Ryanair i Wizzair mają konkurencję. Tania linia litnicza wkracza do Polski, turyści zachwyceni
Polska turystyka notuje stabilny i dynamiczny wzrost, napędzany przez rosnącą siłę nabywczą i zmianę nawyków wakacyjnych. Mimo rekordowej dominacji dwóch wiodących marek, polski pasażer szuka nowości i wyższego standardu za rozsądną cenę. Na horyzoncie pojawił się właśnie gracz, pierwszy lot już się odbył. Wiadomo, kto powrócił na polskie niebo.
- Apetyt na świat silniejszy niż inflacja i całkowita dominacja gigantów
- Popyt kreuje podaż, czyli walka o lotniczy tort nad Wisłą
- Przełamanie rynkowego duopolu i wielki powrót francuskiej marki
Apetyt na świat silniejszy niż inflacja i całkowita dominacja gigantów
Podróże zagraniczne przestały być w Polsce towarem luksusowym, stając się stałym elementem stylu życia klasy średniej oraz aspirującej grupy pracowników sektora usług. Dostępność siatki połączeń z portów regionalnych, takich jak Wrocław, Kraków czy Gdańsk, jest obecnie największa w historii, co bezpośrednio przekłada się na mobilność społeczną. Pieniądze, które konsumenci przeznaczają na turystykę, systematycznie rosną, mimo przejściowych turbulencji gospodarczych i wysokich kosztów utrzymania.
Z jednej strony potężną siłę stanowi masowa turystyka, w której wiodą prym wyjazdy typu all inclusive (wakacje z pełnym wyżywieniem i obsługą wliczonymi w cenę). Polacy uwielbiają kurorty nad Morzem Śródziemnym, a państwa takie jak Grecja, Turcja czy Egipt regularnie biją rynkowe rekordy, gwarantując przewidywalność kosztów i słoneczną pogodę.

Z drugiej strony widać gigantyczny wzrost segmentu samodzielnego planowania wyjazdów. Wkraczają tu tanie linie lotnicze, bez których współczesna mobilność wewnątrz Unii Europejskiej byłaby niemal niemożliwa do udźwignięcia dla przeciętnego portfela. Klienci poszukujący budżetowych opcji wybierają najczęściej dwóch wiodących przewoźników. Ryanair i Wizz Air podzielili niebo nad Polską, operując na ogromnej skali i narzucając rynkowe warunki gry. Zależność od tego duopolu staje się jednak obosiecznym mieczem dla pasażerów. Rosnące ceny biletów w okresach wakacyjnych oraz coraz wyższe opłaty za bagaż dodatkowy pokazują, że polski rynek pilnie potrzebuje oddechu i świeżej konkurencji. Czy pasażerowie są gotowi zapłacić nieco więcej za wyższy komfort, byle tylko uciec od restrykcyjnych zasad największych graczy? Dane z innych rynków sugerują, że model ultra-low-cost staje się coraz bardziej dojrzały i nasycony, co wymusza jego stopniową modyfikację.
Popyt kreuje podaż, czyli walka o lotniczy tort nad Wisłą
Rosnące zapotrzebowanie na usługi przewozowe wynika z ewolucji nawyków konsumenckich i cyfrowej rewolucji w rezerwowaniu usług. Polacy pokochali city breaki (krótkie, zazwyczaj weekendowe wyjazdy do europejskich metropolii), co jest jednym z czynników skłaniających porty lotnicze do starań o poszerzanie siatki połączeń. Każdy samolot operujący z lokalnego lotniska to nie tylko nowe miejsca pracy dla obsługi naziemnej, ale również silny impuls dla lokalnej turystyki i biznesu. Skutki tej rywalizacji są zauważalne od zaraz.
Lotniska kuszą zagraniczne linie lotnicze znacznymi zniżkami opłat nawigacyjnych oraz wsparciem marketingowym, byle tylko przyciągnąć na swoją płytę kolejne maszyny i zwiększyć statystyki odprawionych pasażerów. Potrzeba dywersyfikacji jest widoczna zwłaszcza w mniejszych miastach, które nie chcą być zakładnikami jednego dużego przewoźnika.

