Partner serwisu None
Partner serwisu None
biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Praca > Koniec umów śmieciowych. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy
Marcelina Gancarz
Marcelina Gancarz 02.04.2026 15:37

Koniec umów śmieciowych. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy

Koniec umów śmieciowych. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy
Fot. Rex Features/East News

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, ale zrobił to z ważnym zastrzeżeniem. Ustawa została jednocześnie skierowana do następczej kontroli Trybunału Konstytucyjnego, bo głowa państwa ma poważne wątpliwości co do zakresu nowych uprawnień inspekcji wobec przedsiębiorców. Co to oznacza dla pracodawców i pracowników? 

  • Podpis prezydenta i skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego
  • Nowe uprawnienia PIP wobec pozornych umów cywilnoprawnych i B2B
  • Gdzie leży problem z nowelizacją ustawy o PIP

Podpis pod ustawą jest, ale to jeszcze nie koniec

Prace nad nowelizacją ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy od początku budziły duże emocje, bo dotyczyły jednego z najbardziej drażliwych tematów rynku pracy: granicy między legalną współpracą cywilnoprawną a faktycznym etatem ukrytym pod inną nazwą. Już sam kierunek reformy sugerował, że podpis prezydenta nie będzie prostą formalnością, bo nowe przepisy wyraźnie zwiększają wpływ państwa na ocenę relacji między firmą a osobą wykonującą pracę.

Ostatecznie podpis się pojawił, ale wraz z nim prezydenckie zastrzeżenie. Karol Nawrocki skierował ustawę do następczej oceny Trybunału Konstytucyjnego. W oficjalnym komunikacie podkreślono, że prezydent ma poważne wątpliwości zwłaszcza wobec przepisów przyznających PIP bardzo szerokie kompetencje wobec przedsiębiorców. Sam mówił też o konieczności zbadania, czy nowe rozwiązania mieszczą się w konstytucyjnych zasadach pomocniczości i proporcjonalności.

To ważny sygnał także dla rynku. Z jednej strony rząd i zwolennicy reformy dostali podpis pod ustawą, z drugiej przedsiębiorcy otrzymali jasny komunikat, że część nowych rozwiązań może jeszcze stać się przedmiotem poważnego sporu konstytucyjnego. W praktyce oznacza to, że temat nie kończy się na jednym podpisie, lecz dopiero wchodzi w fazę, w której znaczenie będą miały zarówno interpretacja przepisów, jak i późniejsza praktyka ich stosowania. Co to może oznaczać dla pracodawców i pracowników? 

Koniec umów śmieciowych. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy
Nowe przepisy uderzą w pozorne B2B? Prezydent podpisał ustawę. fot. Wojciech Olkusnik/East News

Co zmienia nowelizacja PIP? Najważniejsze są umowy cywilnoprawne, B2B i nowe narzędzia kontroli

Najważniejsza zmiana dotyczy tego, że inspektor pracy będzie mógł wydać polecenie dotyczące funkcjonowania umowy cywilnoprawnej albo niezawierania umowy o pracę, jeśli uzna, że w danej relacji dominują cechy stosunku pracy. Jeżeli takie polecenie nie zostanie wykonane, sprawa może trafić wyżej i zakończyć się decyzją o stwierdzeniu istnienia stosunku pracy albo pozwem do sądu. To właśnie ten mechanizm sprawił, że w debacie publicznej pojawiły się hasła o „końcu fikcyjnego B2B” i większej walce z tzw. umowami śmieciowymi.

Nowelizacja idzie jednak szerzej. Z analizy druku sejmowego wynika, że projekt przewiduje także: 

  • rozbudowaną wymianę danych między PIP, ZUS i KAS, 
  • możliwość prowadzenia części czynności kontrolnych zdalnie, 
  • nowe programy działania oparte na analizie ryzyka
  • instytucję interpretacji indywidualnej.
Koniec umów śmieciowych. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy
PIP będzie mogła kwestionować umowy. Prezydent skierował ustawę do TK. fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

O interpretację indywidualną przedsiębiorca będzie mógł wystąpić, by zapytać, czy opisana przez niego relacja powinna być traktowana jak umowa o pracę. W projekcie przewidziano też opłatę 40 zł za taką interpretację i termin 30 dni na jej wydanie. Poniżej chodzi już więc nie tylko o samo „przekształcanie umów”, ale o całą przebudowę sposobu kontroli rynku pracy.

Z perspektywy pracownika sens reformy jest prosty: jeśli ktoś formalnie działa na zleceniu albo B2B, ale w praktyce pracuje jak etatowiec, ma zyskać silniejsze i szybsze narzędzie ochrony. Z perspektywy firmy zmiana jest dużo bardziej wymagająca, bo oznacza większe ryzyko zakwestionowania modelu współpracy, który do tej pory często był oceniany dopiero po długim sporze sądowym.

Reforma ma mocne argumenty, ale i realne ryzyka

Na plus tej ustawy działa to, że próbuje odpowiedzieć na realny problem segmentacji rynku pracy. W ocenie projektodawcy celem reformy jest skuteczniejsze egzekwowanie prawa pracy, poprawa sytuacji osób wykonujących pracę zarobkową i ograniczenie przypadków, w których etat jest zastępowany konstrukcją mniej chroniącą pracownika. Z samego projektu widać też próbę uporządkowania systemu: najpierw polecenie, potem dopiero dalsze kroki; do tego dochodzą interpretacje indywidualne, analiza ryzyka i lepsza wymiana danych między instytucjami. To nie wygląda jak pojedynczy przepis, lecz jak próba zbudowania bardziej sprawczego modelu kontroli.

Jednocześnie, w uwagach po konsultacjach publicznych, wyraźnie widać, skąd biorą się obawy przedsiębiorców. Powtarza się tam argument o ryzyku arbitralności, niepewności prawnej i zbyt daleko idącej ingerencji państwa w swobodę działalności gospodarczej oraz swobodę umów. Krytycy zwracali uwagę, że granica między etatem a legalną umową cywilnoprawną bywa w praktyce nieostra, a jeśli organ dostaje bardzo szerokie kompetencje, to wzrasta ryzyko sporów, kosztów i długiego stanu zawieszenia dla obu stron. To właśnie ten kierunek wątpliwości podniósł dziś także prezydent, kierując ustawę do TK.

Państwo musi być silne, ale nie może być nadmierne w swojej ingerencji. Konstytucja jasno mówi o zasadzie pomocniczości i proporcjonalności. Władza publiczna nie może przekraczać granic wpływu w życie gospodarcze i to musi zostać jednoznacznie ocenione — powiedział prezydent w oświadczeniu. 

W praktyce największym testem tej reformy będzie więc nie samo hasło walki z „umowami śmieciowymi”, lecz sposób stosowania nowych przepisów. Jeżeli PIP będzie sięgać po nowe narzędzia precyzyjnie i głównie tam, gdzie naprawdę dochodzi do obchodzenia prawa pracy, ustawa może wzmocnić uczciwą konkurencję i ochronę zatrudnionych. Jeśli jednak granice stosowania przepisów okażą się zbyt niejasne, firmy mogą dostać kolejne źródło ryzyka regulacyjnego. Z tej perspektywy podpis prezydenta zamyka etap legislacyjny, ale nie kończy najważniejszego pytania: czy reforma uporządkuje rynek pracy, czy tylko dołoży mu nowy obszar konfliktu.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: