Prawie 100 tys. etatów w likwidacji, a to dopiero początek. Ekspert: "Rynek pracownika się kończy”
W ciągu roku w rejestrach urzędów pracy przybyło około 100 tys. osób. W samym styczniu – kolejne 47 tys. Jednocześnie pracodawcy zgłosili zamiar zwolnienia blisko 98 tys. pracowników w ramach procedur grupowych. To dane, które wywołały gorącą dyskusję o kondycji rynku pracy. W tej sprawie komentarza dla BiznesInfo udzielił Artur Dziambor – dziekan Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Gdańsku. W jego ocenie obecne sygnały z rynku pracy nie mają wyłącznie charakteru sezonowego.
- Czy to chwilowe spowolnienie, czy początek głębszej zmiany?
- Co oznaczają 97 tys. etatów „do likwidacji”?
- Kto dziś jest najbardziej narażony na utratę pracy?
100 tys. więcej w rok. Te liczby wymagają kontekstu
Dane GUS pokazują, że na koniec 2025 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było 887,9 tys. osób. To o kilkanaście procent więcej niż rok wcześniej. W ujęciu liczbowym oznacza to wzrost rzędu około 100 tys. osób.
Trzeba jednak rozróżnić: bezrobocie rejestrowane nie jest tożsame z „100 tys. zwolnień”. Do PUP trafiają osoby po zakończeniu umów czasowych, sezonowych czy powracające na rynek pracy. Jednocześnie rośnie udział osób bez kwalifikacji oraz długotrwale bezrobotnych. I to – zdaniem eksperta – jest kluczowy sygnał.
“Pracownik bez specyficznych kwalifikacji będzie musiał faktycznie długo szukać, albo pogodzić się z niżej płatnymi stanowiskami” – ocenia Dziambor.

Styczeń tradycyjnie przynosi sezonowy wzrost bezrobocia
Wstępne dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazują, że na koniec stycznia 2026 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było około 934,8 tys. osób bezrobotnych. Oznacza to wzrost o blisko 47 tys. względem grudnia oraz podniesienie stopy bezrobocia do poziomu 6 proc. To najwyższy odczyt od wielu miesięcy.
Styczeń tradycyjnie przynosi sezonowe pogorszenie statystyk. Wygasają umowy w budownictwie, rolnictwie i części usług, firmy kończą projekty rozliczane rocznie, a część przedsiębiorstw wstrzymuje nowe rekrutacje do czasu zamknięcia budżetów. Dlatego wzrost bezrobocia na początku roku nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym.
Tym razem jednak – jak wskazuje ekspert – na dane nakładają się również czynniki strukturalne i kosztowe.
– Wysokie i bezustannie rosnące koszty utrzymania pracownika wpływają na decyzje firm o wstrzymywaniu rekrutacji – podkreślaArtur Dziambor, dziekan WSB w Gdańsku.
Chodzi przede wszystkim o koszty składek, presję płacową oraz rosnące wydatki operacyjne przedsiębiorstw. W efekcie część firm zamiast zwiększać zatrudnienie, koncentruje się na optymalizacji procesów i automatyzacji.
O tym, czy mamy do czynienia wyłącznie z przejściowym, sezonowym wzrostem bezrobocia, czy początkiem bardziej trwałego trendu spowolnienia, zdecydują dane z wiosny. Kluczowe będą odczyty z marca i kwietnia – to wtedy rynek pracy zwykle wraca do równowagi.
97,6 tys. etatów do zwolnienia. Co to znaczy w praktyce?
W 2025 r. pracodawcy zgłosili zamiar zwolnienia 97,6 tys. osób w ramach procedur zwolnień grupowych. To liczba planów, nie automatycznie zrealizowanych redukcji. Zgłoszenie uruchamia formalną procedurę – część firm ostatecznie zmniejsza skalę zwolnień, część wdraża je etapami lub zastępuje restrukturyzacją wewnętrzną. Jednak sama liczba pokazuje większą ostrożność przedsiębiorstw i rosnącą presję kosztową.
“Widzimy przewartościowanie inwestycji i optymalizację procesów. Skokowy postęp technologiczny sprawia, że część stanowisk staje się zbędna, bo firmy inwestują w rozwiązania, które zastępują pracę ludzką” – wskazuje Artur Dziambor.
Ekspert zwraca uwagę, że zmiana nie dotyczy wyłącznie pojedynczych branż.
“Rynek pracownika zmienia się w rynek wysoko wykwalifikowanego pracownika. Osoby bez specyficznych kwalifikacji będą miały realny problem z szybkim powrotem na rynek albo będą musiały akceptować niższe wynagrodzenia” – ocenia.
Jego zdaniem to sygnał, że mamy do czynienia nie tylko z cyklicznym spowolnieniem, ale z procesem o głębszym charakterze.
“To nie jest wyłącznie kwestia sezonu. Firmy patrzą na koszty utrzymania pracownika i kalkulują ryzyko. Jeżeli zatrudnienie staje się coraz droższe, naturalną reakcją jest ograniczanie nowych etatów i automatyzacja” – dodaje.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli część zgłoszonych zwolnień nie zostanie zrealizowana w pełnej skali, sam wzrost liczby procedur pokazuje zmianę nastrojów wśród pracodawców. A to zwykle wyprzedza twardsze dane o zatrudnieniu.
Co dalej z rynkiem pracy?
Ekspert zwraca uwagę, że obciążenia pracy pozostają wysokie, a decyzje inwestycyjne firm są ostrożne.
“Jeżeli chcemy zachęcić pracodawców do zwiększania zespołu zatrudnionych, musimy zmniejszać koszty pracy” – ocenia Dziambor.
Na dziś rynek pracy w Polsce pozostaje relatywnie stabilny na tle wielu państw UE. Jednak rosnąca liczba zgłoszeń zwolnień i wzrost rejestrów bezrobotnych pokazują, że faza „łatwego rynku pracownika” może się kończyć. Ostateczny kierunek pokażą kolejne miesiące.
Źródła: BiznesInfo, GUS, MRPiPS, PAP