Znane biuro podróży idzie na dno? Wakacje tysięcy Polaków zagrożone
Choć miniony sezon wakacyjny wielu touroperatorów zaliczyło do rekordowych, nie wszyscy rynkowi gracze otwierają szampana. W cieniu raportów o rosnącej liczbie zagranicznych wyjazdów Polaków rozgrywa się dramat jednego z najstarszych biur w kraju. Trwa walka o finansową płynność i przyszłość, co stawia pod znakiem zapytania losy tysięcy klientów.
- Zwyczaje turystyczne Polaków
- Polacy wciąż chętnie korzystają z biur podróży
- Popularne biuro podróży w Polsce mierzy się z problemami
Zwyczaje turystyczne Polaków
Analizując obecną kondycję rynku turystycznego w Polsce, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z rzeczywistością dwóch prędkości. Z jednej strony, statystyki napływające z portów lotniczych oraz komunikaty największych giełdowych touroperatorów sugerują, że turystyka w naszym kraju przeżywa prawdziwy renesans. Polacy, zmęczeni latami pandemicznych ograniczeń oraz niepewnością geopolityczną, zaczęli traktować zagraniczny wyjazd nie jako luksusowy dodatek, ale jako niezbędny element higieny psychicznej. Nawet wysoka inflacja i rosnące koszty życia nie zniechęciły rodaków do pakowania walizek. Zmieniła się jedynie struktura wydatków, turyści częściej polują na okazje cenowe, rezerwują wyjazdy z dużym wyprzedzeniem w ramach ofert "first minute” lub, wręcz przeciwnie, czekają na ostatnią chwilę, licząc na wyprzedaże.
Kierunki wybierane przez polskich podróżnych pozostają od lat niezmienne, choć widać pewne przetasowania w czołówce. Niekwestionowanym liderem pozostaje Turcja, która kusi doskonałym stosunkiem jakości do ceny oraz gwarancją pogody, deklasując pod tym względem europejską konkurencję. Tuż za nią plasuje się Grecja oraz Egipt, który przeżywa drugą młodość jako kierunek całoroczny. Warto jednak zauważyć, że pieniądze zostawiane przez Polaków za granicą płyną coraz szerszym strumieniem. Średnia cena rezerwacji rośnie nie tylko z powodu inflacji, ale także z chęci podnoszenia standardu wypoczynku. Coraz więcej klientów decyduje się na hotele pięciogwiazdkowe i opcję all inclusive, traktując to jako formę ucieczki od codziennych problemów i kalkulacji budżetowych.

W tym krajobrazie ogólnego optymizmu łatwo przeoczyć sygnały ostrzegawcze, które płyną z mniejszych ośrodków. Rynek touroperatorski w Polsce ulega postępującej konsolidacji. Wielka trójka biur podróży powiększa swoje udziały, wykorzystując efekt skali do negocjowania lepszych stawek w hotelach i liniach lotniczych. Tymczasem mniejsze podmioty, które nie dysponują tak potężnym kapitałem obrotowym, muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami operacyjnymi, presją płacową oraz koniecznością inwestowania w nowoczesne technologie sprzedaży, co dla wielu okazuje się barierą nie do przeskoczenia. To właśnie w tym segmencie ryzyko utraty płynności jest największe, co brutalnie weryfikuje rynek.
Polacy wciąż chętnie korzystają z biur podróży
Współczesna turystyka to nie tylko walka na ceny hoteli, ale przede wszystkim starcie modeli biznesowych. Tradycyjne biuro podróży, z fizycznymi placówkami i drukowanymi katalogami, musi dziś konkurować z potężnym trendem samodzielnej organizacji wyjazdów. Dostępność tanich linii lotniczych oraz platform rezerwacyjnych sprawiła, że spora część młodszego pokolenia w ogóle nie rozważa skorzystania z usług pośrednika. Dla tej grupy konsumentów "organizator turystyki” jest zbędnym ogniwem, które jedynie podnosi koszt końcowy wyjazdu. Samodzielne planowanie daje poczucie wolności, elastyczności i często pozwala zaoszczędzić znaczące kwoty, pod warunkiem, że podróżny jest gotów poświęcić czas na research i wziąć na siebie ryzyko ewentualnych komplikacji.