Dlaczego jednak zagraniczne firmy z takim trudem i ostrożnością wchodzą do naszego kraju? Istotną barierą pozostaje agresywna polityka cenowa obecnych gigantów oraz ich zdolność do natychmiastowego zalewania rynku tanią ofertą w momencie pojawienia się konkurenta, obok kwestii popytowych czy infrastrukturalnych. Tanie linie lotnicze na co dzień dysponują sporymi budżetami operacyjnymi i potrafią przez dłuższy czas operować na trasach z bardzo niskimi marżami w celu budowania udziałów w rynku. Wolumen polskiego rynku jest już jednak tak duży, że brakuje przestrzeni do dalszego zagęszczania lotów w dotychczasowej formule. Według analityków konsumpcja usług wypoczynkowych nad Wisłą będzie rosnąć znacznie szybciej niż inne branże sektora rozrywkowego. Tam, gdzie pojawiają się duże pieniądze, tam naturalnie aktywizują się mniejsi lub bardziej wyspecjalizowani operatorzy. Luka rynkowa w segmencie "smart-cost”, oferującym nieco wyższy standard niż najtańsi przewoźnicy, przez niektórych obserwatorów rynku uważana jest za interesującą okazję na biznesowy rozwój w Europie Środkowej. Czy polscy podróżnicy są skłonni porzucić najniższą cenę na rzecz oszczędności czasu i lepszego traktowania?
Zobacz też: Te banknoty straciły ważność. Wymiana możliwa tylko w 3 bankach
Przełamanie rynkowego duopolu i wielki powrót francuskiej marki
Na efekty rynkowych przetasowań i poszukiwań nowych nisz nie czekaliśmy długo. W połowie kwietnia niespodziankę zgotowała podróżnikom Transavia, należąca do potężnego holdingu Air France-KLM. Tania linia lotnicza powróciła nad Wisłę po trzech latach nieobecności, co jest jasnym sygnałem, że potencjał polskich portów regionalnych jest zbyt wysoki, by go ignorować. Dokładnie 16 kwietnia z wrocławskiego lotniska wystartował pierwszy od dawna rejs w kierunku francuskiej stolicy, co zostało entuzjastycznie przyjęte przez pasażerów oraz branżowych analityków. W przeszłości ten przewoźnik operował już z sukcesami z Krakowa i Katowic, ale ostatecznie wycofał się, na co wpływ miały czynniki ekonomiczne i silna konkurencja w segmencie niskokosztowym. Dzisiejsza sytuacja ekonomiczna jest jednak inna, pasażerowie są zamożniejsi i bardziej wymagający, co otwiera przed marką zupełnie nowe perspektywy wzrostu.
Dziś na naszym lotnisku zrobiło się naprawdę... parysko. Zainaugurowaliśmy połączenie do Paryża-Orly, a pierwszy lot był wyjątkowy pod każdym względem! Na pasażerów czekał klimatyczny występ śpiewaczki, który przeniósł wszystkich prosto nad Sekwanę… - napisano w poście na Facebooku Portu Lotniczego Wrocław.
Biznesowy mechanizm ponownego debiutu na polskim rynku oparto na bardzo rzetelnej kalkulacji potrzeb pasażera biznesowego i turystycznego. Nowa trasa łączy stolicę Dolnego Śląska bezpośrednio z lotniskiem Paryż-Orly, które jest oddalone zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum metropolii. Jest to kluczowy wyróżnik oferty, gdyż podróżni szukający oszczędności musieli dotychczas lądować w bardzo odległym Beauvais, skąd transfer do stolicy Francji trwa niemal tyle samo, co sam lot. Pasażerowie otrzymują więc realną oszczędność czasu, sprawniejszy transport do centrum i dostęp do globalnej siatki połączeń Air France w ramach przesiadek.
Taki manewr odświeża rywalizację w naszym regionie, a według rynkowych przewidywań ceny biletów na popularnych kierunkach zachodnich mogą w przyszłości ulec korekcie na korzyść konsumenta. Ten rynkowy powrót idealnie udowadnia, że transportowa hegemonia największych graczy nie musi trwać wiecznie, a polskie niebo pozostaje rynkiem o silnej dynamice wzrostu na tle Unii Europejskiej. Kolejne lata pokażą, czy inni przewoźnicy pójdą tą samą drogą, stawiając na jakość i lokalizację lotnisk docelowych zamiast na walkę o każdy grosz w podstawowej cenie biletu.