Nawet 7500 zł kary zamiast mandatu. Zaskakujący nowy obowiązek dla kierowców i właścicieli pojazdów. Podano kluczową datę
Dotychczasowe sposoby na unikanie kar za przekroczenie prędkości przechodzą do historii. Ministerstwo Infrastruktury przygotowało radykalne zmiany w przepisach, które wymuszą na właścicielach aut pełną odpowiedzialność za rejestrowane naruszenia. Czas na przedawnienie spraw bezpowrotnie mija.
Dziś fotoradar robi zdjęcie co kilkadziesiąt sekund, ale zaledwie co trzeci przypadek kończy się realnym ukaraniem sprawcy. Odpowiedzią na ten problem ma być tzw. „ustawa fotoradarowa”.
Systemowa luka idzie do kosza. Skąd decyzja o "ustawie fotoradarowej"?
System automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym, nadzorowany przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego, przez lata borykał się z problemem niskiej skuteczności. Funkcjonariusze Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym - w skrócie CANARD - rejestrowali ogromną liczbę wykroczeń, jednak znaczna część spraw kończyła się bez ukarania kierowcy. Wśród sposobów na uniknięcie odpowiedzialności było m.in. nieodebranie przesyłki, wskazanie fikcyjnego kierowcy czy podanie kilku potencjalnych sprawców posiadających zagraniczne numery rejestracyjne.
Projekt nowelizacji Prawa o ruchu drogowym ma zakończyć praktyki pozwalające kierowcom wymykać się odpowiedzialności za wykroczenia zarejestrowane przez fotoradary. Ministerstwo Infrastruktury skierowało do konsultacji propozycje zmian, które mają uszczelnić system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym oraz zwiększyć skuteczność nakładania i egzekwowania kar.

Resort postanowił przenieść ciężar odpowiedzialności bezpośrednio na właścicieli pojazdów. W nowym modelu zignorowanie korespondencji nie zapobiegnie egzekucji należności.
Taryfikator kar administracyjnych. Nawet 7500 zł za ignorowanie pisma
Od 1 stycznia 2028 roku wejdzie w życie całkowicie nowy mechanizm, który przekształci dotychczasowe mandaty z fotoradaru w bezwzględne sankcje finansowe. Rejestry Centralnej Ewidencji Pojazdów zostaną ściśle powiązane z procedurą weryfikacji dochodzeniowej. Zmiany obejmą także samochody flotowe, auta w leasingu oraz pojazdy zarejestrowane poza granicami Unii Europejskiej.
Nowe przepisy wprowadzają konkretne stawki za ignorowanie pism urzędowych. Jeśli właściciel auta po odebraniu zawiadomienia o zarejestrowanym naruszeniu nie wskaże sprawcy z jego własnoręcznym podpisem w ciągu 30 dni, automatycznie zostanie na niego nałożona opłata administracyjna. Jej wysokość powiązano ze skalą przekroczenia prędkości.
Za przekroczenie limitu do 30 km/h opłata wyniesie 1500 zł, od 31 do 40 km/h - 2400 zł, a w paśmie od 41 do 50 km/h aż 3000 zł. Przy drastycznych naruszeniach kwoty rosną do 4500 zł (za przekroczenie o 51–60 km/h) i 6000 zł (przy 61–70 km/h).
Rekordowa sankcja sięgnie aż 7500 zł, gdy kierowca przekroczy dopuszczalną prędkość o więcej niż 71 km/h. Podobne stawki ustalono za przejazd na czerwonym świetle, gdzie opłata wyniesie 3000 zł, oraz na przejeździe kolejowym, co kosztować będzie 6000 zł.
Ile można “zaoszczędzić” na szybkiej wpłacie i przyznaniu się do przekroczenia prędkości? Projekt przewiduje bonifikatę w wysokości 20 proc., jeśli należność zostanie uregulowana w ciągu miesiąca. Zmianie ulegnie również tolerancja pomiarowa urządzeń. Od zmierzonej prędkości odejmowane będzie 5 km/h na zwykłych drogach oraz 6 km/h na autostradach i drogach ekspresowych, co znacznie uszczelni system kontroli.
Zmiany obejmą również zagraniczne auta
Rządowy projekt przewiduje zupełnie nowe narzędzia do walki z zagranicznymi kierowcami, którzy dotychczas unikali jakichkolwiek konsekwencji. W tym celu powstanie Centralny Rejestr Naruszeń, do którego trafiać będą pojazdy spoza Unii Europejskiej z nieopłaconymi należnościami.
Z danych zawartych w ocenie skutków regulacji wynika, że w 2024 roku CANARD odnotował ponad 1,16 mln naruszeń, z czego w około 483 tys. przypadków nie udało się pociągnąć sprawców do odpowiedzialności. Ponad 129 tys. postępowań zakończyło się nieskutecznie w związku z wykroczeniami popełnionymi pojazdami zarejestrowanymi za granicą. Dokument wskazuje również na skalę problemu z samochodami spoza Unii Europejskiej. W 2024 roku uczestniczyły one w około 100 tys. naruszeń, a rok później liczba ta wzrosła do około 120 tys.
Projektowane przepisy przewidują, że Służba Celno-Skarbowa oraz Straż Graniczna będą mogły zatrzymać taki pojazd podczas wjazdu do Polski lub próby opuszczenia kraju. Jeżeli należna opłata administracyjna nie zostanie uregulowana na miejscu, samochód zostanie odholowany na parking strzeżony, a kosztami zostanie obciążony właściciel.
Nowe regulacje zmienią także funkcjonowanie rynku wynajmu pojazdów. Przedsiębiorstwa leasingowe i wypożyczalnie zostaną zobowiązane do zgłaszania do ewidencji dokładnych danych użytkowników pojazdów, aby zawiadomienia trafiały bezpośrednio do faktycznych dysponentów.
Czy nowe przepisy całkowicie wyeliminują problem unikania kar? Eksperci rynku motoryzacyjnego zwracają uwagę na pewną wątpliwość. Opłata administracyjna zostanie nałożona wyłącznie na osoby, które nie odeślą oświadczenia i odmowy przyjęcia mandatu. Jeśli właściciel formalnie odrzuci mandat, sprawa powróci do klasycznej ścieżki sądowej, w której urząd musi udowodnić winę. Mimo to nadchodząca reforma bez wątpienia wymusi na polskich kierowcach znacznie większą dyscyplinę drogową.