Polska szuka miliardów na armię. Ekonomista ostrzega: „To ryzykowna iluzja”
Polska szuka setek miliardów na zbrojenia, ale sposób finansowania może przesądzić o stabilności całej gospodarki. W rozmowie dla Biznes Info główny ekonomista Pracodawców RP Kamil Sobolewski wskazuje wprost: część pomysłów to ryzykowna iluzja, która może uderzyć w złotego i ceny. W tle pojawiają się niewygodne liczby, spór polityczny i ostrzeżenia agencji ratingowych, które rzadko padają tak otwarcie.
Sprawdzamy:
- ile naprawdę można „wyjąć” z NBP i czy to bezpieczne,
- czy 44 mld euro z UE to lepsze rozwiązanie niż „polski SAFE”,
- gdzie kryje się największe ryzyko dla złotego i inflacji.
Czy „polski SAFE” i zyski NBP mogą sfinansować armię?
Polska planuje wydać nawet 1 bln zł w 5 lat, z czego ok. 185 mld zł na uzbrojenie i amunicję. W debacie pojawił się pomysł finansowania części wydatków poprzez wykorzystanie zysków Narodowego Banku Polskiego – tzw. „polski SAFE 0%”.
Problem w tym, że – jak podkreśla ekspert – te środki są w dużej mierze księgowe i zależne od wyceny aktywów.
- 185 miliardów z tak zwanego polskiego seve 0% to jest utopia to jest niemożliwe to jest byłoby nierozsądne. W wariancie europejskim dostajemy 44 miliardy euro nowych pieniędzy, a w wariancie polskim przekładamy z kieszeni do kieszeni. - mówi Kamil Sobolewski.
W praktyce oznacza to brak nowej gotówki w gospodarce. Państwo nie zwiększa realnej siły zakupowej na rynkach międzynarodowych, co przy zakupach uzbrojenia ma kluczowe znaczenie.
Ekspert porównuje to do sytuacji gospodarstwa domowego: zamiast korzystać z dostępnego finansowania zewnętrznego, państwo sięga po rezerwy, które powinny być zabezpieczeniem na kryzys.
- Mieć kasę odłożoną na kupce na czarną godzinę żeby w razie w z tej kasy korzystać to jest podstawowa odporność na kryzys.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA TUTAJ:
Dlaczego 44 mld euro z UE to „twarda gotówka”, a nie iluzja?
Alternatywą jest finansowanie europejskie – nawet 44 mld euro, które realnie zwiększają zasoby państwa i rezerwy walutowe. To fundamentalna różnica: środki w euro są akceptowane globalnie, stabilne i natychmiast użyteczne przy kontraktach zbrojeniowych.
- 44 miliardy euro które trafiają do Polski to jest konkretny bufor bezpieczeństwa. - mówi ekspert.
Takie finansowanie:
- zwiększa rezerwy walutowe (obecnie ok. 220 mld euro),
- wzmacnia wiarygodność Polski,
- chroni przed kryzysem walutowym.
W praktyce oznacza to większą odporność na wstrząsy – zarówno gospodarcze, jak i geopolityczne. Przykład Ukrainy pokazuje, że w czasie konfliktu liczy się dostęp do twardej waluty, a nie lokalnych zasobów księgowych.
Czy zyski ze złota NBP są realne? Ryzyko spadku nawet o 20%
Duża część „zysków” NBP wynika z wyceny złota. Problem w tym, że to aktywo bardzo zmienne.
- Z tych 200 miliardów złotych 1/3 już wyparowała. - mówi Kamil Sobolewski.
Wystarczy kilka tygodni spadków, by wartość rezerw gwałtownie się skurczyła. Tymczasem wydatkowanie środków na podstawie chwilowej wyceny oznacza ryzyko „drukowania pieniędzy bez pokrycia”.
Ekspert wskazuje twarde liczby:
- Potencjał do wypłaty zysków NBP [...] nie był ani razu wyższy niż 50 miliardów złotych a [...] skurczył się do około 10 miliardów złotych.
To pokazuje skalę problemu:
- potrzeby: 185 mld zł,
- realny potencjał: ok. 10 mld zł.
Różnica jest ogromna, a próba jej zasypania mogłaby wywołać presję inflacyjną i osłabienie złotego.
Inflacja, złoty i rating Polski. Czy grozi nam finansowy scenariusz ryzyka?
Narodowy Bank Polski ma jeden główny cel: stabilność cen i waluty.
- Rolą Narodowego Banku Polskiego jest zapewnienie stabilności złotego wiarygodności kraju. - mówi ekspert w rozmowie z Biznes Info.
Wymuszone finansowanie budżetu mogłoby ten cel podważyć. Efekt? Słabszy złoty, droższy import i wyższa inflacja – nawet 5–8% rocznie więcej według szacunków scenariuszowych. Do tego dochodzi ryzyko ratingowe. Agencje już sygnalizują niepokój.
- Agencja FIK [Fitch] bardzo daleko jak na swoje standardy posunęła się w ocenie działań politycznych. My musimy się liczyć z tym że [...] skończy się [...] obniżką polskiego ratingu.
Obniżka ratingu oznacza:
- wyższe koszty długu,
- droższe obligacje,
- większe obciążenie budżetu.
Co ważne, inwestorzy patrzą szerzej niż same ratingi.
- [...] liczy się to co jest na talerzu [...] a nie grajek który dobiega z głośników za kotarą. - podsumowuje Kamil Sobolewski.
To sygnał, że rynki oceniają realne decyzje gospodarcze, a nie tylko oficjalne komunikaty.
Źródła: Biznes Info