Prezes NBP nie stanie przed Trybunałem Stanu. Rząd Tuska wycofuje się z pomysłu
Jeszcze niedawno zapowiedzi były jednoznaczne i mocne. Dziś ton wyraźnie się zmienił, a głośny spór traci impet. W tle są napięcia polityczne, finanse publiczne i nastroje inwestorów. Chodzi o ewentualne postawienie prezesa Narodowego Banku Polskiego przed Trybunałem Stanu w związku z zarzutami o upolitycznienie polityki pieniężnej.
- Polityczna burza wokół NBP. Zapowiedzi, które zelektryzowały scenę
- Finanse publiczne i deficyt budżetowy. Kalkulacja zysków i strat
- Oszczędności rzędu miliardów i 175 punktów bazowych. Dlaczego Trybunału Stanu nie będzie
Polityczna burza wokół NBP. Zapowiedzi, które zelektryzowały scenę
Temat odpowiedzialności prezesa banku centralnego jeszcze w trakcie kampanii wyborczej wywoływał ogromne emocje. Padały publiczne deklaracje, że działania stojącego na czele Narodowego Banku Polskiego powinny zostać szczegółowo rozliczone. W przestrzeni medialnej regularnie powracało hasło “Trybunał Stanu”, a sprawa stała się jednym z symboli ostrego sporu między obozami politycznymi.
Po zmianie władzy wielu obserwatorów spodziewało się szybkich i zdecydowanych kroków. W Sejmie powołano komisję, która miała zbadać działania prezesa NBP. Jej prace od początku budziły kontrowersje, a atmosfera wokół banku centralnego była napięta.
Jednocześnie eksperci rynku finansowego zaczęli zwracać uwagę, że konflikt na linii rząd–bank centralny może mieć szersze konsekwencje. W grę wchodzi bowiem nie tylko polityka, ale również stabilność systemu finansowego i wiarygodność kraju na rynkach międzynarodowych.

Finanse publiczne i deficyt budżetowy. Kalkulacja zysków i strat
Z czasem narracja zaczęła się jednak zmieniać. Jak informuje Bloomberg, rząd wycofał się z planów postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. Według tych informacji kluczowe okazały się obawy o reakcję inwestorów oraz sytuację finansów publicznych.
Polska mierzy się obecnie z jedną z największych luk fiskalnych w Unii Europejskiej. Rosnący deficyt budżetowy wymaga intensywnego finansowania, w tym poprzez emisję obligacji. W takiej sytuacji – jak wskazują źródła Bloomberga – część urzędników uznała, że otwarty konflikt z bankiem centralnym mógłby podważyć zaufanie inwestorów do polskiego długu.
Równolegle zmienił się ton ze strony samego prezesa NBP. W ostatnich miesiącach Rada Polityki Pieniężnej kilkukrotnie obniżała stopy procentowe wraz ze spadkiem inflacji. Prezes banku centralnego sygnalizował również gotowość do dalszego luzowania polityki pieniężnej oraz podkreślał dobrą współpracę z resortem finansów.
Jak podaje Bloomberg, w ocenie rządzących „potencjalne zyski polityczne są niewielkie, a koszty – realne”. To zdanie dobrze oddaje zmianę priorytetów: z politycznej konfrontacji na ostrożną kalkulację ryzyk i korzyści.
Oszczędności rzędu miliardów i 175 punktów bazowych. Dlaczego Trybunału Stanu nie będzie
Kluczowe znaczenie w całej sprawie mają jednak konkretne liczby. W lutym prezes NBP Adam Glapiński wskazywał, że 175 punktów bazowych obniżek stóp procentowych w 2025 r. może przynieść budżetowi około 25 mld zł oszczędności na odsetkach w ciągu dwóch lat. W realiach wysokiego zadłużenia i kosztownej obsługi długu to argument, którego trudno nie brać pod uwagę.
Wcześniej, we wrześniu, Glapiński mówił, że chciałby niższych stóp, aby ograniczyć koszty obsługi długu, a miesiąc później określił relacje z resortem finansów jako „wzorowe”. Te sygnały zbiegły się w czasie z wyraźnym wygaszaniem ostrej retoryki wokół Trybunału Stanu.
Formalnie parlamentarne śledztwo nie zostało zakończone. Komisja powołana na początku 2024 r. odbyła kilka posiedzeń, jednak część świadków – w tym sam Adam Glapiński – odmówiła składania zeznań, uznając działania komisji za nielegalne. Prezes NBP złożył także skargę do Europejskiego Banku Centralnego.
Przewodniczący komisji, poseł Zdzisław Gawlik, deklaruje, że prace trwają i możliwe jest wezwanie kolejnych świadków. Jednocześnie – jak wynika z informacji Bloomberga – rząd zrezygnował z najbardziej konfrontacyjnego scenariusza, czyli skierowania wniosku o postawienie prezesa NBP przed specjalnym sądem dla najwyższych urzędników.

W tle pozostają także kwestie personalne. Kadencje części członków zarządu NBP kończą się w tym roku, a nowe nominacje wymagają współdziałania prezesa banku centralnego, premiera i prezydenta. To dodatkowo komplikuje ewentualną eskalację konfliktu i sprzyja poszukiwaniu kompromisów.
W praktyce oznacza to, że sprawa, która jeszcze niedawno wydawała się jednym z najgłośniejszych politycznych rozliczeń, utknęła w martwym punkcie. Glapiński przed Trybunałem Stanu – hasło, które elektryzowało opinię publiczną – dziś traci na aktualności w obliczu twardych realiów finansowych.
Decyzja o wycofaniu się z planów postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu pokazuje, jak silnie polityka splata się z ekonomią. W obliczu rosnącego deficytu budżetowego, konieczności finansowania długu i wrażliwości rynków, rząd postawił na stabilność. Pytanie, czy to trwała zmiana kursu, czy jedynie taktyczna pauza w jednym z najostrzejszych sporów ostatnich lat.