Wyciekł wewnętrzny list Biedronki. Tak potraktowano pracowników. W sieci aż wrze
Do sieci trafiła poufna wiadomość, którą dyrekcja Biedronki skierowała do swoich podwładnych. Kontrowersyjne pismo, ujawnione przez media społecznościowe, wywołało falę komentarzy i podzieliło opinię publiczną. Czy obiecane benefity rzeczywiście są w zasięgu ręki, czy to tylko sprytna gra korporacyjna?
- Kulisy wycieku listu z Biedronki
- Warunkowa premia dla pracowników
- Reakcja internautów
- Wyjaśnienia dyrekcji Biedronki
Kulisy wycieku listu z Biedronki
Na popularnym profilu społecznościowym „Beka z szefów czyli wyznania pracowników januszexu” pojawił się screen wiadomości, której autorem jest Paweł Stolecki, dyrektor operacyjny sieci. Pismo informuje o braku wypłat premii za styczeń, co uzasadniono nieosiągnięciem minimalnego progu realizacji planu na poziomie 96%.
Według oficjalnej narracji winna była nie tylko praca zespołów, ale przede wszystkim czynniki zewnętrzne, takie jak wyjątkowo mroźna zima oraz rosnące koszty ogrzewania, które ograniczyły budżety domowe klientów. Dokument szybko stał się wiralem, wywołując ogólnopolską dyskusję o realiach pracy w handlu i systemach motywacyjnych.
Warunkowa premia dla pracowników
Największe emocje wzbudziła propozycja „rekompensaty” za słabszy wynik sprzedażowy. Dyrekcja zaproponowała, że jeśli w lutym zespoły osiągną aż 97,5% realizacji założonego planu, otrzymają nie tylko bieżący dodatek, ale również zaległe pieniądze za styczeń. Kwota ta miałaby zostać wyliczona jako 0,1% wartości miesięcznej sprzedaży ze stycznia.
W liście podkreślono znaczenie pracy zespołowej i wspólnego dbania o satysfakcję klientów. Dla wielu komentujących takie postawienie sprawy jest jednak nielogiczne – skoro nie udało się osiągnąć niższego progu, to tym bardziej trudno będzie przeskoczyć wyżej zawieszoną poprzeczkę w krótkim miesiącu.
Reakcja internautów
Pod postem wylano lawinę krytycznych uwag. Internauci wyśmiewają matematykę korporacyjną, nazywając ją sarkastycznie „motywującym dywidendum biedroncorum”. Wielu użytkowników ironizuje, że jedynym sposobem na realne zwiększenie sprzedaży w tych warunkach byłoby aktywne namawianie klientów przy kasach lub blokowanie dostępu do tańszych produktów, by wymusić zakup droższych zamienników.
Pojawiają się głosy, że to klasyczny przykład strategii, w której nagroda jest teoretycznie dostępna, ale praktycznie nieosiągalna dla przeciętnego pracownika. Nie zabrakło jednak opinii broniących sieci – niektórzy zauważają, że firma w ogóle nie musiała oferować żadnej formy odrobienia premii, która przepadła.
Wyjaśnienia dyrekcji Biedronki
Paweł Stolecki w odpowiedzi dla "Faktu" doprecyzował, że pismo dotyczy jedynie wąskiej grupy kadry zarządzającej. Podkreślił on, że:
„Premia, o której mowa, to premia uznaniowa, która dotyczy tylko kierowników oraz zastępców kierowników sklepów”.
Pozostali pracownicy mają otrzymać dodatki na standardowych zasadach, jeśli spełnili swoje cele. Dyrektor dodał również optymistycznie, że„Wierzymy, że w lutym wspólnie zrobimy wszystko, aby osiągnąć zakładane cele”, co ma przełożyć się na wypłatę środków za oba miesiące. Według sieci, nowa propozycja to gest dobrej woli, dający szansę na odzyskanie pieniędzy, które przy braku realizacji planu zwyczajnie by się nie należały.