Fabryka polskiej wódki wystawiona na sprzedaż. Termin już wyznaczono, w grze najbogatszy Polak
Na sprzedaż trafiło jedno z tych przedsiębiorstw, które trudno traktować jak zwykły majątek do przejęcia. W grze są nie tylko budynki, zapasy i prawa do produkcji, ale także rozpoznawalna marka z wieloletnią historią, zakorzeniona w polskiej tradycji i pamięci kilku pokoleń klientów. Dla rynku to może być jedna z ciekawszych transakcji tego roku, bo nowy właściciel przejmie coś znacznie większego niż sam zakład.
- Publiczny przetarg na sprzedaż historycznego przedsiębiorstwa z segmentu premium
- Marka z długą tradycją, unikalnymi recepturami i zapasami budującymi realną wartość
- Wysoka wycena i szansa na odbudowę pozycji pod nowym właścicielem
To nie jest zwykła sprzedaż firmy. W tle są historia, marka i aktywa, których nie da się łatwo odtworzyć
Na rynku od czasu do czasu pojawiają się aktywa, które wywołują zainteresowanie nie tylko ze względu na bieżącą sytuację finansową, lecz także przez swoją historię i potencjał do odbudowy. Tak właśnie wygląda obecna sytuacja wokół jednego z najbardziej rozpoznawalnych zakładów w swoim segmencie. Choć przedsiębiorstwo znalazło się w trudnym położeniu i przeszło przez proces upadłościowy, dziś wraca do centrum uwagi jako obiekt, który może przyciągnąć inwestorów szukających nie tylko fabryki, ale gotowej opowieści o marce premium. To ważne, bo w takich przypadkach oficjalna wycena często nie oddaje pełnej wartości projektu.
Inwestor patrzy nie tylko na mury, linie produkcyjne czy magazyny, ale także na prawa do nazwy, receptur, wzorów, historycznego wizerunku i lojalności części rynku. Jeśli do tego dochodzą unikalne zapasy oraz możliwość kontynuacji działalności pod dobrze znanym szyldem, mówimy już nie o prostym zakupie przedsiębiorstwa, lecz o przejęciu gotowego fundamentu pod biznes o dużej sile symbolicznej i komercyjnej.
Właśnie dlatego wokół tej sprzedaży pojawia się tak duże zainteresowanie. Mimo problemów finansowych nie chodzi tu o firmę anonimową. To zakład, którego potencjalny nabywca może próbować nie tylko uratować, ale też na nowo ustawić na rynku jako markę o charakterze premium, również poza Polską. O jakiej firmie mowa?

Chodzi o Szczecińską Fabrykę Wódek „Starka”. To marka z historią sięgającą wielu pokoleń
Sprawa dotyczy Szczecińskiej Fabryki Wódek „Starka”. Sama fabryka działała od 1863 roku, a jej najbardziej rozpoznawalny produkt, nazywany “polską whisky”, przez dekady był symbolem jakości, tradycji i rzemiosła. Jeszcze starsze są jednak korzenie samej marki, bo historia trunku o tej nazwie sięga według różnych przekazów nawet XVI wieku. To właśnie ten splot przemysłowej historii i kulturowego dziedzictwa buduje dziś wyjątkową pozycję Starki.
Przez lata marka funkcjonowała nie tylko jako produkt, ale też jako pewien znak rozpoznawczy polskiego rynku premium. Jej siła nie wynikała wyłącznie z nazwy, lecz także z procesu dojrzewania, receptur i długiej tradycji związanej z leżakowaniem w beczkach. To jeden z powodów, dla których Starka do dziś budzi skojarzenia z czymś bardziej szlachetnym niż zwykły masowy wyrób.
Historia przedsiębiorstwa nie była jednak wolna od kryzysów. W 2012 roku firmę przed bankructwem uratowali inwestorzy z Kanady, ale kilka lat później sytuacja ponownie się pogorszyła. Ostatecznie sąd odrzucił propozycję układu, a spółka znalazła się w upadłości. W momencie najpoważniejszych problemów miała do spłacenia około 66 mln zł zobowiązań. Dziś właśnie ten trudny rozdział prowadzi do przetargu, który może zdecydować o jej dalszym losie.

Wycena przekracza 106 mln zł. Oferty można składać do 1 czerwca, ale to może być dopiero początek gry
Szczegóły transakcji są już znane. Przedsiębiorstwo zostało wystawione na sprzedaż w formule publicznego przetargu, a oficjalna wycena przekracza 106,3 mln zł. To kwota, która robi wrażenie, ale według osób związanych ze sprawą nie musi oddawać pełnej wartości projektu. Pojawiają się opinie, że należy ją traktować raczej jako punkt odniesienia i poziom minimalny niż ostateczną miarę potencjału całej inwestycji.
Na wartość przedsiębiorstwa składa się kilka elementów. To przede wszystkim kompleks produkcyjno-magazynowy wraz z piwnicami przeznaczonymi do starzenia wyrobów, ale również około 3 tys. beczek z zapasami, w tym egzemplarze datowane nawet na 1947 rok. Dla potencjalnego inwestora to aktywa wyjątkowe, bo nie da się ich po prostu odtworzyć w krótkim czasie. Do tego dochodzą wartości niematerialne: znaki towarowe, wzory przemysłowe oraz historyczne receptury sięgające XIX wieku.
Kluczowe znaczenie ma też to, że spółka posiada wyłączne prawa do produkcji Starki w Polsce na podstawie oryginalnych receptur i procesów technologicznych. To oznacza, że nowy właściciel nie kupuje wyłącznie historii, ale również realne narzędzia do odbudowy marki i jej komercjalizacji.
Co ciekawe, w gronie potencjalnych nabywców pojawia się nazwisko Tomasza Biernackiego, właściciela sieci Dino. Choć na rynku nie brakuje spekulacji, nadal nie wiadomo, czy zdecyduje się przejąć szczecińską legendę i włączyć ją do swojego biznesowego imperium.
Czytaj więcej: Markety Dino to już za mało. Najbogatszy Polak rozkręca nowy biznes, tak chce pomnożyć fortunę
Syndyk Maciej Kasprzyk przyznaje, że Starką interesuje się kilka podmiotów, jednak na tym etapie nie ujawnia ich nazw. Podkreśla również, że wstępne deklaracje często nie przekładają się na złożenie konkretnych, wiążących ofert. Sama procedura przetargowa jest precyzyjnie określona. Oferty należy składać wyłącznie na piśmie najpóźniej do 1 czerwca 2026 roku. Warunkiem udziału jest wpłata wadium w wysokości 5 mln zł. Rozstrzygnięcie zaplanowano na 12 czerwca 2026 roku. Jeżeli zgłosi się więcej niż jeden poważny chętny, możliwa będzie dodatkowa licytacja, co tylko zwiększa prawdopodobieństwo, że finalna cena okaże się wyższa niż obecna wycena.
Z biznesowego punktu widzenia to właśnie tu kryje się najciekawszy wątek tej historii. Nowy inwestor może oczywiście potraktować zakup wyłącznie jako przejęcie majątku, ale może też spróbować czegoś znacznie ambitniejszego: przywrócić do życia historyczną markę, odbudować jej pozycję i wykorzystać ją jako produkt premium o międzynarodowym potencjale. Dlatego ta sprzedaż jest czymś więcej niż zwykłą procedurą syndyka. To moment, w którym jedna z najbardziej rozpoznawalnych nazw w swoim segmencie może dostać drugą szansę.