Mimo to biura podróży wciąż mają w ręku potężne atuty, które przyciągają miliony klientów. Pierwszym z nich jest bezpieczeństwo prawne i finansowe. Ustawa o imprezach turystycznych oraz Turystyczny Fundusz Gwarancyjny dają klientom poczucie, że w razie upadłości organizatora nie zostaną pozostawieni sami sobie na drugim końcu świata. To argument, który zyskał na znaczeniu szczególnie po doświadczeniach pandemii, kiedy odzyskiwanie pieniędzy od zagranicznych linii lotniczych czy hoteli na własną rękę bywało drogą przez mękę. Drugim atutem jest wygoda i dostęp do lotów czarterowych, które często latają do miejscowości niedostępnych w siatce połączeń rejsowych tanich przewoźników.
W tym dynamicznym środowisku kluczem do przetrwania jest specjalizacja lub skala. Wielcy gracze stawiają na to drugie, oferując wszystko i wszędzie. Mniejsze podmioty, aby przetrwać, muszą szukać nisz. Taką niszę przez lata zagospodarowywało właśnie Rego-Bis, budując swoją pozycję jako ekspert od kierunków bałkańskich, w tym w szczególności Albanii i Macedonii Północnej. To właśnie ten touroperator w dużej mierze "odczarował” Albanię w oczach polskich turystów, pokazując ją jako tańszą, ale równie atrakcyjną alternatywę dla Chorwacji czy Włoch. Niestety, nawet bycie pionierem w konkretnym segmencie nie gwarantuje immunitetu na problemy finansowe, gdy koszty prowadzenia działalności rosną szybciej niż marże, a konkurencja zaczyna agresywnie wchodzić na wypracowany przez lata teren.
Popularne biuro podróży w Polsce mierzy się z problemami
Jeszcze w 2024 roku Rego-Bis był jednym z większych graczy na polskim rynku turystycznym. Biuro obsłużyło ponad 31 tys. klientów, osiągając przychody na poziomie 90,1 mln zł oraz 3,5 mln zł zysku netto. Dobra rentowność i kapitały własne przekraczające 11 mln zł mogły sugerować stabilną sytuację finansową. Kilka miesięcy później firma znalazła się jednak w głębokim kryzysie, który doprowadził do niemal całkowitego wstrzymania działalności jako organizatora turystyki.
Punktem zwrotnym okazała się utrata obowiązkowej gwarancji ubezpieczeniowej. Od 27 grudnia Rego-Bis nie dysponuje ważnym zabezpieczeniem, bez którego prowadzenie sprzedaży imprez turystycznych jest niedozwolone. Ubezpieczyciel UNIQA nie przedłużył gwarancji w wysokości 15 mln zł, a jednocześnie wygasła druga polisa, na 1,2 mln zł, dotycząca spółki Rego-Bis sp. z o.o. Mimo braku gwarancji obie spółki przez pewien czas nadal figurowały w centralnej ewidencji jako "aktywne”, choć bez uzupełnionych danych dotyczących zabezpieczenia finansowego. Wobec Rego-Bisu wszczęto postępowania administracyjne, a marszałek województwa prowadzi działania zmierzające do wykreślenia podmiotów z rejestru.
Problemy firmy narastały jednak już wcześniej. W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o niewypłaconych wynagrodzeniach dla animatorów zatrudnianych w sezonie 2023 oraz o zaległych prowizjach dla agentów turystycznych, sięgających, według branżowych źródeł, od kilkuset do nawet 30 tys. zł. Dodatkowym obciążeniem finansowym stało się roszczenie jednej z linii lotniczych, która domaga się ponad miliona złotych tytułem kary umownej i odsetek za anulowanie czarteru. Spółki miały również zalegać z opłacaniem składek na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny i Turystyczny Fundusz Pomocowy przez kilka miesięcy.
Konsekwencją tych trudności było radykalne ograniczenie oferty. Rego-Bis wycofał się z systemu rezerwacyjnego MerlinX i zaprzestał sprzedaży wyjazdów obejmujących transport lotniczy lub autokarowy. W aktualnej ofercie pozostały wyłącznie pobyty z dojazdem własnym, które formalnie nie są uznawane za imprezy turystyczne i nie wymagają posiadania gwarancji. W praktyce oznacza to jednak utratę dotychczasowej pozycji rynkowej i poważne osłabienie marki, która jeszcze niedawno należała do ścisłej czołówki krajowych touroperatorów.