Kontrowersyjny produkt wraca do Dino. Inne sklepy już dawno wycofały go na stałe, sieć tłumaczy się kosztami
Handel detaliczny w Polsce stanął w obliczu nieoczekiwanego rozłamu. Choć od lat największe dyskonty i supermarkety systematycznie eliminowały ze swoich półek jaja klatkowe, Dino Polska - dysponujące siecią ponad 3 tysięcy sklepów - wyłamało się z rynkowego konsensusu. Spółka oficjalnie przywróciła do oferty popularne „trójki”, otwierając na nowo burzliwą dyskusję o kosztach ekotransformacji.
Dino Polska rezygnuje ze swoich deklaracji
Od dłuższego czasu polski konsument mógł obserwować konsekwentne ograniczanie dostępności tak zwanych trójek, czyli jaj pochodzących od kur trzymanych w klatkach. Presja wizerunkowa oraz zmieniające się nawyki zakupowe sprawiły, że giganci tacy jak Biedronka, Lidl, Netto, Kaufland, Aldi oraz Polomarket oficjalnie zadeklarowali lub już wdrożyli całkowity zakaz sprzedaży tej kategorii towarów.
Do tego grona w połowie 2025 roku dołączyła również dynamicznie rozwijająca się sieć Dino Polska, zapowiadając definitywne pożegnanie z jajami klatkowymi najpóźniej do końca roku.

Sytuacja zmieniła się diametralnie w maju 2026 roku, gdy zarząd Dino Polska niespodziewanie wycofał się ze swoich wcześniejszych deklaracji. Przedstawiciele spółki, która na koniec marca 2026 roku dysponowała imponującą siecią 3094 placówek handlowych, oficjalnie ogłosili czasowe przywrócenie jaj klatkowych do oferty sklepów.
Dino Polska obserwuje trudną sytuację na krajowym rynku jaj kurzych, która charakteryzuje się kolejnymi ogniskami ptasiej grypy i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. W związku z powyższym, w celu zapewnienia pełnej dostępności jaj w cenach przystępnych dla konsumentów, sieć podjęła decyzję o czasowym wprowadzaniu do oferty w 2026 r. jaj pochodzących od kur z chowu klatkowego - przekazuje sieć w komunikacie prasowym.
Decyzja ta wywołała natychmiastową reakcję konkurencji, która w specjalnych oświadczeniach potwierdziła, że nie zamierza schodzić z raz obranego kursu, a jaja z chowu klatkowego znikną z ich magazynów w sposób bezpowrotny. Tymczasem krajowi hodowcy mierzą się z niezwykle skomplikowaną sytuacją podażową na rodzimym rynku rolnym.
Presja biologiczna i drastyczny wzrost kosztów utrzymania ferm
Oficjalnym powodem wykonania zwrotu przez Dino Polska stała się niezwykle skomplikowana sytuacja podażowa na rodzimym rynku rolnym, determinowana przede wszystkim przez czynniki epidemiologiczne. Krajowa produkcja zmaga się bowiem z falą ptasiej grypy, która w drastyczny sposób przetrzebiła populację ptactwa użytkowego.
Z oficjalnych danych Głównego Inspektoratu Weterynarii wynika, że tylko w pierwszych czterech miesiącach 2026 roku z powodu ognisk tej choroby trzeba było ubić aż 3,5 miliona kur niosek. Aby uzmysłowić sobie skalę tego dramatu, warto przypomnieć, że w całym 2025 roku straty wyniosły 5,45 miliona sztuk, a dwa lata wcześniej zamknęły się w liczbie 1,7 miliona ptaków.

Zagrożenie biologiczne to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, z jaką mierzą się krajowi hodowcy. Jak przypomina Krajowa Federacja Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, system klatkowy wciąż odpowiada za ponad 60 procent całkowitej produkcji jaj w Polsce.
Wycofanie tego segmentu wymaga gigantycznych nakładów na restrukturyzację budynków inwentarskich, na które rolnicy często nie mają zewnętrznego wsparcia finansowego. Przekształcenie średniej wielkości obiektu dla około 10 tysięcy kur niosek generuje obecnie koszty rzędu od 1 do nawet 2,4 miliona złotych. Przy wielkotowarowych gospodarstwach wydatki te rosną wielokrotnie, stając się dla wielu producentów barierą nie do przejścia.
Jajka na polskim rynku mogą stać się jeszcze droższe
Przedstawiciele branży drobiarskiej zrzeszeni w federacji wprost chwalą posunięcie Dino Polska, nazywając je posunięciem głęboko racjonalnym i osadzonym w realiach rynkowych. Zwracają uwagę na fakt, że eliminowanie z rynku najtańszego źródła białka zwierzęcego w dobie niepewności gospodarczej uderzy bezpośrednio w najuboższe grupy społeczne.
Jaja z chowu klatkowego stanowią w pełni legalny i rygorystycznie kontrolowany element unijnego łańcucha produkcji żywności, a ich izolowany charakter paradoksalnie ułatwia zachowanie wysokiego bezpieczeństwa biologicznego w czasie epidemii.

Konsekwencje całkowitego odwrócenia się od tradycyjnych metod chowu mogą okazać się znacznie dotkliwsze, niż wydaje się przeciętnemu konsumentowi. Jaja są bowiem kluczowym surowcem dla wielu gałęzi przemysłu przetwórczego. Skokowy wzrost ich cen, wywołany niedoborami rynkowymi i kosztowną transformacją ferm, automatycznie przełoży się na wyższe koszty produkcji w sektorze piekarniczym, makaronowym oraz cukierniczym.
Kluczowa jest dziś stabilność cen, dostępność produktu i realny wybór konsumenta. Eliminowanie najtańszej kategorii jaj z półek sklepowych może oznaczać nie tylko wzrost cen samych jaj, ale również produktów, w których są one wykorzystywane - od pieczywa i makaronów po wyroby cukiernicze i gotowe produkty spożywcze - powiedział w rozmowie z PAP prezes Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, Paweł Podstawka.
Przedstawiciele handlu i rolnictwa prognozują, że jeśli sytuacja podażowa nie ulegnie poprawie, inni najwięksi detaliści również zostaną zmuszeni do zweryfikowania swoich proekologicznych obietnic i cichego przywrócenia popularnych trójek na sklepowe półki w celu ratowania własnych marż i powstrzymania szalejącej drożyzny drobiu.