Partner serwisu None
Partner serwisu None
biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Praca > Ponad 100 lat tradycji i nagły koniec? Los 700 pracowników w Pabianicach wisi na włosku
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 10.03.2026 21:24

Ponad 100 lat tradycji i nagły koniec? Los 700 pracowników w Pabianicach wisi na włosku

Ponad 100 lat tradycji i nagły koniec? Los 700 pracowników w Pabianicach wisi na włosku
Fot. Arkadiusz Ziolek/East News - zdjęcie poglądowe

Jedna z pabianickich fabryk przechodzi przez najtrudniejszy moment w swojej ponadstuletniej historii. Losy ponad 700 pracowników oraz zakładu o bogatych tradycjach zależą od decyzji, które zapadną w najbliższych tygodniach, a cieniem na firmie kładą się problemy jej właściciela.

  • Zakład działający od 1921 roku stanął przed ogromnymi trudnościami
  • Zdaniem pracowników, amerykańska grupa pogłębiła problemy w fabryce
  • Los 700 pracowników pod znakiem zapytania

Zakład działający od 1921 roku stanął przed ogromnymi trudnościami

Historia zakładu Lumileds, znanej lokalnie jako „Żarówka” w Pabianicach sięga 1921 roku, co czyni go jednym z filarów polskiego przemysłu oświetleniowego. Przez dekady fabryka przechodziła liczne transformacje, funkcjonując pod tak ikonicznymi markami jak Osram, Polam czy Philips. Od 2015 roku zakład operuje pod szyldem Lumileds, jednak to ostatnie lata przyniosły zawirowania, których skala wydaje się bezprecedensowa.

Kryzys nie pojawił się nagle – pracownicy i obserwatorzy rynku już od wielu tygodni donosili o niepokojących sygnałach płynących z wnętrza organizacji. Obecnie sytuacja stała się krytyczna, a załoga z niepokojem oczekuje na oficjalne komunikaty zarządu, których na razie brakuje. Mimo że produkcja teoretycznie trwa, zatrudnieni przyznają otwarcie, że nie wiedzą, jak długo jeszcze będą mieli gdzie przychodzić.

Ponad 100 lat tradycji i nagły koniec? Los 700 pracowników w Pabianicach wisi na włosku
Fot. Arkadiusz Ziolek/East News

Problemy z płynnością stały się widoczne w ubiegłym roku, gdy fabryka zaczęła mieć trudności z zakupem niezbędnych materiałów do produkcji. Co istotne, nie wynikało to z braku popytu – zamówienia od klientów wciąż spływały, jednak paraliż decyzyjny i finansowy na wyższych szczeblach korporacyjnych uniemożliwił ich efektywną realizację. W styczniu bieżącego roku do załogi dotarły nieoficjalne informacje o możliwym złożeniu wniosku o upadłość.

Dla miasta liczącego około 55 tysięcy mieszkańców, ewentualne bankructwo tak dużego pracodawcy byłoby wstrząsem o charakterze regionalnym. Lokalne władze oraz Powiatowy Urząd Pracy w Pabianicach już teraz przygotowują się na czarny scenariusz, choć wciąż tli się nadzieja na znalezienie inwestora, który uratowałby markę przed całkowitym zniknięciem z mapy gospodarczej Polski.

Zdaniem pracowników, amerykańska grupa pogłębiła problemy w fabryce

Drastyczne pogorszenie sytuacji w Pabianicach nastąpiło po tym, jak w 2024 roku kontrolę nad zakładem przejęła amerykańska grupa First Brands Group. Inwestor, który miał przynieść nową energię i stabilizację, stał się w oczach pracowników głównym winowajcą obecnego stanu rzeczy. Problemy Lumileds są bowiem jedynie wierzchołkiem góry lodowej problemów, z jakimi boryka się cały holding.

Zadłużenie First Brands Group szacowane jest na astronomiczną kwotę 10 miliardów dolarów. Aby ratować sytuację, grupa złożyła wniosek o ochronę przed wierzycielami, co w amerykańskim systemie prawnym (tzw. Chapter 11) ma pozwolić na restrukturyzację długu. Jednak dla polskiego zakładu oznacza to przede wszystkim niepewność i odcięcie od niezbędnego kapitału obrotowego.

