Samochód elektryczny czy spalinowy? Tyle kosztuje jazda, gdy ceny paliw rosną
Niestabilna sytuacja na rynku paliw sprawia, że kierowcy nad Wisłą masowo rewidują zakupowe przyzwyczajenia. Dylemat: samochód elektryczny czy spalinowy zyskuje na znaczeniu. Dotychczasowe kalkulacje tracą rację bytu, a w motoryzacji zarysowuje się wyraźny punkt zwrotny. Tradycyjny napęd traci dziś sens?
- Takimi autami jeżdżą Polacy
- Ceny paliw w Polsce rosną
- Samochód spalinowy czy elektryczny? Polacy muszą się zastanowić
Takimi autami jeżdżą Polacy
Polska to jeden z najbardziej zmotoryzowanych rynków na Starym Kontynencie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, zarejestrowano u nas blisko dwadzieścia siedem milionów samochodów osobowych. Zdecydowana większość to sprowadzane z Zachodu pojazdy napędzane konwencjonalnie. Polscy kierowcy przez dekady kształtowali swoje preferencje w oparciu o niski koszt wejścia. Królowały tanie w zakupie auta benzynowe oraz legendarne już diesle, które uchodziły za wzór niezwykle taniej eksploatacji.

Dziś ten krajobraz ulega drastycznym przeobrażeniom. Klasyczny silnik przestał być gwarantem taniego przemieszczania się po kraju. Samochody w Polsce starzeją się w zastraszającym tempie, a ich specjalistyczne naprawy pochłaniają dużą część domowych budżetów. Koszty części zamiennych oraz robocizny wzrosły w ostatnich latach o kilkadziesiąt procent. Do tego dochodzą regularnie rosnące stawki obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych, które mocno uderzają po kieszeniach wszystkich posiadaczy wysłużonych aut.
Ucieczką od drenażu portfela stają się powoli pojazdy na prąd. Samochody elektryczne w Polsce przestają być ekologiczną ciekawostką. Ich popularność rośnie, napędzana chłodną kalkulacją biznesową. Dostępność innowacyjnych modeli w salonach dilerskich jest bezprecedensowa, a agresywna polityka producentów sprawia, że różnice w cenach transakcyjnych w stosunku do odpowiedników spalinowych wyraźnie maleją, choć elektryki wciąż pozostają przeciętnie droższe w zakupie. To efekt ekspansji silnych marek azjatyckich, zmuszającej europejskie koncerny do poważnych obniżek. Rozwój stacji ładowania usuwa też główną barierę psychologiczną u wielu kupujących.
Ceny paliw w Polsce rosną
To, ile finalnie płacimy za przejechanie kilometra, zależy bezpośrednio od globalnej geopolityki. Napięcia na Bliskim Wschodzie oraz celowe ograniczanie wydobycia przez kraje kartelu OPEC obnażyły słabość zachodnich gospodarek. Mechanizmy giełdowe reagują bezlitośnie na każde potknięcie. Każda informacja o eskalacji konfliktów natychmiastowo winduje notowania rynkowego surowca. Baryłka ropy Brent utrzymuje się na nerwowych i historycznie wysokich poziomach. Dochodzi do tego kryzys logistyczny na szlakach żeglugowych, drastycznie windujący koszty transportu morskiego.
Te zjawiska przekładają się na konkretne liczby widoczne przy dystrybutorze. Zgodnie z najnowszymi danymi, średnia cena litra popularnej benzyny bezołowiowej Pb95 jeszcze niedawno wynosiła około 6,40 zł, natomiast olej napędowy utrzymywał się na poziomie bliskim 6,60 zł. Sytuacja uległa jednak gwałtownej zmianie w wyniku nasilenia działań zbrojnych oraz zablokowania istotnych szlaków transportowych, co przełożyło się na szybki wzrost cen hurtowych w europejskich rafineriach. Teraz za litr benzyny płacimy około 7,50 zł, a za diesel - nawet 9 zł.

