pominięta w podziale zysków wypracowanych przez firmę. Pytanie o koszty operacyjne, w tym wynagrodzenia, staje się kluczowe dla dalszej rentowności handlowego kolosa.
Nastroje wśród załogi Dino pogorszyły się drastycznie po serii zdarzeń z początku 2026 roku. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła w tym czasie ponad 140 kontroli, które ujawniły liczne zaniedbania. W niektórych placówkach, podczas tegorocznych mrozów, temperatura wewnątrz budynków spadała do poziomów zagrażających zdrowiu. Najbardziej drastyczny przykład odnotowano w Skierniewicach, gdzie przy kasie termometry wskazały zaledwie 3,2 stopnia Celsjusza. To właśnie walka o elementarne warunki pracy stała się zarzewiem konfliktu, który szybko przeniósł się na poziom ogólnopolski.

Burza po zwolnieniu pracownicy Dino. Poszło o wizytę Zandberga
Twarzą buntu stała się Katarzyna Kiwerska, jeszcze do niedawna kierowniczka sklepu w Sochaczewie i aktywna działaczka związkowa. Jej sprawa wzburzyła opinię publiczną po tym, jak została zwolniona dyscyplinarnie 13 marca, po pięciu latach pracy dla sieci. Oficjalnym powodem było wpuszczenie "osób postronnych" do strefy magazynowej, co w rzeczywistości odnosiło się do interwencji poselskiej Adriana Zandberga, którego Kiwerska zaprosiła, by udokumentować fatalne warunki termiczne w obiekcie.
Czytaj więcej: Zandberg z interwencją poselską w Dino. W takich warunkach każą pracować w supermarkecie
Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy alarmują, że zwolnienie miało charakter odwetu i stanowi uderzenie w prawo do zrzeszania się. Sprawa trafiła już do Sądu Pracy, a Kiwerska domaga się sprostowania świadectwa pracy i uznania jej zwolnienia za bezprawne.
Ostatnie rozmowy mediacyjne, które odbyły się we wtorek 7 kwietnia w Warszawie z udziałem przedstawicieli spółki i związków zawodowych, zakończyły się niepowodzeniem. Przewodniczący związku, Wojciech Jendrusiak, nie szczędził mocnych słów pod adresem zarządu, wytykając mu arogancję i brak merytorycznego przygotowania do rozmów.
Rozmowy stoją w miejscu, to bardziej monolog niż dialog - relacjonuje "Faktowi" przewodniczący Konfederacji Pracy.
Postulaty pracowników są konkretne: podwyżka wynagrodzeń o 900 złotych brutto, utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (funduszu przeznaczonego na pomoc socjalną dla pracowników) oraz zwiększenie obsady w sklepach, co ma zmniejszyć nadmierne obciążenie pracą. Determinacja związku jest na tyle duża, że wyznaczono już potencjalne daty strajku ostrzegawczego.
Tylko strajk może zmienić postępowanie Zarządu Dino - pisze w komunikacie Międzyzakładowa Organizacja OPZZ Konfederacja Pracy.
Strajk w Dino Polska. Zakupy przed majówką staną pod znakiem zapytania
Z informacji przekazanych w mediach społecznościowych przez związkowców wynika, że strajk ostrzegawczy miałby odbyć się 24 lub 25 kwietnia 2026 roku. Ostateczna decyzja ma zapaść po konsultacji z pracownikami. Wybór tych terminów nie jest przypadkowy – to ostatnie dni przed długim weekendem majowym, kiedy Polacy ruszają na masowe zakupy.
Strajk ostrzegawczy to szczególny rodzaj protestu pracowniczego, polegający na krótkotrwałym wstrzymaniu się od wykonywania obowiązków służbowych. Ma on zazwyczaj charakter sygnału wysyłanego do pracodawcy - pokazuje skalę niezadowolenia załogi i stanowi formę nacisku przed ewentualnym zaostrzeniem działań. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, taki protest ma ściśle określone ramy czasowe - nie może trwać dłużej niż dwie godziny. Oznacza to, że jest to działanie o ograniczonym zasięgu, które z jednej strony pozwala pracownikom wyrazić sprzeciw, a z drugiej nie prowadzi do całkowitego paraliżu funkcjonowania zakładu pracy. Jednakże jeśli dojdzie do protestu, sieć Dino może stanąć w obliczu gigantycznych strat - zarówno wizerunkowych, jak i finansowych.
Kolejna runda mediacji zaplanowana jest na 27 kwietnia, jednak związkowcy podkreślają, że prawo do strajku przysługuje im już teraz. Mobilizacja pracowników trwa, a ostateczne decyzje zapadną tuż po najbliższym weekendzie. Dla Tomasza Biernackiego i zarządu Dino to krytyczny moment - albo uda się ugasić pożar ustępstwami płacowymi, albo polski handel czeka jeden z najgorętszych protestów ostatnich lat.