Rodzice chcą uczyć dzieci o pieniądzach, ale nie bardzo wiedzą jak. Wnioski z Badania Edukacji Finansowej Dzieci
Czy edukacja finansowa dzieci jest ważna? Na tak postawione pytanie niemal każdy polski rodzic odpowiada twierdząco. Schody zaczynają się, gdy od deklaracji przechodzimy do codziennej praktyki. Najnowsze badanie FinKids dość precyzyjnie pokazuje, gdzie leży problem - i nie jest nim brak dobrych chęci.
Przekonanych nie trzeba przekonywać. Gorzej z systematycznością
Badanie Edukacji Finansowej Dzieci '26, zrealizowane pod koniec maja na próbie 800 rodziców metodą ankiety internetowej (CAWI), to pierwsza tego typu cykliczna analiza w Polsce. Organizatorem jest platforma FinKids.pl, a merytorycznie badanie koordynowała dr Magdalena Swacha-Lech z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
„Edukacja finansowa dzieci jest ważna. Mimo tej oczywistości, nie doczekaliśmy się w Polsce, aż do tej pory, żadnej cyklicznej analizy tego obszaru" - podkreśla Dorota Wiśniewska, organizatorka badania.
Wyniki na pierwszy rzut oka wyglądają budująco. Aż 83 proc. rodziców uważa edukację finansową dzieci za ważną, a 46 proc. - za bardzo ważną. Co ciekawe, odsetek przekonanych rośnie wraz z wiekiem: wśród najmłodszych rodziców (18-24 lata) edukację finansową za bardzo ważną uznaje 28 proc. badanych, wśród osób po 55. roku życia - już 57 proc.
Problem w tym, że deklaracje słabo przekładają się na działanie. Jedynie 15 proc. rodziców podejmuje działania edukacyjne kilka razy w tygodniu, a 39 proc. robi to kilka razy w miesiącu. Na drugim biegunie mamy 15 proc. respondentów, którzy nigdy nie podjęli takich działań albo... nie pamiętają, czy kiedykolwiek to robili.
W badaniu kryje się też pewien smaczek. Potrzebę edukacji finansowej dzieci najczęściej kwestionują mężczyźni (10 proc. wobec 2 proc. kobiet) oraz - co może zaskakiwać - rodzice najlepiej oceniający sytuację materialną swojego gospodarstwa domowego (17 proc.). Wygląda na to, że część zamożnych rodziców uznaje, że skoro pieniędzy w domu nie brakuje, to rozmawiać o nich nie trzeba. Trudno o bardziej mylny wniosek.
O paragonach rozmawiamy chętnie. O inwestowaniu - niemal wcale
Jak w praktyce wygląda domowa edukacja finansowa? Krótko mówiąc: kręci się wokół koszyka zakupowego. O racjonalnej konsumpcji, czyli np. porównywaniu cen i analizowaniu potrzeb, co najmniej kilka razy w miesiącu rozmawia z dzieckiem 47 proc. rodziców, o oszczędzaniu - 36 proc. Dalej robi się już znacznie ciszej: rozmowy o inwestowaniu przynajmniej kilka razy w miesiącu prowadzi 20 proc. badanych, o podatkach - 18 proc., a o ubezpieczeniach - 17 proc.
Jeszcze ciekawiej wygląda zestawienie form oszczędzania i inwestowania, o których rodzice kiedykolwiek rozmawiali z dziećmi. Prowadzi lokata lub konto oszczędnościowe (36 proc.), dalej nieruchomości (22 proc.) i złoto (19 proc.). O akcjach rozmawiało 14 proc. rodziców, o kryptowalutach 11 proc., a o ETF-ach, czyli funduszach notowanych na giełdzie - zaledwie 6 proc. Aż 35 proc. badanych nie rozmawiało z dzieckiem o żadnej formie inwestowania.

„Tylko co piąty rodzic regularnie rozmawia z dzieckiem o pomnażaniu kapitału. To bardzo mało. To my, rodzice, odpowiadamy za to, by dziecko wchodziło w dorosłość z finansowymi podstawami: bez zbędnych długów, z nawykiem odkładania nawet małych kwot i świadomością, że oszczędności z młodości mogą kiedyś uratować emeryturę. Młody człowiek i tak popełni błędy finansowe. Zadbajmy, by nie były zbyt kosztowne" - komentuje Michał Masłowski, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
Skąd ta selektywność tematów? Odpowiedź podsuwa samoocena wiedzy samych rodziców. O ile swoją znajomość e-bankowości dobrze lub bardzo dobrze ocenia 87 proc. badanych, a oszczędzania - 79 proc., o tyle w przypadku inwestowania odsetek pozytywnych ocen spada do 50 proc., a systemu emerytalnego - do 53 proc. Mówiąc wprost: rodzice omijają szerokim łukiem te obszary, w których sami czują się niepewnie. Tabu pozostają także domowe finanse - aż 47 proc. dzieci nie zna wysokości zarobków swoich rodziców, a jedynie 8 proc. rodziców celowo je dziecku ujawniło.
