60 tys. zł na zbiórkę Łatwoganga, ale za coś w zamian. Tak Pasibus odniósł się do afery
Zbiórka charytatywna zorganizowana przez influencera Łatwoganga stała się hitem na całym świecie. Udział znanej sieci burgerowni w głośnej akcji na rzecz dzieci walczących z chorobą nowotworową miał być gestem solidarności. Zamiast tego wywołał burzę i ważną dyskusję o etycznych granicach marketingu. Sieć wydała oficjalne oświadczenie.
Fenomen charytatywnych transmisji i niefortunna propozycja
Rozmach internetowych zbiórek zaskakuje dziś analityków rynku. W ostatnich dniach Polska żyła rekordowym wydarzeniem twórcy internetowego znanego jako Łatwogang. Impulsem do zorganizowania akcji stał się utwór rapera Bedoesa nagrany z jedenastoletnią Mają, podopieczną fundacji Cancer Fighters. Dziewczynka, mimo młodego wieku, dzielnie zmaga się z ciężką chorobą, a jej wielkim marzeniem było nagranie własnej piosenki. Popularny muzyk spełnił to życzenie, co błyskawicznie wyzwoliło lawinę dobra w sieci.
Transmisja na żywo przyciągnęła ogromną publiczność oraz osoby ze świata show-biznesu. Kwota zbiórki, sięająca na moment zakończenia transmisji ponad 250 milionów złotych, przebiła wszelkie oczekiwania, pokazując niezwykłą siłę mobilizacji internautów.
Wraz ze wzrostem popularności transmisji do akcji zaczęły dołączać duże marki komercyjne. Jednym z takich podmiotów była wrocławska sieć streetfoodowa Pasibus. Gdy gościem w kawalerce była piosenkarka Doda, oficjalny profil firmy opublikował zaskakującą propozycję. Sieć zadeklarowała wpłatę 60 000 zł, jednak postawiła twardy warunek: artystka miała w zamian wystąpić na zamkniętym, firmowym wydarzeniu marki.
Doda stanowczo odrzuciła tę ofertę, merytorycznie podkreślając, że pomoc charytatywna nie opiera się na barterze. Jej stanowisko głośno poparł Łatwogang, zaznaczając na antenie wagę bezinteresownego wsparcia leczenia. W ten sposób pozornie niewinny gest firmy zamienił się w podręcznikowy zapalnik głębokiego kryzysu wizerunkowego. Sieć zderzyła się z falą oburzenia ze strony widzów, którzy ocenili propozycję jako wyrachowaną próbę wykupienia taniej kampanii reklamowej kosztem cierpiących dzieci.
Pasibus w ogniu krytyki. Sieć próbowała zrekompensować gafę
Szybkość rozprzestrzeniania się informacji w dobie cyfrowej sprawiła, że sprawa wrocławskiej burgerowni stała się głównym tematem dyskusji na platformach społecznościowych. Znani eksperci z branży public relations nie pozostawili na działaniach marki suchej nitki. Użytkownicy zarzucali firmie cynizm, brak empatii i chęć ogrzania się w blasku niezwykle popularnej akcji charytatywnej. To klasyczny przykład zjawiska określanego jako instrumentalne wykorzystywanie spraw społecznych wyłącznie do celów zarobkowych.
Początkowe próby zażegnania problemu okazały się niewystarczające, wręcz dolewając oliwy do ognia. Firma szybko opublikowała oficjalne przeprosiny, ale pierwsze zakulisowe informacje sugerowały, że na konto fundacji wpłynie zaledwie 10 000 zł z zadeklarowanej wcześniej kwoty. To wywołało kolejną falę gniewu społeczności. W dobie niezwykle świadomych konsumentów każde działanie wyglądające na nieszczere jest bezlitośnie piętnowane. Sytuacja wymusiła na zarządzie znacznie bardziej zdecydowe i nierzadko kosztowne kroki.
Ostateczny finał tej internetowej burzy okazał się jednak pozytywny dla samej fundacji. Jak poinformował twórca inicjatywy w czwartkowym podsumowaniu, Pasibus przelał na rzecz zbiórki 100 000 zł. Jak wynikało z doniesień mediów, tak duża suma bez wątpienia stanowi ogromne wsparcie dla codziennych działań Cancer Fighters i uplasowała gastronomiczną sieć w czołówce największych darczyńców. Z biznesowego punktu widzenia koszty naprawy zrujnowanego wizerunku niemal zawsze przewyższają pierwotne budżety reklamowe. Sytuacja uświadomiła rynkowi, że sponsorowanie dobroczynności wymaga chirurgicznego wyczucia.
Pasibus wydał oficjalne oświadczenie. Tak tłumaczy się z wpadki
Kiedy największe emocje zaczęły wreszcie opadać, a licznik wpłat ostatecznie zatrzymał się na rekordowych poziomach, przyszedł czas na oficjalne zabranie głosu przez obwinianą stronę. 27 kwietnia 2026 roku w mediach społecznościowych marki pojawiło się wyczekiwane oświadczenie. Przedstawiciele sieci postanowili w nim szczegółowo wyjaśnić powody swojego milczenia w najbardziej kulminacyjnym momencie wizerunkowego kryzysu, który z dużą siłą przetaczał się przez polski internet.
Zgodnie z przekazaną narracją firma celowo wstrzymywała się z publikacją szerszych wyjaśnień, aby w żaden sposób nie odciągać uwagi widzów od absolutnego priorytetu tamtych dni, czyli zebrania funduszy dla chorych dzieci. Pasibus tłumaczy w swoim wpisie, że propozycja skierowana do piosenkarki miała w ich zamyśle charakter spontanicznego wyzwania, a nie chłodno skalkulowanej transakcji biznesowej. Marka próbowała w ten nieco nieporadny sposób udowodnić intencje opierające się na szczerej chęci zasilenia zbiórki dodatkowym zastrzykiem gotówki, nie przewidując jednak tak ostrej reakcji otoczenia.
Tego typu niespodziewane potknięcia to doskonałe studium przypadku dla całego sektora nowoczesnego biznesu. Budowanie długoterminowej strategii opartej na społecznej odpowiedzialności biznesu nie może polegać na traktowaniu fundacji jako taniego nośnika reklamowego. Wymagania wobec marek rosną, a klienci oczekują transparentności i autentyczności. Ostateczna wpłata ogromnej kwoty pomoże podopiecznym, co pozostaje najważniejszym aspektem sprawy. Niemniej jednak dla wrocławskich lokali będzie to jedna z najdroższych lekcji pokory oraz komunikacji kryzysowej. Oświadczenie z pewnością zapisze się w historii firmy jako dowód na to, jak ostrożnie należy podchodzić do promocji angażującej wielkie ludzkie emocje.