biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Polacy chcą dodatkowego egzaminu dla kierowców. Nie wszystkim się to spodoba
Julia Bogucka
Julia Bogucka 20.06.2026 06:40

Polacy chcą dodatkowego egzaminu dla kierowców. Nie wszystkim się to spodoba

Polacy chcą dodatkowego egzaminu dla kierowców. Nie wszystkim się to spodoba
Fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Polska ulica ewoluuje, a gęstość ruchu i napływ pracowników sprawiają, że drogowe bezpieczeństwo jest priorytetem. Zaufanie do tanich usług transportowych systematycznie spada. Społeczeństwo stanowczo domaga się radykalnych kroków, które wkrótce z pewnością przemodelują całą miejską branżę przewozową.

Zablokowane aglomeracje i starzejąca się flota. Kto dokładnie dzieli z nami pas ruchu

Polska od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce Europy pod względem wskaźnika motoryzacji, czyli liczby rejestrowanych pojazdów na tysiąc mieszkańców. To nie puste, polityczne deklaracje, lecz twarde fakty płynące wprost z oficjalnych rejestrów państwowych. Z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że uprawnienia do prowadzenia pojazdów mechanicznych ma w naszym kraju ponad dwadzieścia dwa miliony obywateli. Taka potężna rzesza uczestników ruchu generuje każdego dnia niezwykle poważne wyzwania infrastrukturalne.

Polacy chcą dodatkowego egzaminu dla kierowców. Nie wszystkim się to spodoba
Fot. Ingo Joseph/Pexels/CanvaPro

Zjawisko to widać szczególnie w dużych aglomeracjach miejskich, gdzie fizyczna przepustowość głównych arterii dawno osiągnęła maksymalne granice. Codzienne dojazdy do biurowców zlokalizowanych w centrach wydłużają się, a poranna walka o wolne miejsce parkingowe przypomina starcie na ringu. Co tak naprawdę jeździ po naszych zatłoczonych drogach? Krajowy park maszynowy posiada bardzo specyficzną, wieloletnią charakterystykę. Trzonem transportu indywidualnego nad Wisłą niezmiennie pozostają samochody używane, masowo importowane z Zachodu. Chociaż salony dealerskie co roku chwalą się przyzwoitymi wynikami sprzedaży aut flotowych, ulica wciąż zdominowana jest przez wyeksploatowane maszyny z drugiej ręki.

Średni wiek auta osobowego poruszającego się po szosach oscyluje wokół czternastu lat. Taka poważna metryka wprost przekłada się na problemy związane z awaryjnością. Na drogach królują powszechnie znane, niedrogie w utrzymaniu marki, takie jak Skoda, Toyota czy popularny Volkswagen. Uchodzą one na naszym wrażliwym cenowo rynku za rozsądny kompromis między kosztami eksploatacji a niezawodnością. Kierowcy stanowią potężną, zorganizowaną grupę ekonomiczną. Codziennie muszą mierzyć się nie tylko z powszechnymi zatorami, ale też rosnącymi kosztami obsługi swoich aut.

Morderczy plac manewrowy i stres. Dlaczego polski system weryfikacji uchodzi za bezlitosny

Aby w ogóle marzyć o legalnym poruszaniu się po polskich drogach, obywatele muszą przebrnąć przez wyjątkowo gęste sito weryfikacyjne. Tradycyjny egzamin na prawo jazdy uchodzi za absolutnie najbardziej rygorystyczny proces w całej Europie. Urzędowe statystyki udostępniane przez Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego pozostają chłodne i bezlitosne. Średnia zdawalność kluczowej, praktycznej części w miastach rzadko przebija barierę trzydziestu pięciu procent. Co to oznacza w rynkowej praktyce?