Kieszonkowe, czyli dobre narzędzie używane po omacku
Zgodnie z wynikami badania własnymi pieniędzmi dysponuje 77 proc. dzieci, a ich głównym źródłem jest kieszonkowe oraz pieniądze otrzymywane w prezencie. Rodzice traktują kieszonkowe przede wszystkim jako narzędzie edukacyjne: ma uczyć samodzielnego dysponowania pieniędzmi (56 proc. wskazań), odpowiedzialności (51 proc.) i planowania wydatków (51 proc.). Wypłacanie go „w zamian" za dobre oceny czy właściwe zachowanie deklaruje zdecydowana mniejszość badanych.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a konkretnie - w zasadach. Tylko 7 proc. rodziców przed ustaleniem wysokości kieszonkowego dokładnie policzyło potrzeby dziecka, a zaledwie 14 proc. precyzyjnie ustaliło, które wydatki dziecko pokrywa z własnych środków, a które finansują rodzice. Częstotliwość wypłat jest niemal identyczna we wszystkich grupach wiekowych - dominuje wypłata raz w miesiącu (52 proc.) - choć zdaniem autorów badania młodsze dzieci powinny otrzymywać pieniądze częściej, bo krótszy horyzont ułatwia naukę zarządzania budżetem.
Na uwagę zasługuje jeszcze jedna liczba: przeciętne polskie dziecko dostaje pierwsze kieszonkowe w wieku 10,7 roku, przy czym dziewczynki zaczynają wcześniej (średnio ok. 10 lat) niż chłopcy (ok. 11 lat). Widać też wyraźną zmianę technologiczną: o ile najmłodszym dzieciom kieszonkowe wypłacane jest niemal wyłącznie w gotówce (80 proc.), o tyle w grupie 15-18 lat gotówka odpowiada już tylko za 28 proc. wypłat, a największy udział mają przelewy i BLIK (38 proc.).
Że jest o co walczyć, pokazują deklarowane przez rodziców problemy dzieci: 23 proc. wskazuje na wydawanie zbyt dużych kwot na zbędne rzeczy, a 21 proc. na brak umiejętności oszczędzania. Oba problemy kumulują się w grupie 10-14 lat - czyli dokładnie wtedy, gdy dziecko dostaje do ręki pierwsze regularne pieniądze.
Mama uczy, tata „nie ma czasu"
Raport FinKids potwierdza również to, o czym od dawna mówi się w branży: edukacja finansowa dzieci w polskich domach jest domeną kobiet. To one w 57 proc. rodzin odpowiadają za finansową edukację dziecka, choć jednocześnie w niemal wszystkich badanych obszarach niżej niż mężczyźni oceniają własną wiedzę (wyjątkiem jest e-bankowość - po 87 proc. u obu płci). Kobiety częściej przyznają też, że nie wiedzą, jak edukować dziecko (18 proc. wobec 13 proc. mężczyzn). Panowie z kolei częściej zasłaniają się brakiem czasu i trudnymi relacjami z dzieckiem.
„Wyniki raportu FinKids pokazują istotną lukę między rzeczywistą rolą kobiet w edukacji finansowej dzieci a ich oceną własnych kompetencji. Matki najczęściej odpowiadają za codzienne rozmowy o pieniądzach, oszczędzaniu i decyzjach zakupowych, a jednocześnie rzadziej niż mężczyźni czują się pewnie w obszarze inwestowania" - komentuje Olga Kozierowska, twórczyni Sukcesu Pisanego Szminką.
Listę największych barier otwiera jednak samo dziecko - 26 proc. rodziców przyznaje, że pociecha po prostu nie słucha, gdy rozmowa schodzi na finanse. Dalej jest brak wystarczającej wiedzy (17 proc.), brak pomysłu na to, jak edukować (16 proc.) i brak czasu (12 proc.). Co istotne, rodzice praktycznie nie korzystają ze wsparcia z zewnątrz: 73 proc. dzieci nigdy nie uczestniczyło w pozaszkolnych kursach czy webinarach o finansach, a 35 proc. w ogóle nie czyta ani nie słucha książek o tej tematyce.
„Rodzicom nie brakuje przekonania, lecz wiedzy i narzędzi. Edukacja finansowa zaczyna się od codziennej rozmowy, możliwej tylko w relacji opartej na zaufaniu" - zauważa Marcela Friptu, country manager w All About Parenting.
Rekomendacje autorów badania układają się w spójną całość: edukację finansową warto zaczynać wcześniej, niż robi to dziś większość rodziców, prowadzić ją regularnie, a do rozmów o codziennych zakupach stopniowo dokładać trudniejsze tematy - podatki, ubezpieczenia, inwestowanie i system emerytalny. Kieszonkowe powinno mieć jasne zasady, a rodzice - dostęp do gotowych scenariuszy rozmów i narzędzi, których dostarczyć może nie tylko szkoła, ale też instytucje finansowe i organizacje pozarządowe. Dobra wiadomość z raportu FinKids jest taka, że do sensu edukacji finansowej nie trzeba już nikogo przekonywać. Zła - że samo przekonanie jeszcze nikogo niczego nie nauczyło.
Pełna treść raportu jest dostępna na stronie: https://finkids.pl/badanie-edukacji-finansowej-dzieci-2026/