biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Biznes > Piekła babeczki, żeby się odstresować. Dziś prowadzi duży biznes i szkoli kobiety. Historia Uli Stępniak
Magdalena  Fordymacka
Magdalena Fordymacka 21.03.2026 11:48

Piekła babeczki, żeby się odstresować. Dziś prowadzi duży biznes i szkoli kobiety. Historia Uli Stępniak

Piekła babeczki, żeby się odstresować. Dziś prowadzi duży biznes i szkoli kobiety. Historia Uli Stępniak
Inspirująca historia Uli Stępniak fot. ulastepniak.pl/Canva Pro

Jeszcze kilkanaście lat temu pracowała w korporacji i – jak sama przyznaje – była coraz bardziej zmęczona tempem pracy i stresem. Dziś prowadzi własny słodki biznes, współpracuje z największymi markami i uczy inne kobiety, jak zarabiać na swojej pasji. Historia Uli Stępniak zaczęła się jednak bardzo zwyczajnie – od pieczenia w domowej kuchni i muffinek przygotowywanych dla chorego syna. W rozmowie dla Biznes Info przedsiębiorczyni opowiada o początkach swojej firmy, błędach w biznesie, trudnych momentach oraz o tym, dlaczego zamieniając pasję w pracę warto znaleźć… nową pasję.

  • Ula Stępniak zrezygnowała z pracy w korporacji i zaczęła piec w domowej kuchni.
  • Dziś współpracuje z takimi markami jak Dior, Chanel czy CD Projekt.
  • Po drodze były też trudne momenty – choroba, wypadek i poważny kryzys w biznesie.
  • W rozmowie dla Biznes Info opowiada, jak zamienić pasję w dochodowy biznes i nie popełnić jej błędów.

„Nie chciałam już pracować w korporacji”. Postawiła wszystko na jedną kartę

Historia Uli Stępniak zaczęła się – jak w wielu podobnych przypadkach – od zmęczenia pracą na etacie. Przez lata pracowała w korporacji, zdobywała wymarzone stanowiska, jednak z czasem coraz częściej pojawiało się poczucie, że nie jest to droga, którą chce iść dalej.

W wywiadzie z Biznes Info przyznaje, że decyzja o odejściu zapadła właściwie spontanicznie.

„Moja główna motywacja była taka, że już nie chciałam pracować w korporacji. Pieczenie było wtedy moim hobby. Wracałam z pracy zestresowana i właśnie przy pieczeniu się relaksowałam. To kojarzyło mi się też z moją babcią, która nauczyła mnie piec w dzieciństwie” – opowiada Ula Stępniak.

Jak wspomina, decyzja o odejściu z pracy zapadła praktycznie z dnia na dzień. Nie miała jeszcze konkretnego planu na przyszłość.

„Miałam trzymiesięczny okres wypowiedzenia i zostałam zwolniona z obowiązku świadczenia pracy. Można powiedzieć, że dostałam trzy miesiące wakacji na zastanowienie się, co dalej. Wiedziałam tylko jedno – nie chcę szukać kolejnej pracy na etacie”.

Muffinki dla chorego syna zmieniły wszystko

Prawdziwy przełom przyszedł w momencie, gdy zachorował jej trzyletni syn. Chłopiec bardzo słabo jadł, a lekarz zasugerował, by spróbować przemycać warzywa i owoce w wypiekach.

To właśnie wtedy pojawił się pomysł na muffinki.

„Pediatra powiedział, że skoro nie chce jeść warzyw i owoców, to może trzeba mu je przemycać w muffinkach. Dla mnie to było naturalne – lubiłam piec, więc zaczęłam robić muffinki i pokazywać je na swoim prywatnym Facebooku”.

Reakcja znajomych była natychmiastowa. W krótkim czasie zaczęły pojawiać się pierwsze zamówienia.

„Zaczęli zgłaszać się znajomi i znajomi znajomych. W Polsce 15 lat temu taki produkt praktycznie nie istniał. Ja wcześniej mieszkałam w Stanach Zjednoczonych i tam muffinki były czymś normalnym, ale w Polsce to była nowość”.

W ten sposób powstał pierwszy pomysł na biznes.

Z domowej kuchni do współpracy z wielkimi markami

Początki były skromne. Pierwsza pracownia cukiernicza Uli Stępniak miała zaledwie 25 metrów kwadratowych. Jednak zainteresowanie szybko rosło, a wraz z nim liczba klientów.

„Po niespełna roku przestałam się mieścić w tej pracowni. Zaczęło się od klientów indywidualnych, ale bardzo szybko pojawiły się też firmy”.

Jednym z pierwszych dużych klientów był CD Projekt.

„Do dziś z nimi współpracuję i jestem wysoko na liście ich dostawców. Miałam przyjemność przygotować całą słodką oprawę na 20-lecie firmy”.

Z czasem lista klientów zaczęła się powiększać. W portfolio firmy pojawiły się znane marki.

„Współpracowaliśmy m.in. z Dior, Chanel, Pandorą, Polsatem czy TVN”.

Jak przyznaje przedsiębiorczyni, część firm zgłaszała się sama, a część musiała pozyskać.

„Do siedzimy marki Dior na przykład pojechałam sama z babeczkami. Przedstawiłam się, pokazałam co robię i to zadziałało”.

„Popełniłam mnóstwo błędów” 

Choć dziś jej biznes funkcjonuje stabilnie, początki nie były wolne od błędów. Jednym z nich była próba zdobycia klientów przez serwis Groupon.

„Myślałam, że w ten sposób pozyskam rzeszę klientów, ale przyciągnęłam głównie osoby, dla których liczyła się tylko cena”.