Polacy chcą dodatkowego egzaminu dla kierowców. Nie wszystkim się to spodoba
Fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Znakomita większość zestresowanych kandydatów musi podchodzić do państwowej próby po kilka razy, co brutalnie drenuje domowe budżety. Krajowy model certyfikacji umiejętności bywa bardzo często krytykowany za niepotrzebne skupianie się na milimetrowych manewrach parkingowych. Ma on jednak swój niezwykle spójny, pożądany społecznie cel. Fundamentalnym założeniem mechanizmu jest bezwzględne odfiltrowanie osób, które w miejskim chaosie stwarzałyby realne zagrożenie. Państwowe wymogi kategorycznie wymuszają nie tylko znajomość zawiłych artykułów kodeksu drogowego, ale też analityczne myślenie. Surowi egzaminatorzy egzekwują od każdego kandydata umiejętność instynktownego reagowania na incydenty drogowe.

Ta bariera powoduje, że rodzimi posiadacze uprawnień prezentują naprawdę solidny warsztat techniczny. Problemy i napięcia społeczne zaczynają się jednak pojawiać w zupełnie innej płaszczyźnie. Do potężnych zgrzytów dochodzi, gdy po tych samych skrzyżowaniach masowo zaczynają poruszać się kierowcy komercyjni, którzy zdobyli odpowiednie uprawnienia w państwach o niższych standardach edukacyjnych. Taka mieszanka bardzo szybko doprowadziła do fatalnego wzrostu ryzykownych zachowań. Zwykli obywatele, którzy pamiętają jeszcze mordercze szkolenia, stanowczo żądają całkowitej równości wobec przepisów. Oczekują oni szybkiego narzucenia jednolitych, surowych wymogów dla wszystkich uczestników szos.

Zobacz też: Drożej niż w Egipcie i Turcji. Ceny wakacji w Polsce odstraszają turystów, aż trudno uwierzyć

Koniec taryfy ulgowej. Polacy domagają się dodatkowych restrykcji

Wnikliwą uwagę opinii publicznej przyciąga obecnie rozgrzany do czerwoności sektor tanich, zlecanych mobilnie przewozów. Współcześni, miejscy taksówkarze korzystający z globalnych aplikacji cyfrowych to szalenie zróżnicowana i niejednolita grupa zawodowa. Polacy chcą mocniejszej kontroli nad tym, kto wozi pasażerów w ramach przewozów taksówkarskich. Tak wynika z badania IBRiS opisanego przez "Rzeczpospolitą”. Temat wrócił po tragicznym wypadku w Ząbkach, w którym uczestniczył zagraniczny kierowca taksówki zamawianej przez aplikację.

W sondażu zapytano, czy kierowcy taksówek powinni obowiązkowo zdawać polski egzamin na prawo jazdy, niezależnie od tego, skąd pochodzą i jakie dokumenty posiadają. Odpowiedzi nie pozostawiają większych wątpliwości. Takiego rozwiązania chce 83,9 proc. badanych. Przeciwko dodatkowemu egzaminowi opowiedziało się 15,1 proc. ankietowanych, którzy uznali, że w przypadku cudzoziemców wystarczające powinny być uprawnienia zdobyte w kraju pochodzenia. Brak zdania zadeklarował zaledwie 1 proc. respondentów.

Obowiązujące przepisy już wcześniej zostały zaostrzone, ale, jak pokazuje dyskusja po wypadku, dla wielu osób to wciąż za mało. Od czerwca 2024 roku cudzoziemcy pracujący przy przewozie osób muszą mieć polskie prawo jazdy. Problem polega jednak na tym, że samo wydanie takiego dokumentu nie oznacza ponownej weryfikacji kierowcy na egzaminie. Urząd sprawdza przede wszystkim autentyczność zagranicznych uprawnień, a nie to, czy dana osoba rzeczywiście zna polskie przepisy i potrafi bezpiecznie poruszać się po tutejszych drogach. Zmiana ograniczyła więc ryzyko posługiwania się fałszywymi dokumentami, ale nie zakończyła sporu o standardy bezpieczeństwa w przewozach pasażerskich.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: