Polacy są w stanie zarobić tyle na truskawkach. Cena za zebrany koszyczek może wielu zaskoczyć
Słońce coraz mocniej operuje nad polskimi polami, a to dla tysięcy osób oznacza początek najbardziej intensywnego okresu w roku. Choć owoce kuszą zapachem i smakiem, to droga z krzaczka do łubianki jest okupiona ogromnym wysiłkiem fizycznym. Pytanie o to, czy tegoroczne stawki rynkowe są w stanie zrekompensować trudy pracy w pełnym słońcu, staje się kluczowe zarówno dla plantatorów, jak i pracowników sezonowych.
Polski rynek truskawek pod presją kosztów i braku rąk do pracy
Polskie rolnictwo od lat zmaga się ze strukturalnym problemem, jakim jest deficyt pracowników sezonowych. Sytuacja ta zaostrzyła się w ostatnich sezonach, gdy tradycyjne źródła siły roboczej, głównie z Ukrainy, uległy znacznemu ograniczeniu. Plantatorzy stają przed dylematem: jak ustalić stawki, by przyciągnąć chętnych, a jednocześnie nie doprowadzić własnego gospodarstwa na skraj bankructwa.
W tym kontekście coraz częściej mówi się o systemie akordowym. Pozwala on najsprawniejszym zbieraczom zarobić kwoty znacznie przewyższające minimalną stawkę godzinową, jednak dla osób mniej wprawionych może okazać się mało atrakcyjny finansowo w starciu z ogromnym wysiłkiem.

Koszty produkcji rolnej, według danych Głównego Urzędu Statystycznego, rosły w ostatnich latach w tempie, które trudno było przełożyć bezpośrednio na ceny detaliczne owoców. Na finalną cenę truskawki składają się nie tylko koszty sadzonek, nawozów czy środków ochrony roślin, ale przede wszystkim logistyka i właśnie zbiór truskawek.
Ten ostatni element generuje często ponad połowę kosztów operacyjnych całego przedsięwzięcia. W obliczu rosnących cen energii i paliw, rolnicy muszą balansować na cienkiej granicy rentowności. Czy w takich warunkach zbiór truskawek wciąż może być opłacalny dla osoby szukającej dorywczego zarobku? Odpowiedź zależy w dużej mierze od lokalizacji plantacji i determinacji samego pracownika, ponieważ rozpiętość stawek w skali kraju jest zaskakująco duża.
Fizyczny koszt kilograma truskawek oraz stawki, które budzą emocje
Praca na plantacji nie jest zajęciem dla każdego, o czym przypominają pierwsze dni fali upałów. Każdy, kto choć raz spędził kilka godzin na kolanach lub w pozycji pochylonej, doskonale wie, jak szybko "odzywają się" plecy i stawy. Intensywne promieniowanie słoneczne, pył i konieczność zachowania tempa sprawiają, że zbiór truskawek jest uznawany za jedną z najcięższych prac sezonowych w sektorze agro.
Redakcja dziennika "Fakt" postanowiła sprawdzić, jak realia te przekładają się na konkretne sumy wpływające do kieszeni zbieraczy. Okazuje się, że to, co dla jednego rolnika jest górną granicą możliwości, dla innego stanowi zaledwie punkt wyjścia do negocjacji.
W aktualnym sezonie szczególnie głośno zrobiło się o ogłoszeniach pochodzących z powiatu lublinieckiego w województwie śląskim. Tamtejsi plantatorzy, walcząc o uwagę pracowników, oferują stawki oscylujące w granicach 4 do 5 złotych za pełną kobiałkę, która tradycyjnie pomieści około 2 kg owoców.

Na pierwszy rzut oka kwota ta wydaje się atrakcyjna, zwłaszcza w porównaniu do lat ubiegłych. Jeśli sprawny pracownik jest w stanie zebrać kilkanaście takich koszyczków w ciągu godziny, jego dniówka może wyglądać imponująco na tle średniej krajowej dla prac niewykwalifikowanych. Trzeba jednak pamiętać o zmienności pogody i kondycji samych krzaczków – nie każdy dzień na polu jest tak samo wydajny.
Dlaczego jednak tak wysokie stawki pojawiają się tylko w wybranych regionach? Jak wskazuje "Fakt", na wielu innych plantacjach w kraju pracownicy mogą tylko pomarzyć o takich pieniądzach. Często oferowana cena za kobiałkę oscyluje wokół 2,50–3,50 złotych. Tak drastyczne różnice wynikają z lokalnej podaży rąk do pracy oraz docelowego klienta.
Plantatorzy, którzy sprzedają owoce bezpośrednio do dużych sieci handlowych lub na eksport, są w stanie wycisnąć z marży nieco więcej dla zbieraczy niż ci, których produkcja trafia do punktów skupu na cele przetwórcze. W tym drugim przypadku ceny skupu są zazwyczaj znacznie niższe, co automatycznie "dusi" potencjał zarobkowy pracowników.
Czy polska truskawka stanie się towarem luksusowym?
Różnice w wynagrodzeniach między powiatem lublinieckim a resztą kraju pokazują wyraźnie, że rynek pracy w rolnictwie staje się coraz bardziej sfragmentaryzowany. Wysokie zarobki przy truskawkach w wybranych miejscach nie są regułą, lecz wynikiem desperackiej walki o uratowanie plonów przed słońcem. Dla konsumenta oznacza to jedno: tanio już było. Jeśli zbieracz otrzymuje 5 złotych za kobiałkę, to po doliczeniu kosztów transportu, opakowania, marży pośrednika i podatku VAT, cena końcowa w mieście musi być wysoka.
Jeśli trend wzrostowy stawek za kobiałkę się utrzyma, wielu mniejszych rolników może zrezygnować z uprawy truskawek na rzecz mniej pracochłonnych roślin, takich jak zboża czy kukurydza. To z kolei doprowadzi do dalszego spadku podaży i jeszcze wyższych cen na straganach.