Rośnie pokolenie „zombie”. Bez związków, bez dzieci, z telefonem w ręku
Wzorce życiowe młodych Polaków zmieniają się szybciej niż polityka rodzinna i rynek pracy. Decyzje o dzieciach zapadają dziś w świecie smartfonów, algorytmów i niestabilnego zatrudnienia, a nie wyłącznie w oparciu o wysokość świadczeń. Z danych demograficznych wynika, że problemem nie jest brak deklarowanej chęci posiadania rodziny, lecz rosnąca liczba barier – kulturowych, technologicznych i instytucjonalnych. O tym, jak media społecznościowe, rynek pracy i sztuczna inteligencja wpływają na dzietność, mówi Mateusz Łakomy – ekspert ds. demografii – gość w rozmowie z Biznes Info, która stała się podstawą tego materiału.
- Dlaczego popkultura i media społecznościowe wysyłają sprzeczne sygnały o rodzicielstwie?
- Czy smartfony powinny być traktowane jak używki?
- Jak rynek pracy i AI mogą pogłębić kryzys demograficzny?
Glamour rodzicielstwa i iluzja wyboru „child free”
Współczesna popkultura tworzy dwa skrajne obrazy życia rodzinnego. Z jednej strony funkcjonuje wizerunek rodzicielstwa jako luksusu – symbolu sukcesu dostępnego dla nielicznych. Postacie globalnych celebrytów pokazują dzieci jako kolejny element prestiżu, obok drogich zegarków czy egzotycznych podróży. Z drugiej strony media społecznościowe promują styl życia „child free”, oparty na mobilności, konsumpcji i braku zobowiązań. Oba te przekazy są dalece oderwane od codzienności większości Polaków.
Problem polega na tym, że „glamour” rodzicielstwa buduje nierealistyczne oczekiwania. Dziecko jawi się jako projekt wymagający stałych inwestycji finansowych, perfekcyjnego stylu życia i nieustannej obecności rodzica. To zniechęca osoby o przeciętnych dochodach i sprzyja wypaleniu rodzicielskiemu, które w Polsce należy do najwyższych na świecie. Jednocześnie narracja „bezdzietności z wyboru” bywa nadreprezentowana w mediach społecznościowych.
Mateusz Łakomy zwraca uwagę, że pozytywne wzorce rodzicielstwa znikają z przestrzeni publicznej, także tej cyfrowej.
- Uważam, to jest błąd […] mówienie, że z jakiegoś powodu bezpieczeństwa tych dzieci nie należy pokazywać – podkreśla, wskazując, że naturalna obecność dzieci w mediach społecznościowych może budować społeczny klimat sprzyjający decyzjom o rodzicielstwie.
Smartfon jak alkohol. Cyfrowa używka i demografia
Jednym z najsilniejszych, a zarazem najmniej regulowanych czynników wpływających na przyszłą dzietność jest technologia. Smartfony i media społecznościowe towarzyszą dzieciom od najmłodszych lat, kształtując ich relacje, emocje i zdolność do budowania więzi. Badania coraz częściej pokazują związek między intensywnym korzystaniem z technologii a problemami psychicznymi, lękami społecznymi i trudnościami w tworzeniu trwałych związków w dorosłym życiu.
Problemem nie jest samo urządzenie, lecz stały dostęp do internetu i algorytmów dostarczających nieprzerwanych bodźców dopaminowych. Dzieci są narażone na treści, z którymi nie potrafią sobie poradzić – od przemocy po pornografię. W efekcie rośnie poparcie społeczne dla ograniczeń.
Ekspert postuluje zmianę podejścia państwa do technologii.
- Powinniśmy traktować smartfon i to, co w nim jest, tak jak traktujemy tytoń czy alkohol – mówi Mateusz Łakomy.
Jego zdaniem realnym rozwiązaniem mogłyby być telefony pozbawione dostępu do internetu oraz fizyczne oddzielenie sieci od prywatnej przestrzeni dziecka. 14- czy 15-latek nie może w swoim pokoju oglądać pornografii na swoim smartfonie – dodaje, wskazując, że brak regulacji dziś oznacza długofalowe koszty społeczne i demograficzne.
„Szklana podłoga” zamiast szklanego sufitu
Debata o dzietności często koncentruje się na dyskryminacji kobiet na rynku pracy, jednak w praktyce problem wygląda inaczej. O ile zjawisko „szklanego sufitu” – bariery awansu – istnieje, o tyle kluczową barierą dla matek jest coś innego.
- Problemem w Polsce nie jest szklany sufit, tylko szklana podłoga – podkreśla Mateusz Łakomy.
„Szklana podłoga” oznacza brak realnej możliwości wejścia lub powrotu na rynek pracy w niepełnym wymiarze. Polski rynek pracy jest skrajnie sztywny – tylko ok. 5 proc. pracujących jest zatrudnionych na część etatu, podczas gdy w krajach Europy Zachodniej to standard. W praktyce wiele kobiet staje przed wyborem: pełen etat albo całkowita rezygnacja z pracy.
To rozwiązanie ma poważne konsekwencje demograficzne. Badania pokazują, że elastyczna praca sprzyja decyzjom o kolejnym dziecku. Brak takiej możliwości wypycha kobiety z rynku pracy i utrwala model, w którym macierzyństwo oznacza zawodową przerwę na wiele lat. Jednocześnie mężczyźni często doświadczają tzw. premii za ojcostwo – większej stabilności i motywacji do pracy. Bez zmian instytucjonalnych ta asymetria będzie się pogłębiać.
Sztuczna inteligencja zamiast relacji?
Rozwój sztucznej inteligencji to kolejny czynnik ryzyka dla demografii. Automatyzacja uderza przede wszystkim w proste stanowiska biurowe, które tradycyjnie były pierwszym etapem kariery młodych ludzi. Brak stabilnego zatrudnienia w wieku 20–30 lat bezpośrednio przekłada się na odkładanie decyzji o założeniu rodziny.
AI wpływa jednak nie tylko na rynek pracy, lecz także na relacje międzyludzkie. Algorytmy aplikacji randkowych promują nierealistyczne standardy, eliminując większość potencjalnych partnerów. Dodatkowo coraz bardziej zaawansowane chatboty mogą stać się substytutem relacji – łatwym, bezpiecznym i pozbawionym ryzyka odrzucenia.
Mateusz Łakomy wskazuje, że technologia nie musi działać wyłącznie destrukcyjnie, jeśli zostanie odpowiednio zaprojektowana. Będzie wręcz wypychała:
- Słuchaj, ty potrzebujesz iść do ludzi, ja jestem tylko głosem, ja nie istnieję – mówi, opisując wizję AI jako narzędzia wspierającego relacje, a nie zastępującego je.
Bez takiej zmiany obecny kierunek rozwoju technologii będzie sprzyjał izolacji i dalszemu spadkowi liczby urodzeń.
Źródła: Biznes Info