Jeszcze bardziej bolesna okazała się współpraca barterowa przy dużym wydarzeniu.

„Usłyszałam, że na imprezie będą celebryci i gwiazdy, a moje logo pojawi się na ściance. W zamian miałam zrobić tysiąc babeczek. Po wydarzeniu nic się nie wydarzyło – moje logo było wśród setek innych. Kiedy policzyłam koszty, zrozumiałam, że gdybym te pieniądze wydała na reklamę, miałabym z tego większy efekt”.

Najtrudniejszy moment w biznesie

Jednym z największych kryzysów w jej firmie był rok 2018, kiedy strona internetowa firmy została zhakowana. Przez kilka miesięcy firma praktycznie zniknęła z wyników wyszukiwania Google.

„Przez sześć czy siedem miesięcy praktycznie nie wyświetlałam się w Google. Mogłam bazować tylko na klientach, których już miałam”.

W tym czasie konieczne było podjęcie bardzo trudnych decyzji.

„Musiałam pożegnać się z częścią pracowników i zacząć odbudowywać wszystko od nowa”.

Jak podkreśla, od początku miała jedną zasadę dotyczącą prowadzenia biznesu.

„Postanowiłam, że nigdy nie wezmę kredytu, żeby ratować firmę. Wolałabym wrócić na etat niż zadłużyć się dla biznesu”.

Choroba i wypadek zmieniły jej podejście do pracy

Przez wiele lat prowadzenie firmy wiązało się z ogromnym zaangażowaniem i – jak przyznaje sama przedsiębiorczyni – pracoholizmem. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym była choroba.

„Zachorowałam na boreliozę kostno-stawową. Przez trzy miesiące byłam na antybiotykach, a bóle były tak silne, że miałam problem złapać szklankę”.

Wtedy po raz pierwszy musiała zamknąć pracownię na kilka tygodni. Rok później wydarzyło się coś jeszcze poważniejszego.

„Straciłam przytomność i upadłam tak mocno, że skończyło się to stłuczeniem mózgu, pęknięciem czaszki i krwiakiem. Chirurg była przekonana, że to skutki wypadku samochodowego”.

Jak przyznaje, były to momenty, które zmusiły ją do zmiany podejścia do pracy.

Dziś uczy inne kobiety, jak zarabiać na pasji

Obok prowadzenia pracowni cukierniczej Ula Stępniak rozwija dziś także działalność edukacyjną. Wszystko zaczęło się przypadkiem – od dyskusji na facebookowych grupach dla cukierników.

„Dziewczyny wrzucały zdjęcia tortów i pytały o wycenę, a zamiast pomocy dostawały falę krytyki. Zaczęłam tłumaczyć im, jak liczyć koszty i dlaczego nie powinny zaniżać cen”.

Wkrótce powstała własna grupa, która w kilka dni zgromadziła kilka tysięcy osób. Z czasem pojawiły się także ebooki, kursy i webinary.

„Okazało się, że wiele kobiet potrzebuje praktycznej wiedzy o tym, jak zamienić pasję w biznes”.

Obok prowadzenia pracowni cukierniczej Ula Stępniak rozwija dziś także działalność edukacyjną.

Wszystko zaczęło się przypadkiem – od dyskusji na facebookowych grupach dla cukierników.

„Dziewczyny wrzucały zdjęcia tortów i pytały o wycenę, a zamiast pomocy dostawały falę krytyki. Zaczęłam tłumaczyć im, jak liczyć koszty i dlaczego nie powinny zaniżać cen”.

Wkrótce powstała własna grupa, która w kilka dni zgromadziła kilka tysięcy osób.

Z czasem pojawiły się także ebooki, kursy i webinary.

„Okazało się, że wiele kobiet potrzebuje praktycznej wiedzy o tym, jak zamienić pasję w biznes”.

Najważniejsza rada dla kobiet

Na koniec rozmowy dla Biznes Info przedsiębiorczyni podkreśla jedną rzecz, o której często zapominają osoby zakładające własne firmy.

„Jeśli zamieniasz pasję w biznes, koniecznie znajdź sobie nową pasję. Bardzo łatwo się wtedy wypalić”.

Jak dodaje, biznes powinien być źródłem dochodu, a nie tylko sposobem na realizowanie hobby.

„Biznes robi się po to, żeby zarabiać. Jeśli od początku pracujesz za grosze albo za darmo, bardzo szybko się wypalisz”.

Dziś – po kilkunastu latach prowadzenia firmy – Ula Stępniak przyznaje, że najważniejsze jest znalezienie równowagi między pracą, zdrowiem i życiem prywatnym. 

POZNAJ BIZNES ULI STĘPNIAK BLIŻEJ: KLIK

Źródło: Biznes Info

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Pieniądze
"Prezent" z ZUS dedykowany kobietom. Dopłacają średnio 1030 zł po spełnieniu kryterium
Żabka w nowym kraju mocno się rozwija Fot. Arkadiusz Ziolek/East News
Żabka podbija kolejny kraj. Tamtejsi klienci kupują jeszcze więcej niż Polacy
Praca przy biurku
Szukają do pracy w najbogatszej gminie w Polsce. Pensja sięga nawet 10 630 zł miesięcznie
Koszty i zyski wojny na Bliskim Wschodzie fot. Canva Pro, East News/ Adam Burakowski
Kto zarobi na konflikcie z Iranem? Były minister o „biznesie wojennym” i ukrytych kosztach
Ursula von der Leyen, Donald Tusk
Donald Tusk apeluje do szefowej KE. Chce ratować polskie firmy
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: