Kopalnia w Polsce planuje zwolnienia. Nawet 754 osoby mogą stracić pracę
Transformacja energetyczna przestaje być wyłącznie politycznym hasłem, stając się weryfikacją rynkową, szczególnie dla podmiotów pozbawionych państwowego parasola ochronnego. Sektor prywatny zderza się z ekonomiczną ścianą, a jeden z kluczowych zakładów na Śląsku właśnie rozpoczął procedurę. Zwolnienia grupowe mogą dotknąć setek pracowników.
Węgiel czarnym złotem Polski
Węgiel kamienny przez dekady stanowił fundament, na którym opierała się polska gospodarka, gwarantując niezależność energetyczną i stabilność zatrudnienia w regionach południowych. Jeszcze do niedawna wydawało się, że czarne złoto będzie surowcem strategicznym przez kolejne dziesięciolecia, jednak globalny zwrot ku odnawialnym źródłom energii drastycznie zmienił te perspektywy. Polska, będąca wciąż największym węglowym zagłębiem w Unii Europejskiej, znajduje się w niezwykle trudnym momencie transformacji.
Odchodzenie od paliw kopalnych to proces bolesny nie tylko dla bilansu energetycznego państwa, ale przede wszystkim dla lokalnych społeczności, dla których kopalnia często jest jednym z głównych pracodawców w okolicy. Należy pamiętać, że górnicy w Polsce to grupa zawodowa o niezwykle silnej tożsamości, zdolna do organizowania protestów wpływających na decyzje polityczne. Jednak w obliczu rosnących cen uprawnień do emisji CO2 oraz spadającej rentowności wydobycia, nawet najsilniejsze związki zawodowe stają przed dylematem nie do rozwiązania.

Sytuacja jest szczególnie napięta w kontekście unijnych dyrektyw i krajowych planów energetycznych, które zakładają stopniowe wygaszanie kopalń do 2049 roku. To odległa data dla planistów, ale dla pracowników sektora oznacza niepewność każdego dnia, co doskonale widać na przykładzie zmian zachodzących w strukturze zatrudnienia w przemyśle ciężkim. Warto zwrócić uwagę na specyficzny dualizm polskiego górnictwa. Z jednej strony funkcjonują potężne spółki z udziałem Skarbu Państwa, które, mimo generowania strat, są reanimowane kolejnymi transzami pomocy publicznej. Z drugiej strony działają nieliczne podmioty prywatne, które muszą radzić sobie na wolnym rynku. Te drugie nie mogą liczyć na finansową kroplówkę z budżetu, gdy ceny surowca na światowych giełdach spadają, a koszty operacyjne rosną. To właśnie w tym segmencie najszybciej dochodzi do weryfikacji biznesowej, a rachunek ekonomiczny jest bezlitosny dla sentymentów.
Utrzymanie kopalń jest kosztowne
Zwolnienia grupowe to termin, który w ostatnich kwartałach coraz częściej pojawia się w nagłówkach gazet ekonomicznych. Mechanizm ten jest ściśle regulowany prawnie i zazwyczaj stanowi ostateczność dla zarządów firm, które wyczerpały już inne możliwości optymalizacji kosztów. W przypadku zakładów przemysłowych, takich jak kopalnie, proces ten jest o wiele bardziej skomplikowany niż w korporacjach biurowych. Specyfika pracy pod ziemią, wymagane uprawnienia i wąska specjalizacja sprawiają, że górnikowi znacznie trudniej jest się przekwalifikować i znaleźć nową posadę w regionie będącym często monokulturą przemysłową. Pieniądze odgrywają tu kluczową rolę, ale nie chodzi tylko o wypłaty dla pracowników. Koszty utrzymania infrastruktury podziemnej, wentylacji, odwadniania czy zabezpieczania wyrobisk są gigantyczne i stałe, niezależnie od tego, czy fedrowanie przynosi zysk.

Gdy prywatny właściciel widzi, że koszt wydobycia tony węgla przewyższa cenę możliwą do uzyskania na rynku, decyzja o redukcji zatrudnienia staje się matematyczną koniecznością. W Polsce obserwujemy obecnie niepokojący trend: firmy, które jeszcze dwa lata temu notowały rekordowe zyski dzięki kryzysowi energetycznemu, dziś zmagają się z nadpodażą surowca i spadkiem popytu.
Różnica między podmiotem państwowym a prywatnym w sytuacji kryzysowej jest diametralna. W kopalniach państwowych proces zamykania jest rozłożony na lata, a pracownicy mogą liczyć na osłony socjalne, urlopy górnicze czy odprawy finansowane z budżetu. W sektorze prywatnym, gdy kończą się pieniądze lub złoże staje się nieopłacalne, reakcja jest natychmiastowa. Pracodawca zgłasza zamiar zwolnień do Powiatowego Urzędu Pracy, rozpoczynają się negocjacje ze związkami, ale finalnie o wszystkim decyduje rachunek zysków i strat właściciela.
Zobacz też: Wolna Wigilia nie dla wszystkich. Te osoby i tak pójdą do pracy, jest lista
Jedyna prywatna kopalnia w Polsce zapowiedziała zwolnienia
W PG Silesia, jedynej prywatnej kopalni w Polsce, szykują się znaczące zwolnienia grupowe. Jak informuje lokalny portal z Czechowic-Dziedzic, czecho.pl, do zakładowych organizacji związkowych trafiło pismo informujące o planowanych cięciach etatów. Pierwsze konsultacje w tej sprawie mają odbyć się 5 grudnia.
Dokument, podpisany zarówno przez prezesa spółki, jak i zarządcę sanacyjnego, wskazuje, że redukcja zatrudnienia może objąć do 754 pracowników ze wszystkich grup zawodowych. Jak podkreślono w piśmie, decyzja o zwolnieniach wynika z "dalszego, systematycznego pogarszania się sytuacji finansowej spółki”, która od listopada 2024 roku jest objęta formalnym postępowaniem sanacyjnym. W piśmie wskazano również przyczyny trudnej sytuacji PG Silesia. Spółka boryka się z rosnącymi problemami technicznymi, co utrudnia utrzymanie wydajności kopalni. Dodatkowo ograniczenie wolumenu wydobycia wpływa bezpośrednio na możliwość pozyskiwania środków ze sprzedaży węgla, które są kluczowe do finansowania bieżącej działalności.
Planowane zwolnienia mają być realizowane w okresie od 18 grudnia 2025 roku do 31 marca 2026 roku, jednak, jak zaznaczono w dokumencie cytowanym przez portal czecho.pl, terminy te mogą ulec zmianie w zależności od wyników konsultacji związkowych oraz przebiegu postępowania restrukturyzacyjnego. Pismo w sprawie zwolnień zostało skierowane do organizacji związkowych już 27 listopada, co formalnie uruchamia procedurę konsultacyjną. Zapowiadane zwolnienia dotyczą wszystkich grup zawodowych w kopalni i mogą obejmować znaczną część kadry, co stawia przed spółką poważne wyzwania organizacyjne i finansowe w najbliższych miesiącach.