Przełom na giełdzie. "Żelazna dama" pchnęły kurs jena, inwestorzy patrzą z niedowierzaniem
Japoński parkiet doświadczył wstrząsu, jakiego inwestorzy nie widzieli od dekad, jednocześnie pokrzyżowując plany związane z tańszymi zakupami dla polskich konsumentów. Historyczne zwycięstwo Partii Liberalno-Demokratycznej pod wodzą premierki Sanae Takaichi wywołało euforię, windując indeks Nikkei 225 na poziomy, które jeszcze niedawno wydawały się jedynie sferą marzeń analityków technicznych. Jednak za tą fasadą euforii kryją się pytania o cenę tych zmian.
- Zmiany na japońskiej arenie politycznej
- Inwestorzy bacznie przyglądają się działaniom japońskiego rządu
- Jen wystrzelił w górę - euforia na giełdzie
Zmiany na japońskiej arenie politycznej
Takiej sesji na warszawskim czy nowojorskim parkiecie można by tylko pozazdrościć. Wstępne wyniki wyborów parlamentarnych w Kraju Kwitnącej Wiśni, dające ugrupowaniu Sanae Takaichi ponad dwie trzecie miejsc w izbie niższej, stały się katalizatorem potężnych wzrostów. Japoński indeks Nikkei 225 (główny wskaźnik giełdowy skupiający 225 największych spółek) w pewnym momencie wystrzelił o ponad 5 proc., osiągając rekordowy pułap 57 757 punktów.
Japonia zmaga się z jednym z najwyższych poziomów długu publicznego w stosunku do PKB wśród krajów rozwiniętych. Inwestorzy, którzy dotychczas z rezerwą podchodzili do azjatyckich aktywów, rzucili się do zakupów, doceniając przede wszystkim rzadko spotykaną w dzisiejszych czasach stabilność polityczną. Zdobycie co najmniej 310 miejsc w 465-osobowej izbie oznacza, że obóz "Żelaznej damy”, jak bywa nazywana Takaichi na wzór Margaret Thatcher, zyskał pełną kontrolę nad procesem ustawodawczym.
Shoki Omori, analityk Mizuho Securities, w rozmowie z BBC podkreślał, że tak potężny mandat pozwala na odrzucenie każdego weta zdominowanej przez opozycję izby wyższej. Dla rynków finansowych to jasny sygnał: koniec ery politycznego paraliżu i szorowania jena po dnie, a wreszcie czas na radykalne, zapowiadane od miesięcy reformy, które mogą zmienić oblicze trzeciej gospodarki świata.

Fala optymizmu nie zatrzymała się jednak na tokijskiej giełdzie. Szeroki indeks TOPIX zyskał w szczytowym momencie ponad 3 proc., dobijając do historycznego poziomu 3 820,76 punktów. Co istotne, japońska hossa rozlała się na cały kontynent, ciągnąc w górę wskaźniki w Korei Południowej oraz indeks Hang Seng w Hongkongu.
Inwestorzy bacznie przyglądają się działaniom japońskiego rządu
Dlaczego rynki aż tak mocno uwierzyły w wizję nowej premierki? Kluczem jest jej program gospodarczy, zwany już przez niektórych Takaichinomiką. Polityczka słynie z podejścia wybitnie sprzyjającego przedsiębiorczości, które zakłada agresywną obniżkę podatków oraz potężne zastrzyki gotówki na infrastrukturę i stymulację wzrostu. W planach jest także znaczące zwiększenie wydatków na obronność oraz nowoczesną infrastrukturę jądrową, co ma zapewnić Japonii bezpieczeństwo energetyczne.
Administracja Takaichi nabierze większego rozpędu, by przeprowadzić znaczącą zmianę w kierunku proaktywnej polityki fiskalnej – wskazuje Crédit Agricole CIB w swojej ostatniej nocie.
Jak zauważa Ulrike Schaede, analityczka i wykładowczyni biznesu, region zyskuje dzięki przekonaniu, że silna Japonia to silna Azja. Efekt domina jest widoczny w wycenach spółek technologicznych i przemysłowych, które liczą na ożywienie konsumpcji i proaktywną politykę fiskalną. To zjawisko pokazuje, jak bardzo globalny kapitał łaknie przewidywalności, nawet jeśli wiąże się ona z ryzykiem głębokich zmian strukturalnych w dotychczas skostniałym systemie.
Także Sree Kochugovindan z Aberdeen Investments zauważa, że strategiczne inwestycje i reforma podatkowa bezpośrednio wzmacniają fundamenty japońskich akcji. Papiery spółek kojarzonych z nowym rządem, tzw. papiery Takaichi, już od kilku dni biły swoje maksima, antycypując niedzielny wynik wyborczy.

Inwestorzy z jednej strony kupują wizję wzrostu, a z drugiej z niepokojem patrzą na to, jak rząd zamierza sfinansować te ambitne cele. Shoki Omori z Mizuho Securities słusznie zauważa, że teraz uwaga przesunie się z wyników wyborów na realne tempo wdrażania reform. Rynek będzie śledził każdy ruch Tokio, analizując, czy nowa polityka będzie trwała, czy okaże się jedynie krótkotrwałym impulsem sfinansowanym kolejną emisją obligacji. To właśnie rentowność długu i stan finansów publicznych mogą stać się wkrótce hamulcem dla giełdowych byków, jeśli rząd nie przedstawi wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej.
Jen wystrzelił w górę - euforia na giełdzie
Najbardziej zaskakujące scenariusze pisze jednak rynek walutowy. Słaby jen, którego kurs oscylował dotąd wokół niespełna 2,3 zł za 100 jenów, sprawia, że Japonia jawi się jako prawdziwy raj dla łowców okazji. Na atrakcyjnych cenach można skorzystać m.in. przy zakupie zabawek i figurek kolekcjonerskich, kosmetyków, bogatej oferty żywności i napojów, a także cenionej na całym świecie elektroniki - od sprzętu fotograficznego po konsole, gry i technologiczne gadżety.
Jen, który w ostatnich tygodniach tracił na wartości w obawie o finansowanie agendy Takaichi, tuż po ogłoszeniu wyników niespodziewanie zyskał na sile. Wobec euro umocnił się o 0,21 proc., a wobec dolara o 0,41 proc. To o tyle ciekawe, że sama Sanae Takaichi w kampanii wielokrotnie podkreślała korzyści płynące ze słabej waluty, nazywając ją "ogromną szansą” dla japońskich eksporterów, takich jak Toyota czy Sony. Słaby jen sprawia bowiem, że produkty z Kraju Kwitnącej Wiśni są bardziej konkurencyjne cenowo na rynkach zagranicznych.
Obecne umocnienie jena można więc interpretować jako powrót zaufania do japońskich aktywów i odzyskanie równowagi przez rynek długu. Wątpliwości dotyczące wyprzedaży obligacji rządowych, które wcześniej biły w jena, zdają się chwilowo wygasać.