W PRL o tym samochodzie wielu mogło tylko pomarzyć. Dziś kolekcjonerzy płacą za niego krocie
Moda na PRL w Polsce nie tylko nie słabnie, ale wkracza w fazę dojrzałego inwestowania. W motoryzacji mówimy już o kwotach, za które można kupić nowe auto z salonu. Jest jeden model, który w czasach Polski Ludowej był synonimem luksusu dostępnego dla wybranych, a dziś jest obiektem pożądania najbogatszych kolekcjonerów.
- Królowie szos w siermiężnej rzeczywistości. Czym jeździła Polska Ludowa?
- Nie tylko ceramika. Inwestycja w samochody z PRL-u się opłaca
- Samochód z PRL-u, którego poszukują kolekcjonerzy. Płacą za niego ogromne pieniądze
Królowie szos w siermiężnej rzeczywistości. Czym jeździła Polska Ludowa?
Motoryzacja w PRL była krajobrazem pełnym kontrastów. Z jednej strony mieliśmy wszechobecną "Syrenę" – królową poboczy, którą kochano i nienawidzono jednocześnie za jej awaryjność i specyficzny zapach mieszanki paliwowej. Z drugiej strony, masową motoryzację "zmotoryzował" Fiat 126p, czyli popularny "Maluch". Był ciasny, głośny, ale własny. Na talony na te auta czekało się latami, a ich odbiór był świętem całej rodziny.
Jednak w tej hierarchii istniała arystokracja. Samochody, które wyróżniały się na tle szarej ulicy. Warszawa M-20, zwana "garbusem", była symbolem władzy i taksówkarzy, ale jej czas przeminął wraz z końcem lat 60. Później pojawił się Polonez – nowoczesny jak na tamte czasy, ale wciąż będący technologicznym kompromisem. Prawdziwym marzeniem przeciętnego Kowalskiego był jednak wóz, który łączył w sobie włoską licencję, elegancję i przestrzeń, jakiej nie dawał żaden inny dostępny "dla ludu" pojazd. To on był nagrodą dla przodowników pracy, górników i tych, którzy mieli szczęście posiadać "twardą walutę" w Pewexie.

Nie tylko ceramika. Inwestycja w samochody z PRL-u się opłaca
W 2026 roku rynek kolekcjonerski w Polsce jest niezwykle dojrzały. Poszukiwacze skarbów nie zadowalają się już tylko komiksami z Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem czy meblami projektu Chierowskiego. Prawdziwe pieniądze płyną w stronę klasycznej motoryzacji, czyli tzw. youngtimerów.
Czego szukają inwestorzy?
- Syrena 104 i 105: Szczególnie modele z drzwiami otwieranymi "pod wiatr" (kurołapki) są dziś rarytasem.
- Polonez "Borewicz": Wczesne modele z charakterystycznym nosem i zubożonym wyposażeniem, znane z serialu "07 zgłoś się", osiągają zawrotne ceny.
- Nysa i Żuk: Kiedyś woły robocze, dziś pięknie odrestaurowane służą jako food trucki lub ozdoby zlotów.
Jednak żaden z nich nie budzi takich emocji i nie osiąga takich wycen, jak bohater tego artykułu. To samochód, który dla wielu był pierwszym kontaktem z "zachodnią" technologią, mimo że produkowany był na Żeraniu.
Samochód z PRL-u, którego poszukują kolekcjonerzy. Płacą za niego ogromne pieniądze
Ceny Fiata 125p w 2026 roku mogą szokować. Jeśli ktoś pamięta czasy, gdy "Kredensa" można było kupić za flaszkę wódki lub zamienić za rower, musi zrewidować swoje poglądy.
Analiza rynku pokazuje wyraźny podział cenowy:
- Do remontu: Za egzemplarz, który wymaga kapitalnego remontu blacharskiego i mechanicznego, trzeba zapłacić od 15 000 do 25 000 zł. Często są to auta niekompletne, ale z "papierami".
- Dobra baza / Stan jezdny: Samochody z lat 80. (już jako FSO 1500), utrzymane w niezłym stanie, kosztują w granicach 30 000 – 45 000 zł.
- Perełki kolekcjonerskie: Tutaj zaczyna się prawdziwa inwestycja. Za Fiata 125p z lat 1968-1972, odrestaurowanego zgodnie ze sztuką (na oryginalnych częściach) lub zachowanego w oryginale z niskim przebiegiem, kolekcjonerzy płacą od 60 000 zł do nawet 120 000 zł.

Rekordowe aukcje dotyczą aut z historią (np. po znanym dygnitarzu, kierowcy rajdowym) lub unikatowych wersji (np. Acropolis, Monte Carlo czy wersje eksportowe). Płacąc dziś krocie za Fiata 125p, kupujemy nie tylko kawałek metalu, ale bilet do podróży w czasie – do epoki, w której ten warkot silnika na osiedlowym parkingu oznaczał, że komuś w życiu się powiodło.