Nawet 5000 zł kary za jeden błąd na prywatnej posesji. Ruszyły masowe kontrole, urzędnicy pukają do drzwi
W różnych częściach Polski samorządy prowadzą kontrole prywatnych nieruchomości. Urzędnicy mogą sprawdzać, czy informacje przekazane wcześniej przez mieszkańców odpowiadają rzeczywistemu stanowi na posesji i czy właściciele wywiązują się z obowiązków wynikających z przepisów środowiskowych. Część działań prowadzona jest planowo i wyrywkowo, a nie dopiero po zgłoszeniu nieprawidłowości przez sąsiada. W określonych przypadkach wynik kontroli może przełożyć się bezpośrednio na pieniądze płacone przez właściciela nieruchomości, a naruszenie przepisów może zakończyć się również grzywną.
Wrzesień jest w części gmin kolejnym okresem intensyfikacji takich działań. Samorządy publikują własne harmonogramy i wskazują, jakie obowiązki mieszkańców będą weryfikowane. Jedna z prowadzonych obecnie kontroli dotyczy właścicieli domów jednorodzinnych korzystających ze specjalnej ulgi w opłatach za odpady.
Kontrole posesji w Polsce. Kto może wejść na działkę i co sprawdzają urzędnicy?
Podstawę do prowadzenia części kontroli daje ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Zgodnie z nią wójt, burmistrz lub prezydent miasta sprawuje kontrolę przestrzegania i stosowania jej przepisów. Do wykonywania czynności mogą zostać upoważnieni pracownicy właściwego urzędu, a przepisy Prawa ochrony środowiska pozwalają powierzać kontrole również funkcjonariuszom straży gminnej.
Kontrolujący mają szerokie uprawnienia. Na nieruchomości, na której nie jest prowadzona działalność gospodarcza, mogą wejść w godzinach od 6:00 do 22:00. W przypadku terenów związanych z działalnością gospodarczą przepisy dopuszczają kontrolę przez całą dobę. Mogą też wykonywać niezbędne czynności kontrolne, żądać informacji i dokumentów.

Powód wizyty może zależeć od lokalnych planów. Przykładowo Chodzież przewidziała na wrzesień 2026 roku kontrole dotyczące segregacji odpadów, zgodności danych w Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków ze stanem faktycznym, stosowanych źródeł ciepła i paliwa oraz sposobu pozbywania się nieczystości ciekłych.
Nie wszystkie kontrole oznaczają więc podejrzenie złamania prawa przez konkretnego mieszkańca. Samorządy prowadzą także działania planowe i wyrywkowe, których celem jest sprawdzanie, czy deklaracje i dokumenty składane przez właścicieli nieruchomości odpowiadają rzeczywistości.
Jedna grupa właścicieli domów jest obecnie szczególnie istotna, ponieważ od prawdziwości złożonej deklaracji zależy wysokość ich rachunku za odpady.
Masz kompostownik i korzystasz z ulgi? Urzędnicy mogą sprawdzić ogród
Chodzi o właścicieli domów jednorodzinnych, którzy zadeklarowali kompostownik przydomowy i kompostowanie w nim bioodpadów. Dzięki temu mogą korzystać z częściowego zwolnienia z opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Ustawa zobowiązuje rady gmin do wprowadzenia takiej ulgi, a jej wysokość zależy od lokalnych kosztów systemu.
Informacja o posiadaniu kompostownika może znaleźć się w deklaracji dotyczącej opłaty za odpady. Nie wystarczy jednak samo zaznaczenie odpowiedniego pola. Konstrukcja musi rzeczywiście znajdować się na posesji, a właściciel powinien faktycznie wykorzystywać ją do kompostowania bioodpadów.

Właśnie to sprawdzają obecnie niektóre samorządy. Przasnysz zapowiedział wyrywkowe kontrole od maja aż do września 2026 roku. Pracownicy urzędu weryfikują faktyczne posiadanie kompostownika oraz sposób zagospodarowania bioodpadów. Mogą również wykonywać dokumentację fotograficzną.
Wrześniową kontrolę tego elementu gospodarki odpadami przewidziała również Chodzież. Jak opisuje Forsal, jesień jest dogodnym okresem do prowadzenia takich oględzin, ponieważ w ogrodach powstaje wtedy dużo liści, fragmentów roślin i innych odpadów zielonych.
Właściciel korzystający z ulgi powinien umożliwić dokonanie oględzin. Przepisy wprost przewidują bowiem możliwość porównania informacji podanej w deklaracji z rzeczywistym stanem nieruchomości. Odmowa może mieć konkretne konsekwencje finansowe.
Zobacz też: Przepracowała 61 lat. Taką emeryturę wypłaca jej ZUS, to rekord w Polsce
Fikcyjny kompostownik może kosztować tysiące. Ulga przepada na co najmniej pół roku
Jeżeli podczas kontroli okaże się, że właściciel nie posiada zadeklarowanego kompostownika albo w rzeczywistości nie kompostuje w nim bioodpadów, wójt, burmistrz lub prezydent miasta wydaje decyzję o utracie prawa do częściowego zwolnienia z opłaty za odpady. Taki sam skutek przewidziano w przypadku uniemożliwienia przeprowadzenia oględzin.
Utrata ulgi następuje od pierwszego dnia miesiąca, w którym stwierdzono nieprawidłowość. Co więcej, nie można odzyskać preferencji natychmiast po postawieniu kompostownika lub rozpoczęciu jego faktycznego użytkowania. Ponowne skorzystanie ze zwolnienia jest możliwe najwcześniej po 6 miesiącach od dnia, w którym decyzja o utracie prawa do ulgi stała się ostateczna, i wymaga złożenia nowej deklaracji.
Na utracie ulgi konsekwencje nie muszą się skończyć. Ustawa przewiduje wprost, że osoba, która wbrew złożonej informacji nie posiada przydomowego kompostownika albo nie kompostuje w nim bioodpadów, podlega karze grzywny.
Przepis nie określa jednej automatycznej stawki. Zastosowanie mają ogólne zasady dotyczące wykroczeń, zgodnie z którymi grzywna może wynosić maksymalnie 5 tys. zł. Oznacza to, że 5000 zł jest górną granicą możliwej kary.
Warto też rozdzielić dwa przypadki. Brak zadeklarowanego kompostownika lub faktycznego kompostowania może prowadzić do odpowiedzialności za wykroczenie, natomiast samo uniemożliwienie oględzin powoduje przede wszystkim utratę prawa do ulgi. To szczególnie istotne, bo oba skutki bywają przedstawiane jako jedna i ta sama kara.