Reakcja szerokiego grona konsumentów jest wręcz książkowa. Adam Simon, ekspert z ramienia Grupy OLX, zwraca uwagę w rozmowie z Interią na postępujące odwracanie się nabywców od tradycyjnego oleju napędowego. Zainteresowanie używanymi dieslami na wiodących platformach ogłoszeniowych powoli ustępuje na rzecz rosnącej popularności napędów alternatywnych, wykazując wyraźną zmianę rynkowych trendów.
Aktualne wzrosty to niewątpliwie reakcja na niestabilną sytuację na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny na stacjach paliw - stwierdził.
Równocześnie analizy niezależnego think tanku Ember sugerują, że elektryfikacja transportu stanowi jedną ze skuteczniejszych metod ograniczania negatywnego wpływu szoków surowcowych. Kto dekadę temu pomyślałby, że zakup konwencjonalnego auta będzie nosił znamiona tak ogromnego ryzyka finansowego?
Zobacz też: Cena ropy wystrzeliła. Orlen znowu zmienia cennik, kierowcy łapią się za kieszenie
Samochód spalinowy czy elektryczny? Polacy muszą się zastanowić
W ostatecznym rozrachunku wszystkie rynkowe dylematy sprowadzają się do twardej matematyki. Wybierając, czy kupić samochód elektryczny czy spalinowy, trzeba koniecznie spojrzeć na całkowity koszt posiadania (TCO, z języka angielskiego Total Cost of Ownership). Opłacalność takiego zakupu w dzisiejszych realiach definiuje się bowiem poprzez wieloletnią eksploatację. Zwykłe auto kompaktowe zużywa średnio około siedem litrów benzyny na sto kilometrów. Przy obecnych cennikach stacji paliw, pokonanie tego dystansu kosztuje ponad pięćdziesiąt złotych. Przy rocznym przebiegu rzędu piętnastu tysięcy kilometrów, same rachunki za paliwo pochłaniają siedem i pół tysiąca złotych z budżetu. Dochodzą do tego kosztowne wymiany oleju, zestawów filtrów i regularne serwisowanie zużywających się elementów układu wydechowego.
Nowoczesne pojazdy zasilane z gniazdka funkcjonują w znacznie przyjaźniejszej rzeczywistości kosztowej. Przeciętny, rodzinny samochód elektryczny zużywa zaledwie około siedemnastu kilowatogodzin (kWh) energii na sto kilometrów. Profesor Erich Muehlegger, wybitny specjalista badający rynki energetyczne, cytowany przez portal Elektromobilni, stanowczo przypomina, że państwowe taryfy za prąd są stabilniejsze i ściślej regulowane niż giełdowe ceny etyliny. Ładując auto we własnym garażu w preferencyjnej taryfie nocnej, jednostkowy koszt przejechania stu kilometrów drastycznie wręcz spada. Wynosi raptem od kilkunastu do dwudziestu złotych. Dysponując dodatkowo domową instalacją fotowoltaiczną, codzienna jazda staje się niemal w pełni darmowa, całkowicie dystansując stare rozwiązania motoryzacyjne.
Maciej Gis z Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM), rozmawiając z Interią, nie pozostawia złudzeń w ocenie sytuacji. Zelektryfikowane auto oferuje swojemu właścicielowi maksymalną przewidywalność stałych miesięcznych wydatków na transport. Czas amortyzacji wyższej ceny początkowego zakupu u autoryzowanego dealera jest jednak silnie uzależniony od cen energii i paliw, rocznych przebiegów oraz dostępności systemów dopłat, przez co w wielu przypadkach wciąż pozostaje perspektywą wieloletnią.
Ceny na stacjach paliw potrafią zmienić się z dnia na dzień o kilkadziesiąt groszy za litr, co znacząco utrudnia planowanie domowego budżetu. Samochód elektryczny ładowany w domu oferuje przewidywalność kosztów i jest nieporównywalnie tańszy w eksploatacji od wariantów o napędzie konwencjonalnym - podkreślał.
Paliwo płynne, potężnie podlegające rynkowym spekulacjom, powoli staje się pieśnią przeszłości, a stuprocentowa gwarancja bezpiecznego i opłacalnego transportu leży dziś w innowacyjnym napędzie elektrycznym.