Trump już upatrzył sobie następny cel, mówi wprost o upadku. "Najpierw skończymy z Iranem"
Stany Zjednoczone coraz mocniej angażują się w konflikt między Izraelem a Iranem. Najnowsze sygnały z Waszyngtonu wskazują jednak, że to nie koniec planów amerykańskiej administracji. Na politycznym radarze pojawił się kolejny kraj, który może stać się celem działań USA.
- Rosnące zaangażowanie USA w konflikt na Bliskim Wschodzie
- Nowe plany administracji Donalda Trumpa dotyczące działań wobec kolejnego państwa
- Napięcia międzynarodowe i możliwe zmiany w układzie sił w regionie
Waszyngton kreśli nową mapę wpływów
Światowa opinia publiczna z zapartym tchem śledzi coraz bardziej asertywną politykę zagraniczną Waszyngtonu. Po wydarzeniach związanych z uprowadzeniem wenezuelskiego lidera Nicolása Maduro, które wstrząsnęło Ameryką Łacińską, oraz po silnym zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych w narastający konflikt z Iranem, apetyt mocarstwa zdaje się rosnąć. Nie można zapominać o głośnych zapowiedziach dotyczących potencjalnego przejęcia Grenlandii, co pokazało, że dla obecnej administracji nie ma tematów tabu.
Teraz na celowniku Donalda Trumpa pojawił się kolejny kraj, a prezydent osobiście potwierdził, że w tej sprawie toczą się już rozmowy prowadzone na wysokim szczeblu. Amerykański przywódca nie ukrywa, że jego wizja porządku światowego zakłada eliminację wrogich reżimów w bezpośrednim sąsiedztwie USA, co ma zapewnić bezpieczeństwo narodowe i stabilność gospodarczą w regionie. W kuluarach mówi się, że to dopiero początek szeroko zakrojonej przebudowy stref wpływów, a determinacja Waszyngtonu jest większa niż kiedykolwiek w XXI wieku.

Gorące dni na Karaibach i zapowiedź przełomu
Krajem, który znalazł się w centrum zainteresowania amerykańskiej administracji, jest Kuba. Donald Trump w ostatniej rozmowie telefonicznej z redakcją CNN wypowiedział się o przyszłości wyspy w sposób bezpośredni - według prezydenta Kuba upadnie dosyć szybko i proces ten jest w zasadzie nieunikniony.
Kuba upadnie dosyć szybko […] Kuba również upadnie. Bardzo chcą zawrzeć porozumienie […] Marco (Rubio) się tym zajmie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jesteśmy teraz na tym naprawdę skoncentrowani. Mamy wystarczająco dużo czasu, ale Kuba jest gotowa, po 50 latach — zadeklarował prezydent w rozmowie telefonicznej z CNN.
Ta deklaracja padła zaledwie dwa dni po tragicznym incydencie, do którego doszło u wybrzeży wyspy. Amerykańska motorówka miała naruszyć wody terytorialne Kuby, co spotkało się z reakcją tamtejszej straży granicznej. Funkcjonariusze otworzyli ogień do jednostki, w wyniku czego życie straciły cztery osoby. To wydarzenie gwałtownie zaostrzyło relacje między państwami.
Teraz Trump sugeruje, że za kulisami trwają intensywne negocjacje, a reżim w Hawanie zdaje sobie sprawę z własnej słabości. Obecnie sytuacja na wyspie jest monitorowana przez agencje wywiadowcze, które wskazują na postępującą erozję struktur państwowych. W jaki sposób Stany chcą pozyskać wyspiarski kraj?

Scenariusz wenezuelski i irański priorytet
Formalnie sytuacja na wyspie jest trudna — Kuba boryka się z problemami gospodarczymi, brakiem podstawowych produktów i narastającym niezadowoleniem społecznym. W tym kontekście coraz częściej mówi się o koncepcji tak zwanego „przyjaznego przejęcia”.
Jak donosi dziennik „Wall Street Journal”, głównym celem administracji Trumpa jest porozumienie się z częścią elit kubańskiego reżimu. Amerykanie chcą przekonać kluczowe postacie w Hawanie do przeprowadzenia kontrolowanej transformacji. Model ten ma być zbliżony do działań podejmowanych w Wenezueli.
Donald Trump wyraził przekonanie, że kres obecnego systemu na Kubie jest bliski, jednak postawił istotny warunek. Prezydent zaznaczył, że zanim Stany Zjednoczone w pełni skoncentrują się na porządkowaniu spraw na wyspie, muszą najpierw definitywnie zakończyć wojnę z Iranem. Dopiero po zamknięciu frontu irańskiego Waszyngton będzie mógł rzucić wszystkie siły do przeprowadzenia zmian w swoim bezpośrednim sąsiedztwie.