Ponad 100 lat tradycji i nagły koniec? Los 700 pracowników w Pabianicach wisi na włosku
Fot. pressfoto/Freepik

Sytuację dodatkowo zaogniają szokujące doniesienia zza oceanu dotyczące liderów First Brands Group. Pod koniec stycznia 2024 roku Biuro Prokuratora Stanów Zjednoczonych dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku postawiło poważne zarzuty byłemu prezesowi Patrickowi Jamesowi oraz byłemu dyrektorowi Edwardowi Jamesowi. Według śledczych bracia dopuścili się zakrojonych na szeroką skalę fałszerstw finansowych.

Zarzuca się im wprowadzanie w błąd banków oraz pożyczkodawców poprzez przedstawianie nierzetelnych sprawozdań finansowych oraz stosowanie tzw. podwójnych i potrójnych zastawów na tym samym majątku. Takie oskarżenia o oszustwa na poziomie korporacyjnym praktycznie paraliżują możliwość pozyskania nowego finansowania dla spółek zależnych, w tym właśnie dla pabianickiej fabryki żarówek.

Zobacz też: Meblowy gigant stawia na Polskę, wielkie centrum dystrybucji już otwarte. To 200 nowych miejsc pracy

Los 700 pracowników pod znakiem zapytania

Jeśli czarny scenariusz się ziści i Lumileds ogłosi upadłość, konsekwencje dla lokalnego rynku pracy będą dotkliwe. Dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy w Pabianicach, Sylwia Gawrońska-Zdzieniecka, wskazuje, że obecnie w urzędzie zarejestrowanych jest około 3,3 tysiąca osób bezrobotnych. Nagły napływ ponad 700 wykwalifikowanych pracowników z jednego zakładu zwiększyłby tę liczbę o ponad 20 proc. w bardzo krótkim czasie.

W naszym urzędzie jest obecnie zarejestrowanych ok. 3,3 tys. osób, gdyby wszyscy z Lumiledsu się do nas zgłosili, sytuacja na lokalnym rynku pracy zmieniłaby się znacząco - podkreśla dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy Sylwia Gawrońska-Zdzieniecka.

Dla regionalnej gospodarki oznaczałoby to nie tylko konieczność wypłaty zasiłków, ale przede wszystkim utratę ogromnego potencjału przemysłowego i tradycji, która budowała tożsamość Pabianic przez ponad wiek. Pracownicy z wieloletnim stażem, często przekraczającym dwie dekady, obawiają się, że ich specjalistyczne umiejętności mogą być trudne do zagospodarowania na lokalnym rynku w innej branży.

Ponad 100 lat tradycji i nagły koniec? Los 700 pracowników w Pabianicach wisi na włosku
Fot. MARIUSZ GRZELAK/East News

Obecnie fabryka znajduje się w zawieszeniu, a najbliższe dwa tygodnie mają być decydujące dla jej dalszego bytu. Istnieją dwa główne wyjścia z tej sytuacji: albo firma złoży wniosek o upadłość, co rozpocznie proces likwidacji majątku, albo w ostatniej chwili pojawi się nowy inwestor gotowy przejąć zakład i oddzielić go od toksycznego długu amerykańskiego właściciela.

Na razie przychodzimy do pracy, nie wiemy, jak długo - stwierdził w rozmowie z "Wyborczą" pracownik z 21-letnim stażem.

Ważą się nasze losy. Dwa najbliższe tygodnie mają być decydujące. Albo firma upadnie, albo znajdzie się inwestor i uda się ją uratować - mówiła kolejna osoba zatrudniona w "Żarówce".

Załoga, mimo ogromnego stresu, wciąż wykazuje gotowość do pracy, licząc na to, że ich doświadczenie i portfel zamówień okażą się wystarczającym argumentem dla potencjalnego wybawcy. Historia pabianickiej „Żarówki” pokazuje, że zakład potrafił przetrwać wiele dziejowych burz – tym razem jednak przeciwnikiem nie jest zmiana technologii, lecz finansowe nadużycia na szczytach globalnej korporacji.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: